Jeżeli ktoś chce zniszczyć państwo, musi zniszczyć elitę. W pojęciu Ukraińców, zniszczyć znaczy najpierw torturować. Metody bestialstwa bardzo wymyślne. W Chłopczycach nabijano na beczkę gwoździe i turlano miejscowych nauczycieli. Człowiek po 12 godzinach takiej katorgi jeszcze żył, mówił Zbigniew Jarząbek podczas panelu dyskusyjnego zorganizowanego przez Akademię Patriotów, Instytut Historyczny, Stowarzyszenie Odra-Niemen w ramach corocznych obchodów Krwawej niedzieli.
Historia mojej wielonarodowej rodziny jest przekazana przez moich dziadków, a potem rodziców, najbardziej wiarygodnych i najrzetelniejszych historyków, jakich kiedykolwiek znałem, mówi wrocławianin Zbigniew Jarząbek. Michał Kruszyński, ojciec mojej mamy (ur.1895), w czasie I wojny światowej służył w armii austriackiej, dostał się do niewoli rosyjskiej w Krzywym Rogu. Ożenił się z Ukrainką, Katarzyną Kończak. W czasie międzywojnia, na terenie Kresów panowała niesłychana zgoda pomiędzy narodami. W Chłopczycach, wsi zamieszkałej przez kilka narodów, również przez Polaków i Ukraińców, były dwie świetlice, w których urządzano spotkania towarzyskie. Wzajemnie się odwiedzano i świętowano. Dzieci w szkołach rozpoczynały lekcje modlitwą po polsku a kończyły po ukraińsku.
Powoli wzajemnie, przyjacielskie stosunki zaczęły się burzyć, kiedy źli ludzie wykrzykiwali: Ukraina tylko dla Ukraińców, albo Lachy za San, a pewien ukraiński „intelektualista” na polskim uniwersytecie we Lwowie Dmytro Iwanowycz Doncow, powiedział, że jeżeli chcecie mieć Ukrainę, musicie użyć takich środków wobec innych nacji, żeby dziesiąte pokolenie nie mogło w tą stronę spojrzeć bez strachu. Dmytro Iwanowycz Doncow był twórcą ukraińskiej koncepcji nacjonalizmu, przyjętej w latach 30 XX wieku przez UPA za podstawę ideologiczną działalności politycznej.
Ukraińcy, w 1939 roku, już po klęsce wrześniowej zaczęli zabijać Polaków. Najpierw skrycie, później za przyzwoleniem Niemców, coraz brutalniej. W 1941 roku, w Chłopczycach z najgorszych zbirów uformowała się ukraińska policja. Na wielu z nich, przed wojną, były wydane wyroki ale słabe państwo nie potrafiło tego wyegzekwować. Ta policja gorliwie wykonywała polecenia Niemców, często na własną rękę. Polacy bardziej bali się Ukraińców, swoich sąsiadów, niż okupantów.
W tych trudnych czasach rodziny mieszane, pomimo strachu, pomagały sobie. Ale przestali, gdy ukraińska policja dowiedziała się od donosicieli, że Polacy przychodzą wieczorami czy w nocy po jedzenie albo nawet przespać się. Właśnie tak było w rodzinie Jarząbków. Zastraszeni Ukraińcy nie wpuścili matki Zbigniewa Jarząbka. Wtedy polsko-ukraińskie małżeństwo zrozumiało, że muszą uciekać dalej. Trafili do Sambora, w sam środek frontu. Z jednej strony Niemcy, z drugiej Rosjanie. Po wojnie rodzina Jarząbków została deportowana na Ziemie Zachodnie. Mama Zbigniewa, tuż przed wyjazdem powiedziała , że ten dzień, jest najszczęśliwszym dniem w jej życiu.
Po wielu latach, Mama i Zbigniew jadą do Chłopczyc. Odwiedzają dom ciotki. Pada pytanie, dlaczego?! oto odpowiedź wujka: „sąsiedzi widzieli, że matka do nas przychodzi a ja byłem w UPA. W kilkunastu przyszli do mnie wieczorową porą, jednego z nich znałem. Byli uzbrojeni i najpierw mówili jaka piękna będzie Ukraina, jeżeli przegonimy stąd wszystkich, i jeżeli wymordujemy Polaków. Trzymali moje dziecko na kolanach i dali do podpisania deklarację. Oni wiedzieli, że ja tą deklarację podpiszę a ja wiedziałem, że jeżeli jej nie podpiszę, to zamordują mnie, żonę i dziecko. Od tego momentu przestałem zadawać pytania. Wiem też, że tacy ludzie jak Dmytro Doncow i Stepan Bandra, którzy obiecywali ludziom niebo na ziemi, sprowadzili na tą ziemię piekło.
















