Kazimierz Piechowski urodzony 3 października 1919 r. w Rajkowach, zmarł 15 grudnia 2017 r. w Gdańsku. Polski Żołnierz Armii Krajowej, więzień i współinicjator najbardziej spektakularnej ucieczki z obozu w Auschwitz.
Po wybuchu II wojny światowej próbował dostać się na Węgry, a stamtąd do Francji by przyłączyć się do polskiego wojska. Został jednak ujęty przez Niemców, osadzony w areszcie i torturowany. 20 czerwca 1940 r. trafił do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu z numerem 918 jako jeden z pierwszych więźniów politycznych. Dokładnie 2 lata później wraz z trzema współwięźniami dokonał jednej najgłośniejszych ucieczek z obozu…
W obozie co jakiś czas dochodziło do ucieczek, co nie pozostawało bez wpływu na osadzonych, bowiem zgodnie z obozowym prawem ucieczka jednego więźnia była wyrokiem śmierci dla 10 współwięźniów. W bloku nr 19, w którym był zarówno Piechowski, jak i św. Maksymilian Kolbe doszło do ucieczki.
Podczas apelu, ówczesny zastępca komendanta Karl Fitzsch zaczął wyznaczać skazańców. Gdy padło na Franciszka Gajowniczka, ten krzyknął na całe gardło „Matko Boska, moje dzieci!”. Wtedy przed Fistzscha wystąpił Maksymilian Kolbe i powiedział „Chcę iść na śmierć za tego więźnia”. Ojciec Maksymilian Kolbe został skazany na śmierć głodową, a wyrok dopełnił zastrzyk z fenolu. Świadkiem apelu był Piechowski, który podejmując później próbę ucieczki musiał zmierzyć się z dylematem moralnym, jego życie, czy życie współwięźniów.
Razem z Piechowskim osadzony był ukraiński mechanik Eugeniusz Bendera, który powziąwszy wiadomość, o tym iż trafił na listę skazanych do zagazowania nie widział dla siebie innego ratunku, jak tylko ucieczkę. Wiedząc, iż Piechowski mówił biegle po niemiecku postanowił nakłonić go, aby mu pomógł. Mając świadomość, iż ucieczka spowoduje odwet załogi obozu na więźniach, postanowili stworzyć fałszywe komanda pracy, by nie było kogo ukarać. Najmniejsze komando do ciągnięcia wózka tzw. Rollwagenkommando musiało liczyć co najmniej 4 osoby. Zatem należało zwerbować jeszcze dwóch więźniów. Bendera zdołał nakłonić ks. Jozefa Lemparta z Wadowic, a Piechowskiemu pomimo, iż dwóch więźniów mu odmówiło udało się w końcu namówić por. AK Stanisława Jastera, z którym pracował w obozowym magazynie zaopatrującym SS.
Na dzień ucieczki wybrano sobotę. Cała czwórka jako fałszywe komado podjechała wózkiem
do głównej bramy Auschwitz, gdzie udało się im szczęśliwie uniknąć weryfikacji przez esesman, który ich przepuścił. Stamtąd udali się do pobliskiego magazynu po niemieckie mundury oraz broń, a Bendera udał się po garażu po wcześniej przygotowany samochód, do którego wszyscy wsiedli i ruszyli. Pozostała ostatnia prosta, czyli wyjazd z terenu obozu. Cała czwórka poczuła się pewnie, jak mijając Niemców, ci pozdrawiali ich charakterystycznym „Heil Hitler”. Na końcu drogi wyjazdowej znajdował się jednak szlaban, którego wartownik początkowo nie podnosił. Wtedy nasz bohater, ubrany w oficerski mundur warknął na Niemca: „Do jasnej cholery! Śpisz dupku tam, czy co? Otwieraj ten szlaban, bo ja ciebie obudzę!”. Esesman posłusznie wykonał rozkaz, a uciekinierzy stali się wolni.
Za zbiegami rozesłano list gończy, ale nie przyniosło to pożądanego efektu. Jasterowi udało się przekazać z obozu raport od Witolda Pileckiego, przywódcę obozowej konspiracji.
Kazimierz Piechowski przyłączył się do oddziałów AK i do końca wojny kontynuował walkę
w partyzantce. Po wojnie, za działalność w AK został skazany na karę 10 lat pozbawienia wolności. Więzienie opuścił po 7 latach. Dożył sędziwego wieku.
W 2015 został odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź
















