Helena Hegier-Rafalska: ofiara eksperymentów medycznych z Ravensbrück

you tube, RAVENSBRÜCK

Helena Hegier-Rafalska, ur. 1916 roku w Kiszyniewie w Mołdawii. Kilka lat później cała rodzina wyjechała do Polski. W czasie drugiej wojny światowej, Helena często zmieniała miejsce zamieszkania. Dzięki pomocy przyjaciółki pracowała w Magistracie. Wiosną 41 do pracy przyszło gestapo i aresztowało sześć osób, wśród nich Helenę. Na przesłuchania wywieźli do Radzynia Podlaskiego a po dwóch tygodniach do więzienia do Lublina. Helena wspomina warunki sanitarne w więzieniu jako koszmarne.  Do cel 16 osobowych wpychano nawet 60 osób. Były częste przesłuchania, z których część ludzi wracała zmaltretowana albo w ogóle nie wracała “każdy z nas z drżeniem oczekiwał wyczytania na przesłuchanie i czy wróci z niego jeszcze żywy”. W więziennych Helena dowiedziała się, że koledzy z pracy, którzy byli aresztowani razem z nią zostali rozstrzelani.

Na początku 42 roku, Helena i 138 innych kobiet zostało wywiezionych do obozu w Dachau. Zobaczyły napis Arbeit macht frei ale wtedy jeszcze nie wiedziały, że są w obozie koncentracyjnym. Dostała numer 7988, odtąd była numerem, nie Heleną. Kromka chleba i chochla zupy stanowiły codzienną rację żywieniową. Początkowo praca była w szwalni przy szyciu dla Niemców tzw. anoraków, czapek, rękawic z futer, zabranych z transportów. Rzeczy te natychmiast wysyłali na front wschodni.

Prace przydzielane przez Niemców były różne, często bezsensowne, jak przesypywanie piasku z miejsca na miejsce. Tak samo było z kopcami kamieni, składowanym drewnem bądź deskami. Ta irracjonalność miała tylko i wyłącznie pokazać więźniom ich beznadziejną sytuację. Trwało to miesiącami. Przykład takiej pracy opisuje w swoich książkach Stanisław Grzesiuk, pisarz i pieśniarz, więzień obozu Dachau i Mauthausen-Gusen.

Kilka miesięcy po przyjeździe do obozu, Niemcy rozstrzelali 13 kobiet z transportu Heleny. Była to pierwsza egzekucja, wtedy też kobiety zrozumiały, że wykończy je ciężka praca, strzał albo “wyjście kominem” – bo tak często krzyczeli do nas kapo, albo strażnicy.

W bloku 14 i 15 mieściło sie około 50 kobiet, wszystkie więźniarki pochodziły z tego samego transportu co Helena. Mniej więcej rok po przyjeździe do obozu, spośród nich wybrano trzy grupy kobiet, które poddawano eksperymentom medycznym. Niemieccy lekarze wybrali tylko i wyłącznie zdrowe kobiety. Na rewirze, ostatnia przybyła grupa, w której była Helena, więźniarki zobaczyły swoje koleżanki na łóżkach. Większość w gorączce i bólach. Helena dostała maskę na nos i dożylny zastrzyk z ewipanu. Po przebudzeniu miła wrażenie, że jest bez nóg. Miała silne torsję i wysoką gorączkę. Od tej pory więźniarkom zmieniane co kilka dni opatrunki. Wówczas pielęgniarki zazwyczaj zasłaniały im twarze. Trwała obserwacja.

Helena na obydwu udach i podudziach miała cztery długie blizny, każda po koło 17 cm. Dość szybko wytworzyła się ropa, nogi bardzo bolały, nie mogła nimi ruszać. Po dwóch tygodniach niemieccy lekarze otwierali każdą zabliźniająca się już ranę, czynność powtarzali pięć razy. Za każdym razem kobiety były usypiane, budziły się z ogromnym bólem.

Obok obozu było niemieckie sanatorium. Według Heleny, Niemcy stosując różne środki farmakologiczne na więźniarkach obserwowali reakcję ich organizmu na zastosowane “leczenie”. Pobierano od nich tkanki i kości, robili przeszczepy. Było tak z młodą Ukrainką, której wycięli całe ramię z łopatką i zrobili przeszczep w pobliskim sanatorium. W obozie wszystkich operacji dokonywał prof. Karl. Gebhardt. Kiedy przyjeżdżał było wielkie święto, był witamy kwiatami. W trakcie eksperymentów pięć kobiet zostało rozstrzelanych, pięć innych zmarło, miały zaszczepioną zgorzel gazową. Helena, na rewirze leżała trzy miesiące, inne kobiety znacznie dłużej. Po wypisaniu na blok, musiała się uczyć chodzić. Wszystkie musiałyśmy pracować, chodzić nie mogłyśmy ale siedzieć tak. Zatrudniono nas do robienia dla wojska pończoch na drutach.

Niemcy potrzebowali kolejnej grupy zdrowych kobiet do swoich badań ale w międzyczasie wieść o eksperymentach rozniosła się po obozie i więźniarki powiedziały, że wolą być rozstrzelanie, niż poddawane medycznym torturom. Zwołano apel i z szeregu wyciągano nowe króliki, bo tak nazywano więźniarki poddawane pseudo eksperymentom. Niemcy za karę, wyłączyli na blokach prąd i zamknęli drzwi i okiennice na trzy dni. Bez jedzenia i picia.

Wszystkie “króliki” w styczniu 45 roku dowiedziały się, że są oddane do dyspozycji urzędu politycznego. Zaczęły ukrywać się po innych blokach, trwało to do wyzwolenia.

Program wspierany przez Fundacje KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ