Kresowianka o stosunkach Polsko -Ukraińskich: …rząd musi zrobić ustawę o ludobójstwie. Niemcy mieli też straszne zbrodnie ale też mieli odwagę i przeprosili…”

Liliana urodziła się w Wilnie, mieszkała tam aż do 1959 roku. Do Wrocławia przyjechała razem z rodziną, jako nastolatka. Straciła co prawda rok nauki ale ten czas potrzebny był na poznanie języka polskiego. Pochodzi z domu o bogatych tradycjach patriotycznych. Bogata domowa biblioteka ubogacała całą rodzinę, zwłaszcza powieści Sienkiewicza.

Dzieciństwo spędziła w litewskim przedszkolu a potem w litewskiej szkole. Ale namówiona przez rosyjskie koleżanki przeniosła się do ich rosyjskiej szkoły, którą niebawem przerwała, bo rodzina zdecydowała się na przyjazd do Polski. Jak mówi bohaterka opowieści, do Polski chciała przyjechać, aby przekonać się, czy zobaczy to samo, o czym czytała u Sienkiewicza.

Dźwięczny śpiewny głos z typowym kresowym akcentem przykuwa uwagę rozmówcy. Pani Liliana z wielką troską mówi o wojnie polsko-polskiej i braku chęci porozumienia zarówno wśród polityków, jak i zwykłych ludzi. Zwraca uwagę na wieloaspektowość sytuacji społecznej i politycznej Rosji, Ukrainy i Polski. W rozmowie z nami nie chce ujawniać twarzy. Dość powiedzieć, jest piękną wilnianką, o szlachetnych rysach twarzy. Jednym tchem wymienia swoje osiągnięcia, jak studia, praca zawodowa, małżeństwo zawarte w Jugosławii i życie z mężem – w jego ojczyźnie. Potem powrót do Polski, jak to mówi do swojej kolebki.

Panią Lilianę spotkaliśmy na konferencji poświęconej Kresom Wschodnim. Kresowianie i temat kresowy od zawsze ją interesował.

Jestem tutaj także z solidarności z koleżankami i sąsiadkami, mam ich naprawdę sporo. Dużo słucham i czytam o niezałatwionych naszych sprawach.  Przecież dzisiejsza rocznica powinna być państwowym świętem. Rząd musi zrobić ustawę o ludobójstwie a z Ukraińcami trzeba twardo rozmawiać, tak po męsku. Ciągle odnoszę wrażenie, że Polska jest nieważną kolonią, że pierwsze skrzypce grają Ukraińcy. Potrzeba więcej odwagi i sprytu. Przecież Niemcy mieli też straszne zbrodnie ale też mieli odwagę i przeprosili. Dzisiaj im tego nikt nie wypomina.

Czy myśli pani, że z Ukraińcami można się dogadać?

Trzeba spróbować… a jak nie można, to należy zmienić reguły postępowania. Na ślepo dajemy im pieniądze, wszelką pomoc a oni stawiają pomniki banderowcom. Chciałabym aby historycy i politycy zaczęli prowadzić jawne rozmowy, tak aby społeczeństwo na bieżąco mogło wypowiadać się w mediach społecznościowych o sytuacji.

Jest pani aktywna w mediach społecznościowych. Jaka jest rzeczywistość komentowana przez panią na facebooku i twitterze?

Przyglądam się politykom i jestem zdumiona ich postawami, dlatego w internecie piszę komentarze, ale…często mam bany za nieprawidłowe myślenie. Jestem zgorszona wojną polsko-polską. Na pewno nie powinno urządzać się już miesięcznic, to jest takie jątrzenie ludzi inaczej myślących, przecież wystarczyłoby raz do roku. Jeżeli comiesięczne marsze stają się zarzewiem ognia, lepiej zaprzestać. Uważam, że jedni i drudzy powinni ustąpić. Do kościoła można pójść i tam zostać. Chodzi o to aby ich nie rozjuszyć. Mamy też problem niezrozumienia. Przyjeżdżają do nas turyści z zagranicy i nie wiedzą, co tu się dzieje. Po polsku rozmawiają, a tak strasznie się nie lubią. To jest bez sensu.

Artykuł powstał dzięki wsparciu programu „Dolny Śląsk Pamięta” przez Fundację KGHM

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ