Henryk Flame – bohaterski dowódca NSZ na Podbeskidziu. Cz. 2

fot. zdjęcie ilustracyjne / ze zbiorów Czesława Czaplickiego

Gdy w lutym 1945 roku na teren Śląska Cieszyńskiego wkroczyła Armia Czerwona, na polecenie dowództwa NSZ żołnierze z oddziałów leśnych ujawnili się i wstąpili na ochotnika do Milicji Obywatelskiej, by zinfiltrować tę formację i przygotować się do walki z komunistami o niepodległą Polskę.

Ten stan rzeczy nie trwał długo. Komuniści prędko przystąpili do „oczyszczania” struktur, pozbywając się osób niepewnych. Już w kwietniu Flame i jego ludzie musieli znowu uciekać do lasu. Dowódca przybrał pseudonim „Bartek”. Rozpoczęła się powstańcza epopeja – zgrupowanie NSZ pod wodzą Flamego działało blisko dwa lata (do lutego 1947 roku) i było największą antykomunistyczną grupą zbrojną na Śląsku Cieszyńskim. W jej szeregach walczyło nawet 300 żołnierzy, podzielonych na kilka oddziałów. Byli oni dobrze uzbrojeni i umundurowani. Współpracowano również z innymi grupami, operującymi na tym obszarze.

Zgrupowanie Flamego ˜– VII Śląski Okręg Narodowych Sił Zbrojnych – przeprowadziło około 340 akcji wymierzonych w agentów komunistycznej władzy. Do najsłynniejszej akcji doszło 3 maja 1946 roku, gdy oddział „Bartka” zajął miejscowość Wisła. Odbyła się wówczas partyzancka defilada, czemu przyglądali się kuracjusze i turyści.

Do grupy przeniknęli agenci bezpieki. UB było wspierane przez NKWD. Wskutek prowokacji jesienią 1946 roku zamordowano blisko 200 żołnierzy „Bartka”. Pod pretekstem ewakuacji na teren amerykańskiej strefy okupacyjnej na terenie Niemiec, partyzanci przechodzili na teren Opolszczyzny. Tam, w lesie koło Starego Grodkowa, zostali brutalnie zgładzeni. Barak, w którym spali, został wysadzony w powietrze przez bezpiekę. Masowe groby skrywające szczątki ofiar tej wyjątkowo perfidnej zbrodni odnaleziono dopiero kilka lat temu.

Był to poważny cios dla organizacji. Nasilały się też obławy, w których ginęli dalsi partyzanci. Pod rozkazami „Bartka” pozostała tylko garstka żołnierzy. Przetrwali do marca 1947 roku. Wtedy to Flame postanowił się ujawnić, korzystając z ogłoszonej przez władze amnestii.

Komuniści nie mieli jednak zamiaru odpuścić swojemu znienawidzonemu wrogowi. W dniu 1 grudnia 1947 roku Henryk Flame przebywał w gospodzie w Zabrzegu, gdy milicjant Rudolf Dadak strzelił mu w plecy. „Bartek” zginął na miejscu. Ani morderca, ani jego mocodawcy nigdy nie zostali ukarani. W 2010 roku w rocznicę tej zbrodni w ścianę gospody wmurowano tabliczkę upamiętniającą śmierć „Bartka”.

W marcu 2017 roku prezydent Andrzej Duda w uznaniu zasług dla niepodległości RP odznaczył Henryka Flamego pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ