Pułkownik Lech Kowalski, były oficer polityczny Ludowego Wojska Polskiego, historyk wojskowości z tytułem doktora nauk humanistycznych a także autor książek i publikacji dokumentujących oddziaływanie sowieckich służb wywiadu i kontrwywiadu na kraje byłego bloku wschodniego przekazał nam informacje, z których wynika, że twórcy stanu wojennego to matrioszki.
Płk Lech Kowalski był narratorem w filmie dokumentalnym Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka, pt. Towarzysz generał, w którym opowiada o życiu i karierze gen. Wojciecha Jaruzelskiego, ostatniego przywódcy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i prezydenta RP w latach 1989-1990. Od tamtej pory jego wiedza o twórcy stanu wojennego i pozostałych wysokiej rangi funkcjonariuszach jest większa. W rozmowie z nami płk Lech Kowalski przedstawił kilka faktów i dzieli się rewelacjami na temat pierwszych postaci w Polsce „odgrywających role wyznaczone przez Kreml”.
Dzisiaj większość społeczeństwa może sama znaleźć źródła, które potwierdzają ogólny pogląd, że aparat władzy ludowej był zbrodniczy. Jeśli nic się nie zmieniło po transformacji ustrojowej – nawet odnosi się wrażenie, że rządziła ta sama ekipa – to należy zapytać o generałów, Jaruzelskiego i Kiszczaka. Kim byli? Dlaczego widzimy różnice w ich życiorysach? I dlaczego przedstawiali je w dwóch formach? Życiorys polityczny jest nieco inny niż wojskowy.
Życiorysy Kiszczaka, Poradko czy Jaruzelskiego na potrzeby polityczne były pisane kilka razy. Zawsze zależało to od aktualnej koniunktury politycznej, dlatego są do siebie podobne. W 1945 roku, Kiszczak i Jaruzelski są w Ludowym Wojsku Polskim i już wtedy kombinują, co im się opłaca.
– Wojciech Jaruzelski nie uwzględnia informacji, że z pochodzenia od XV wieku jest szlachcicem. W jego teczce z ’45 roku – w swoim pierwszym życiorysie napisał, że jest synem administratora rolnego, tymczasem był herbu Ślepowron a jego ojciec miał przypisany majątek rodzinny. Ojciec i dziad uczestniczyli w bitwach o wolność i niepodległość. Ojciec w bitwie polsko-bolszewickiej a dziad w Powstaniu Styczniowym.
Z kolei Kiszczak – syn chłopa – napisał o pochodzeniu robotniczym ale kilka lat później zmienił na chłopskie. U Jaruzelskiego zmiana życiorysu z jakiegoś powodu też była konieczna i nie był już synem administratora rolnego tylko agronoma. Jaruzelski ma gimnazjum ale nigdy nie przystąpił do matury. W kolejnym życiorysie dopisał, że ukończył ją w LO w Rembertowie ale to nie jest prawda.
Gdy porównamy historycznego Jaruzelskiego do politycznego Jaruzelskiego, zobaczymy istotne różnice. Niektórzy świadkowie znający rodzinę Jaruzelskich i małego Wojtka, już nie żyją, jak siostra, która miała powiedzieć „to nie jest mój brat”. Co wiemy na pewno: mały Wojtek uległ wypadkowi i miał na przedramieniu duże blizny a znany nam gen. Jaruzelski nie miał żadnych blizn. Młody Wojtek w gimnazjum uczył się łaciny i języka francuskiego. Nasz Jaruzelski nie znał tych języków. Gdy mały Wojtek był na zesłaniu, miał ogromne problemy z mową w języku rosyjskim, tymczasem stary Jaruzelski nie dość, że miał akcent rosyjski, to jeszcze czytał w oryginale i rosyjskim świetnie się posługiwał. Gdy porównać fotografie, to mały Wojtek miał odstające uszy, zaś stary Jaruzelski przy czaszce. Pytań jest wiele a zweryfikować nie można, bo świadkowie jeszcze się boją, dokumenty są zniszczone a kopie w Moskwie. Jeśli dać wiarę informacjom z 1992 roku o zleconym zabójstwie małżeństwa Jaroszewiczów, to w tym kontekście nazwisko gen. Jaruzelskiego również się pojawia. Jaroszewicz miał znać przeszłość agenta „Wolskiego” i dlatego był niebezpieczny. Im dłużej zadajemy sobie pytanie, czy to jest ten sam Jaruzelski, który w 1940 roku zesłany razem z rodziną na Syberię powrócił do Polski w szeregach Armii Berlinga i to jako dowódca plutonu, tym mniej mamy wątpliwości. To są rzeczy zatrważające. Sowieci wroga ludu, przecież prawdziwy Wojciech Jaruzelski był szlachcicem i synem oficera, nagradzali stopniami wojskowymi. Jaruzelski pułkownikiem został w 1953 roku, to u Sowietów nie było normalne.
Co do Kiszczaka, to do końca nie wiemy, czy znany nam Kiszczak złapany w łapance i wywieziony na roboty do Wiednia, to jest ten sam Kiszczak, który z Wiednia powrócił. Tak jak w przypadku Jaruzelskiego, tutaj również są wątpliwości.
Jeżeli (prawdziwy) Kiszczak był z rodziny katolickiej a pochowany jest na Cmentarzu Prawosławnym i żona tłumaczy, że wynika to z powiązań rodzinnych, to ja niedowierzam. Były oficer wywiadu MSW Piotr Wroński, po analizie mojej książki o Kiszczaku twierdzi wprost, że jest to typowa matrioszka wstawiona przez Sowietów. Po tej publikacji zgłosiły się do mnie osoby, z którymi nigdy nie miałbym na szans na rozmowę. Wiem, że nazwisko Kiszczak wcześniej brzmiało Kiszczuk. Zatem pochodzenie jest ukraińskie, a zmienili dopiero w okresie międzywojnia, kiedy rodzina Kiszczuków zastała przerzucona do Roczyn. Wątpliwości budzi znany nam Kiszczak, gdy w swoim życiorysie wspomina o kombatanctwie. Kiszczak był na robotach w Wiedniu i nie miał żadnego kombatanctwa, a dopisał sobie, że był w austriackim podziemnym ruchu oporu.
Z wykształceniem obu funkcjonariuszy jest jeszcze ciekawiej. Oni dopisują sobie szkoły a ponieważ życiorysy pisali po kilka razy, to za każdym razem coś gubili.
– Kiszczak ma tylko ukończoną szkołę powszechną. Próbował dopisywać kilka klas szkoły średniej ale nie było to zaakceptowane przez Biuro Centralne i w kolejnych życiorysach już tego nie pisał. Wiele lat później jest już generałem i w dokumentach wykazuje akademię sztabu generalnego. Człowiek bez matury, bez szkoły wyższej został oficerem!
Z kolei Edward Poradko, który całą wojnę spędził w gospodarstwie rodziców, dopisał sobie kombatanctwo w Gwardii Ludowej gdzie miał być łącznikiem. Kilka lat później, pisał już o Armii Ludowej, gdzie walczył w oddziale, podał nawet jego nazwę i swój pseudonim. Prawdy w tym wszystkim też nie ma.
Wierzę, że kiedyś otworzy się jakaś szafa i przeczytamy o ludziach kierowanych przez Moskwę, bo Jaruzelski to jest generał ze skazą.
Artykuł powstał dzięki wsparciu programu „Dolny Śląsk Pamięta” przez Fundację KGHM

















