Irena Bylińska: Wszystko zmieniło się, gdy UPA dostała od Niemców „przyzwolenie” na czystki etniczne

youtube.com

Irena Bylińska, ur. 1928 w koloni  Wydymer, w gminie Antonówka, w powiecie łuckim na Wołyniu. W domu rodzinnym odbywało się nauczanie w zakresie 4-klasowej szkoły. Emilia Brzozowska, matka pani Ireny była nauczycielką. Ojciec prowadził gospodarstwo rolne. Mieszkało tam 130 ludzi. Było 80 rodzin i tylko jedna rodzina ukraińska Wołoszynów, których dom był naprzeciw domu rodzinnego Ireny, wówczas Brzozowskiej. Zgodnie żyliśmy z wszystkimi, mówi pani Irena. Polacy i Ukraińcy, i my dorastająca młodzież i dzieci, razem dorastaliśmy, razem bawiliśmy się… aż do wybuchu wojny. Wszystko zmieniło się, gdy UPA dostała od Niemców przyzwolenie na czystki etniczne. Dzisiaj o kolonii Wydymer pamiętają tylko jej nieliczni mieszkańcy, osada nie istnieje. W miejscu gdzie toczyło się życie, zasadzono las.

Dom Brzozowskich był pierwszym domem w koloni Wydymer od strony Parośla. Banderowcy pierwszy raz pojawili się 9 lutego 1943. Trzech z nich przyszło do domuBrzozowskich, reszta rozeszła się po kolonii, rozmawiała z gospodarzami ale nie wchodzili do ich domów. Mówili, że są partyzantami rosyjskimi ale zdradził ich akcent. Matka pani Ireny od razu poznała z kim ma do czynienia. Wypytywali o męża i dokąd z ich kolonii prowadzi droga. Prawdopodobnie chcieli zobaczyć jak wyglądają nasze gospodarstwa, mówi pani Irena. Spokojnie odeszli ale niepokój towarzyszył już wszystkim mieszkańcom. Okazało się, że przeczucia  były zasadne. Rankiem, 10 lutego do Brzozowskich przyszła Maria Bułgajewska, która dzień wcześniej przeżyła masakrę w Paroślu. Była w szoku „idźcie, zobaczcie, tam są same trupy, powtarzała”.

Opowiedziała w jaki sposób banderowcy dokonali jednej z pierwszych masowych rzezi na Wołyniu. Przyjechali wierzchem i furmankami z samego rana, było ich dużo.  Bardziej żądali niż prosili o jedzenie. Byli nędznie ubrani a na czapkach mieli wpięte rosyjskie gwiazdy, mówili że są partyzantami. Powiedzieli, że od Niemców będą konsekwencje za udzielenie im pomocy, dlatego pomogą im uratować się. Polacy uwierzyli. Mieli czekać na posłańca, któremu niby udało się uciec aby zawiadomić Niemców o obecności „partyzantów” w wiosce.  Doradzali,  jak mają związać się każdy w swoich domach. Wkrótce weszli z siekierami. Niektórzy pijani. Uderzali chaotycznie ale najczęściej w głowę.

Ojciec pani Bylińskiej do Parośli pojechał saniami, uratował pięć osób. Zaopiekowała się nimi jedna z krewnych pani Ireny. Przeżyli. W tym czasie Polacy z okolicznych wiosek organizowali pochówek w Parośli. W lesie jest kurhan i tablica upamiętniająca mord. Polacy zaczęli organizować samoobronę. W domu Brzozowskich odbywały się spotkania z dowództwem Armii Krajowej.

Dzięki temu kolejne napaści były skutecznie odpierane ale ostatni atak, 30 lipca pozbawił wszystkich mieszkańców Wydymer domów. Bandyci ukraińscy wycofując się podpalili pociskami zapalającymi wszystkie gospodarstwa. Ludzie zastali zgliszcza. Podobnie było w okolicy. Zaczęła się tułaczka po rodzinach na Kresach. Po wojnie w ramach przesiedleń Brzozowscy przyjechali na Dolny Śląsk.

Artykuł powstał dzięki pomocy Fundacji KGHM Polska Miedź

5 KOMENTARZE

  1. Trochę się daty chyba nie zgadzają ??? Zbrodnia w Parośli była 9 lutego 1943 roku. „Banderowcy pierwszy raz pojawili się 5 lutego 1945” Front wtedy już przekroczył Wisłę i tereny od pół roku były pod kontrolą NKWD, a AK walczyła już ramię w ramię z UPA ze wspólnym wrogiem- komunizmem 🙂

  2. Kto jest autorem tego artykułu…..? Jestem córką Ireny Bylińskiej i wiem , że mama podawała dokładne dane , dotyczące zbrodni na Parośli,czyli 9 lutego 1943! A mój dziadek Narcyz Brzozowski jako pierwszy razem ze szwagrem wozili rannych ocalałych z Parośli.Poza tym z opowiadań dziadka wiem , iż sam dziadek pomagał budować kurhan pomordowanych na Parośli. Mama była nauczycielką od 43 lat, pracującą na terenie Dolnego Śląska i nigdy nie pomyliłaby swego rodowego nazwiska Brzozowska. Dlatego proszę trzymać się prawdziwych faktów ,a nie ….”ewentualnie” pomylonych.

  3. Kto jest autorem tego tekstu….jestem córką Ireny Bylińskiej i wiem ,że mama nigdy nie pomyliłaby swojego rodowego nazwiska ,jej panieńskie nazwisko to Brzozowska. . Mama przez wiele lat była nauczycielką na terenie Dolnego Śląska i od dzieciństwa pamiętam opowieści jej dotyczące mordów na kresach….znam niemal na pamięć. Wiele faktów dotyczących słynnej rzezi znam ze strony dziadka Narcyza Brzozowskiego, który w oczach rodziny zawsze był skromnym człowiekiem, czyniącym dobro dla innych ludzi.

    • Pani Barbaro,
      Próbuje się z Panią skontaktować przez Gazetę Lubuska, gdzie znalazłam artykuł o Pani mamie. Ale nikt się nie odzywa. Pani Barbaro, wydaje mi się,że jesteśmy spokrewnione. Pani Dziadek Narcyz i mój Dziadek Józef to bracia. Niestety, kontakt się urwał po wojnie. Nie wiem czy jest Pani zainteresowana korespondencją że mną.
      Byłoby mi jednak bardzo miło, gdybym mogła Panią poznać. Pozdrawiam serdecznie Kasia Brzozowska.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj