Prof. Mieczysław Ryba: Nie sposób mówić o Ukrainie, nie cofając się o sześć stuleci a spór historyczny nie rozstrzygnie się sam

MP prof. Mieczysław Ryba

Relacje polsko-ukraińskie od wielu lat, wzbudzają skrajne emocje. Dla Polaków to ciągle niezałatwiony problem nazwania rzezi – ludobójstwem. Z kolei Ukraińcy, morderców nazywają bohaterami. Czczą ich pamięć na skalę wprost niespotykaną. Po obydwu stronach żyją jeszcze świadkowie, których nie wysłuchuje. Ukraina zaciera ślady polskości. Dzisiaj, jeżeli je widzimy to tylko dlatego, że ktoś znając mentalność Ukrainy, zadbała o wspólne uczestnictwo poświęcenia tablicy, krzyża czy obeliska. Wspólne popa i księdza. W miejscu, gdzie był pop nie ma zniszczeń.

Z przeprowadzonych badań, na które powołuje się Stanisław Srokowski, dzisiaj tylko 14 % polskiego społeczeństwa jest świadoma rzezi wołyńskiej na Kresach Wschodnich. Mamy przemilczane zbrodnie ukraińskie i to jest porażka na linii państwo-państwo. Jeśli postawi się pytanie, dlaczego? nie ma od razu jasnej odpowiedzi. Część badaczy twierdzi, że  nie sposób mówić o Ukrainie, nie cofając się o sześć stuleci. Profesor Mieczysław Ryba, historyk, nauczyciel akademicki i publicysta dużo czasu poświęca na badanie geopolityki środkowoeuropejskiej. A historia II Rzeczypospolitej zajmuje w jego karierze naukowej miejsce szczególne. Profesor często odwołuje się do czasów, kiedy to polska szlachta osiadała się w XIV wieku na Kresach. Te tereny – na skutek licznych unii, albo na skutek dynastycznych koneksji – były łączone. Trzeba mieć wzgląd na wiarę, bowiem tam gdzie był Polak, tam był też kościół. Na Kresach kult był silny, tak jak w całej Rzeczypospolitej II. Trzeba pamiętać, że państwo polskie, zawsze opierało się na chrześcijańskiej miłości i szeroko pojętej wolności. Dlatego nigdy – inne narody, które z nami mieszkały – nie nawracaliśmy na katolicyzm. warto zauważyć, że nasza fascynacja ustrojowa oraz kultura i religia katolicka – przeniesiona tam, na Ukrainę, była swoistym zwornikiem. Wówczas polska szlachta dokonywała konwersji z prawosławia na wyznanie rzymsko-katolickie, a za tym, szła łacińska cywilizacja, łacińska kultura. Można powiedzieć, że była to o misja cywilizacyjnej, łacińskiej ekspansji Polski na Wschodzie  i trudno nie zgodzić się, że od stuleci, owa misja, stanowi część naszej tożsamości. Historyczne dokumenty potwierdzają, że tereny na Kresach, nigdy nie były przez nas podbite.

Żyliśmy w symbiozie z wieloma narodami, z wieloma religiami. Historycy i jeszcze żyjący świadkowie opowiadają co spowodowało barbarzyństwo Ukraińców. Wiele przekazów ustnych co potwierdzają źródła, wedle których, na całe zło złożyło się kilka przyczyn a przede wszystkim wpływy Rosji na cerkiew i jej zależność. Na Kresach, kultura zachodnia łacińska zmagała z jakąś formą zdziczenia. To się wyrażało z jednej strony niewolą, z drugiej ogromnym okrucieństwem. Cechą wspólną zadawania ran, była i jest dominacja. Agresor wywołuje strach, który potrzebny jest do poczucia panowania nad ofiarą. Mamy to doskonale opisane w rękopisie bł. bpa Grzegorza Chomyszyna, pt. Dwa Królestwa. Znamy cerkiew opisaną w Rosji carów. W książce jest wiernopoddańcza, i taka w swej istocie była w rzeczywistości. Zupełnie inaczej było w kościele. W tradycji polskiej tego nie ma, raczej widać autonomię kościoła w stosunku do państwa. Była duża podmiotowość, od materialnej do prawnej. Poza tym w naszej tradycji, kościół miał prawo i obowiązek wypowiadać się w sprawach politycznych a nade wszystko w aspekcie moralnym.I to jest zupełnie nieporównywalne stanowisko polskiego kościoła do cerkwi. Zatem wedle carskiej polityki, na cerkiew nie patrzy się w dziedzinie moralności. Zadaniem cerkwi na pewno nie będzie ocena. Ani wtedy ani dzisiaj. Takie związanie z państwem powoduje też pewną bezbronność, w ostatnich kilku stuleciach nieporównywalnie bardziej ludzka i harmonijna by była historia Rosji, gdyby kościół nie wyrzekł się swojej niezależności i zabierał głos w sprawach społecznych,  napisał Sołżenicyn, i miał rację. Zatem – w Rosji – to państwo organizowało życie społeczne i religijne. A w mentalności Rosjan, lepszy jest jeden tyran – bo jest jakiś porządek – niż anarchia, która musi prowadzić do totalnego nihilizmu.

I teraz dochodzimy do Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty, według którego mordowano nie tylko Polaków. Trzeba pamiętać, że zginęli wszyscy ci co nie zdołali uciec. Oprócz Polaków, Kresy zamieszkiwało sporo Żydów, Czechów, Niemców, Cyganów, Rusinów, itp. Dzisiaj widzimy, że ów Dekalog jest nadal żywy. I mamy problem. Ten spór historyczny nie rozstrzygnie się sam. Nasze działania – środowisk kresowych i badaczy są nieskuteczne. W tym zakresie to jest polityczna porażka. Nie podejmowanie zdecydowanej obrony polskiej racji stanu, to grzech zaniechania. Jeśli polityka będzie tak dalej prowadzona, Ukraina nigdy nie przyzna się do barbarzyństwa. Oni mają inne wzorce, inną mentalność. A przecież prawda jest wykładnią, na bazie której można mówić o etyce w życiu publicznym. I to jest dokładnie spór o który się rzecz teraz dzieje a książka bł. bpa Grzegorza Chomyszyna pt: Dwa Królestwa jest tego wyrazem. Jeśli dzisiaj, kościół greckokatolicki chce wyjść naprzeciw ludziom, naprzeciw uzdrowienia stosunków pomiędzy Polakami i Ukraińcami, a przede wszystkim uzdrowienia samych Ukraińców, musi powiedzieć prawdę czym był banderyzm, czym jest banderyzm i co z tego wynika. Czy nastąpi poprawa wzajemnych relacji bez przyznania się do ludobójstwa? Raczej nie, tym bardziej, że nadal są nieprzebaczone zbrodnie ocalonych świadków.

Artykuł powstał dzięki pomocy Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ