Bitwa w Lesie Stockim – wielkie zwycięstwo podziemia

fot. zdjęcie ilustracyjne / ze zbiorów Czesława Czaplickiego

Powstanie atykomunistyczne w Polsce kojarzy się na ogół z działaniami niewielkich grup, toczących beznadziejną walkę o przetrwanie. O tym, że nie zawsze tak było, świadczy bitwa w Lesie Stockim – regularne starcie, w którym wzięło udział kilkuset kombatantów. Bitwa zakończyła się zwycięstwem polskiej partyzantki.

Wiosną 1945 roku na ziemiach polskich pozornie panował spokój. Niemcy zostali wyparci, III Rzesza waliła się w gruzy, atakowana przez aliantów zachodnich i Sowietów. Jednak w Polsce wojna wciąż trwała – żołnierze podziemia poakowskiego nie zaakceptowali nowych porządków, wprowadzanych przez Sowietów rękami „polskich” komunistów z Bierutem i Gomułką na czele. Bolszewicy przystąpili do metodycznego niszczenia przeciwników politycznych.

W kwietniu 1945 r. zgrupowanie, którym dowodził major Marian Bernaciak (ps. „Orlik) zaatakowało Puławy. Z więzienia UB odbito wówczas 100 więźniów politycznych. Rozsierdzeni tym komuniści postanowili rozprawić się z „Orlikiem”. Poprzez swoich konfidentów ustalili, gdzie znajduje się jego oddział i wysłali kilkuset ludzi, by się z nim rozprawił. W skład grupy operacyjnej wchodzili żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej, a także Sowieci z NKWD, którzy pełnili funkcje dowódcze. Razem było ich ok. 680, mieli do dyspozycji 3 samochody pancerne, 2 transportery opancerzone i 1 tankietkę. Tej sile „Orlik” mógł przeciwstawić ok. 170-190 partyzantów, pozbawionych ciężkiego sprzętu.

Do starcia doszło 24 maja 1945 r. w Lesie Stockim nieopodal Końskowoli na Lubelszczyźnie. Komuniści podzielili się na dwie grupy i zaatakowali z dwóch stron, zaskakując partyzantów. Na początku uderzyły wozy bojowe. Partyzanci ponieśli straty i zostali zepchnięci do defensywy. Wsparci przez kolegów zdołali wreszcie unieruchomić jeden z samochodów pancernych, a kontrnatarcie odrzuciło komunistów i umożliwiło wyrwanie się z okrążenia. W międzyczasie oddział odpowiedzialny za ubezpieczenie terenu spalili kolejny samochód pancerny.

Tymczasem „Orlik” i jego przyboczni, usiłując wyrwać się z okrążenia, wspinali się ścieżką na zalesione zbocze. Tu napotkali dowództwo przeciwnika z kapitanem UB Henrykiem Deresiewiczem na czele. Po chwili partyzanci zorientowali się, z kim mają do czynienia – tamci mieli podwinięte lewe rękawy bluz mundurowych. Grupa „Orlika” zaatakowała, zabijając Deresiewicza i wszystkich innych dowódców komunistycznych. To wydarzenie doprowadziło do załamania się natarcia. W szeregach wroga zapanował chaos. „Orlik” wykorzystał okazję. Mimo że miał mniej ludzi, zdecydował się zaatakować, spychając wrogów w stronę wąwozu Zadole, gdzie wielu z nich zginęło.

Bitwa zakończyła się zwycięstwem polskiego podziemia niepodległościowego. Po stronie partyzantów było 11 zabitych, po stronie komunistów – 72. Stosowny napis upamiętnia starcie na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Artykuł powstał dzięki pomocy Gminy Wrocław

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ