Irena Maria Laskowska: Moje rajskie dzieciństwo skończyło się we wrześniu ’39 roku

youtube.com

Irena Maria Laskowska, ur. 1925 w Warszawie. Córka zawodowego żołnierza odebrała staranne wychowanie w szkole i w domu. Ojciec pracował w tzw. dwójce, czyli wywiadzie wojskowym. Wspomina: kiedyś tato powiedział coś, co mnie i rodzeństwu utkwiło w pamięci na całe życie. Musicie mieć cywilną odwagę aby sie przyznać, jeżeli coś źle zrobicie. Nigdy nie wolno kłamać. Dotrzymałam słowa. Mogę śmiało na tamtym świecie stanąć przed ojcem.

Moje rajskie dzieciństwo skończyło się we wrześniu ’39 roku, mówi pani Irena. Wojskowi i ich rodziny 7 września były ewakuowane z Warszawy. Ale też tego dnia Warszawa była bombardowana. Cały dzień rodzina Laskowskich spędziła w schronie w Szkole Mechanicznej a potem w kolejnym koło dworca Wileńskiego. Pociągi ruszyły dopiero wieczorem. Laskowscy jechali na Wschód. Następnego dnia, w południe był alarm lotniczy. Ludzie chowali się w wyschniętych kartofliskach. Do wieczora leżeli na polu. Potem ojciec zaprowadził rodzinę do Żeliszewa, do gospodarzy, którzy zgodzili się nas gościć. Było to  niedaleko Siedlec. Sam jako wojskowy musiał dołączyć do oddziału. Odnalazł ich w listopadzie i wrócili razem do Warszawy. Dom Laskowskich był zbombardowany. W pobliżu mieszkała rodzina żydowska z którą wiele lat przyjaźnili się jeszcze przed wojną. Przyjęli ich do siebie na kilka dni. Potem przeprowadzili się na ul. Hożą do krewnej i mieszkali tam do Powstania Warszawskiego. Ojciec pracował przy odgruzowywaniu miasta. Życie było bardzo ciężkie ale był duch w narodzie. Wszyscyśmy sobie pomagali.

Irena miała problemy z sercem, potem z żołądkiem. Leczenie domowe i konsultacje lekarskie nie przynosiły efektów. Lekarz prowadzący zawiadomił rodziców o stanie zdrowia Irenki. Została w szpitalu niemal rok. Z chwilą wybuchu powstania, dla młodej Irenki zaczęły się tragiczne dni. Leżała wówczas w Szpitalu Ujazdowskim. 5 sierpnia ’44 roku wydano rozkaz wynoszenia sprzętu medycznego i pacjentów do piwnic gmachu głównego. Dzień później, jeszcze przed świtem kapelan szpitala zaprosił wszystkich do kaplicy na mszę świętą. Ogłosił absolucję. Po zakończeniu mszy trwaliśmy dalej na modlitwie, wtedy od frontu podpalono kaplicę. Był zadziwiający spokój. W międzyczasie płk prof. Kucharski rozmawiał z dowództwem niemieckim i uratował swoich podopiecznych. Było dużo kłopotu, w końcu umieszczono ich w sierocińcu na ul. Chełmskiej ale za kilka dni wszystkich pacjentów wywieźli do Krakowa, do ojców Jezuitów. To też załatwił prof. Kucharski. Swój klasztorny budynek przeznaczyli dla szpitala warszawskiego.

W drodze powrotnej do Warszawy miałam dużo czasu, mówi pani Irena i poszłam na Jasną Górę. Stałam przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej z pretensjami za to wszystko co spotkało mnie i moją rodzinę, za powstanie…wtedy usłyszałam znajomy głos. Irenko. Nie poznałam człowieka a to był mój ojciec.

Po wojnie pani Irena pracowała w Muzeum Narodowym w Warszawie, była historykiem sztuki.

Artykuł powstał dzięki pomocy Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ