Witalis Skorupka ps. Orzeł: Róbcie ślad, dopóki żyjecie „w akcji „Burza” zabiłem dwóch gestapowców i dwóch enkawudzistów”

Witalis Skorupka, ur. w 1923 roku w Sokółce. Był harcerzem Szarych Szeregów, cichociemnym. Skazany w procesie kiblowym na karę śmierci. Dzięki wstawiennictwu Żyda, który napisał do Bieruta list, że skorupka zabił Niemców, którzy brali udział w likwidacji getta, kara śmierci została zamieniona na 10 lat więzienia. Na wolność wyszedł w 45 roku, po ośmiu latach odsiadki.

Przez wiele lat pełnił funkcję prezesa Związku Więźniów Politycznych Skazanych na Karę Śmierci w Okresie Reżimu Komunistycznego oraz wiceprezesa Warszawskiego Oddziału Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego. Od 1997 jest honorowym obywatelem Siedlec, jest też zasłużonym dla m. Warszawy. Z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych został w 2016 roku awansowany przez ministra Antoniego Macierewicza na stopień pułkownika.

Od zawsze nawoływał kolegów aby pisali i opowiadali o swoich przeżyciach, bo „targowiczanie nie chcą o nas słyszeć, a niektórzy Polacy sprzedają nas za srebrniki. Róbcie ślad, dopóki żyjecie – trzeba upamiętniać skazanych na śmierć, tam gdzie ich wieszali, gdzie ich mordowali”. Przed śmiercią trzeba ujawnić wszystko co przeżyłem. Zostało to opisane w mojej książce, mówi Żołnierz Wyklęty, Witalis Skorukpa.

Skorupka zrobił ponad 40 tablic upamiętniających ofiary skazane na karę śmierci ale ciągle takich miejsc upamiętnienia jest za mało.

W akcji „Burza” zabiłem dwóch gestapowców i dwóch enkawudzistów a wydał mnie Polak. W Siedlcach 1 października 44 roku zobaczył mnie na ulicy. Był jeszcze z dwoma lejtnantami. Prowadzili za miasto do dołów śmierci. Miałem przy sobie lewe papiery na nazwisko Witolda Orlińskiego. Ale miałem też przy sobie colta 11.4 i starym zwyczajem Kedywu – cichociemnych, którzy mnie nauczyli jak oszukać przeciwnika rozpocząłem swoją grę na śmierć i życie. Najpierw wyciągnąłem papierosy (zawsze je nosiłem) i poczęstowałem lejtnantów, potem znacząco szukałem zapałek, typowe obmacywanie piersi i kieszeni kurtki czy spodni. Było dużo spokojnych ruchów wzdłuż ciała. Cichociemni szkolili nas, jak przytroczyć broń do swoich kolan, jak po nią sięgnąć, jak niepostrzeżenie wyciągnąć i strzelać. Udało się. Colta wyciągnąłem zza szyi, schyliłem się od razu, strzelałem.

Dotarłem do szosy brzeskiej. Jechał tam wóz konny, okazało się, że to był Krogulec z Narodowych Sił Zbrojnych. Wskoczyłem na wóz, zawiózł mnie do Kedywu, do naszej siedziby. Mój dowódca powiedział, że za to co zrobiłem, grozi mi czapa albo Syberia. Przeszedłem badania lekarskie i zostałem skierowany do Lotniczej Szkoły Oficerskiej w Zamościu. Nie było tam ani jednego oficera polskiego. W głosowaniu zostałem wybrany na szefa tych późniejszych generałów. Zaczęli mnie namawiać na współpracę. W końcu dowiedziałem się, że jestem rozszyfrowany. Miałem kontakt z Kedywem. Józek Solnica ps. Żuk razem z Orlikiem zorganizowali moją ucieczkę. Podwodami dotarliśmy do Siedlec

Na pewno matka i ojciec wymodlili jego życie. Opatrzność też czuwała, mówi Skorupka, a ryngraf, który dosłał jako młody chłopak od dziewczyny, pomógł mu w chwilach najcięższych, nie rozstaje się z nim nigdy.

Artykuł powstał dzięki wsparciu programu „Dolny Śląsk Pamięta” przez Fundację KGHM

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ