Wstydliwa sprawa (na marginesie historii Czesława Czaplickiego)…. Kiedy Czaplicki zgubił trop Bezpieki, zalegalizował swój pobyt we Wrocławiu

fot. Czesław Czaplicki / ze zbiorów Czesława Czaplickiego

Z historią życia Czesława Czaplickiego wiąże się wiele niezwykłych historii, dramatycznych tragicznych ale i takich, na które dzisiaj patrzymy z humorem. Oto jedna z nich.

Po aresztowaniu Czesława Czaplickiego, w partyjnej prasie ukazały się artykuły obwieszczające z dumą o złapaniu bandyty. Express Wieczorny dał tytuł”. Po 18 latach morderca NSZ-towski stanie przed sądem”. W artykule wyliczano „zasługi” pojmanego we Wrocławiu por. ”Rysia”. Wymieniano jego konspiracyjne nazwiska – Zbigniewa Chodkowskiego, Zbigniewa Rylskiego. Pominięto zaś dwa inne – Zbigniewa Smolińskiego i Zbigniewa Góreckiego. Nie był to przypadek, bo tymi ostatnimi posługiwał się Czaplicki w czasie wojny. Propagandziści pomijali wszystko, co mogło być odebrane przez społeczeństwo jako wyraz bohaterstwa oskarżonego. A przecież konspiracyjna walka do takich działań należała.

Nie było też przypadkiem pominięcie w tekście życiorysu Czaplickiego pewnej jego części. Przedstawiono, że był jednym z dowódców bandy NSZ napadającej na posterunki MO i UB, że dowodził akcją odbicia więźniów w Krasnosielcu. Potem wspomniano, że zmagazynował broń rozwiązanego oddziału. Nota bene, podczas śledztwa Czaplickiego wożono do lasu, gdzie wskazywał UB-kom fikcyjne miejsca. Parę razy rozkopywali nadaremnie ziemię.

W artykule opisano historię jego ciągłej ucieczki, poprzez Szczecin, Toruń, Warszawę i Wrocław, ale nie wspomniano słowem o miejscu, gdzie przebywał bezustannie przez trzy lata.

Kiedy Czaplicki zgubił trop Bezpieki, zalegalizował swój pobyt we Wrocławiu pod nazwiskiem Zbigniew Rylski. Wtedy w październiku 1951 roku dostał kartę powołania do wojska. Ze względu na wstawiennictwo kierownika Zakładów Zbożowych, w których pracował, dostał półroczne odroczenie. W 1952 komisja już nie była tak łaskawa i w marcu został oddelegowany do jednostki WOP w Kętrzynie. Miał wtedy 30 lat, ale w fałszywym dowodzie był o 9 lat młodszy. Nikt wtedy nie domyślił się, że ten rekrut innych mógłby uczyć sztuki wojennej. W wojsku powierzono mu odpowiedzialną funkcję kierownika Tajnej Kancelarii. Jeździł od czasu do czasu do Warszawy z tajnymi dokumentami.

Tych informacji do opinii publicznej nie podawano. Aż trudno sobie wyobrazić jaka musiała być wściekłość UB, kiedy dowiedzieli się jak ich zwiódł Czaplicki, żyjąc przez trzy lata na koszt LWP.

Oczywiście koszty tego rozstania z cywilnym życiem były wielkie. Nie miał żadnego kontaktu z rodziną. W wojsku musiał cały czas czuwać, by nie być zdekonspirowanym. Potrafił tam oprzeć się pokusie łatwego życiu, bo proponowano mu wstąpienie do partii a na koniec zostanie żołnierzem zawodowym. Zawsze stanowczo odmawiał.

O tych faktach wstydliwych dla ówczesnych służb wolano nie pisać.

Janusz Wolniak
Artykuł powstał dzięki pomocy Gminy Wrocław

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ