“To najbardziej okrutnych i bezwzględnych należeli gestapowcy”

fot. zdjęcie ilustracyjne

W działalności konspiracyjnej najważniejsze było dochowanie tajemnicy. Skutki „wpadki” mogły być bardzo groźne. Jedną z takich sytuacji opisał Czesław Czaplicki („Ryś”) w swoich wspomnieniach.

Do wpadki doszło wiosną roku 1944. Żołnierz NSZ nazwiskiem Rykowski (ps. „Toporczyk”) został przypadkowo zatrzymany przez niemieckich żandarmów. Do ujęcia doszło we wsi Lipa w gospodarstwie należącym do rodziny Polakiewiczów. „Toporczyk” trafił do Ciechanowa do siedziby osławionego gestapo.

Oczywiście, do najbardziej okrutnych i bezwzględnych należeli gestapowcy, niektórzy żandarmi i w ogóle wszystkie formacje policyjne SS oraz działacze partyjni – wspominał Czesław Czaplicki.

W trakcie przesłuchań (tortury były powszechnie stosowane) „Toporczyk” załamał się i zaczął sypać, wydając w ten sposób wielu członków NSZ. Doprowadziło to do licznych aresztowań. Dowództwo podjęło decyzję, że trzeba odbić aresztowanych, osadzonych w więzieniu w Przasnyszu.

Akcję miał dowodzić Stanisław Borodzicz (ps. „Wara”). Na kolonii w Mirowie skoncentrowano liczby i dobrze uzbrojony oddział. Miały go wesprzeć jeszcze grupy dowodzone przez „Juranda” oraz „Murzyna”. W nocy Czesław Czaplicki i Henryk Pszczółkowski przedostali się na teren więzienia, przechodząc przez mur. Dostarczyli przez zakratowane okienko piłkę do metalu i poinformowali aresztantów o nadchodzącej pomocy. Do ataku miało dojść już za kilka godzin.

Niestety, w ostateczności akcja się nie odbyła. Niemcy wywieźli wszystkich podejrzanych do Ciechanowa. Śledztwo było długie, stosowano nieludzkie tortury. Pod koniec 1944 roku większość aresztowanych rozstrzelano. Kilku trafiło do obozów. Mirosław Krajewski (ps. „Lech”) przeżył pobyt w Stutthofie.

Źródło: Czesław Czaplicki, Poszukiwany listem gończym, wyd. 2, Wrocław 2004

Artykuł powstał dzięki pomocy Gminy Wrocław

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ