Kozacy Budionnego zaprowadzający komunizm: budionnowcy zazwyczaj oficerów i podoficerów rąbali szablami

We wspomnieniach Franciszka Oktaby, znajduje się opis jego osobistego spotkania z Armią Konną Budionnego; było to na parę dni przed słynną bitwą pod Komarowem 31.08.1920, kiedy to wojska polsko- ukraińskie pod dowództwem gen Władysława Sikorskiego spuściły Kozakom tęgie lanie.

„Po południu sporo wojska bolszewickiego, od strony szosy, przybyło do wsi Budy, Huta i Dzierążnia. Wśród tego wojska kuchni polowych nie widziałem, ani karabinów maszynowych, tylko karabiny zwykłe, na sznurkach. Umundurowanie jak kto chciał i miał, nawet w słomkowych kapeluszach, niektóre dziurawe tak że włosy wychodziły z nich. W damskich kaftanikach też byli”. Politruk pytał na wiosce kto tu starszy i wskazano właśnie mojego dziadka, który wprawdzie miał wtedy tylko 27 lat, ale był aktywny jako działacz Polskiego Stronnictwa Ludowego. Politruk dwóm żołnierzom kazał zabrać mego dziadka, gdy jednak ci przygotowując wóz na chwilę odwrócili uwagę, dziadek prysnął i wpadł w krzaki; to mu ocaliło życie. Po odjeździe Kozaków za wsią znaleziono polskiego policjanta z Tomaszowa Lubelskiego, mieszkańca wsi Telatyn, z uciętą głową. „Nawet kuli mu żałowali, tylko kazali mu się ułożyć na brzegu skarpy by mu głowa zwisała i mogli ją z łatwością uciąć szablą”. W taki sposób rozwiązywali oni problemy klasowe, zaczynając od mordowania zaangażowanych społecznie mieszkańców wsi.

Jak to relacjonowali świadkowie, budionnowcy zazwyczaj oficerów i podoficerów rąbali szablami, natomiast szeregowców zazwyczaj pędzono do niewoli. Swoje ofiary ograbiali ze wszystkiego, nawet z bielizny. Trupom wyrywali złote zęby. Pastwili się nad zwłokami. Nakazywali nie grzebać zwłok poległych, żeby, jak mawiano, ”pust ich robaki skuszajut”. Zdarzało się, że bawili się ofiarami przed śmiercią. Po schwytaniu kilku polskich jeńców pod Zamościem, oprawcy kazali im biec na otwartą przestrzeń, po czym rozpoczęli za nimi pościg i w galopie rąbali ich szablami. Nawet wzięcie żywcem do niewoli nie oznaczało jeszcze bezpieczeństwa i ocalenia życia. Ranni polscy żołnierze, którzy ”po zmęczeniu się nie mogli iść dalej, siadali więc, by spocząć chwilę. Zobaczywszy to bolszewik dojeżdżał do niego, zabijając go w okrutny sposób. Na przykład odcinali ręce i głowę oraz przekłuwali oczy szablami itd.” – czytamy w jednym z raportów naocznego świadka (wp.pl)

Izaak Babel w Opowiadaniach odeskich zapisał, co robił niedaleko stamtąd, 1.09.1920, gdy bitwa pod Komarowem już przechodziła w pogoń za Kozakami. „Przyjechaliśmy do Sitańca rankiem. Byłem w towarzystwie Wołkowa, kwatermistrza sztabu. Znalazł dla nas wolną chatę na skraju wsi. Wódki! – powiedziałem do gospodyni – wódki, mięsa i chleba! Nic nie ma – odparła obojętnie po polsku – nawet nie pamiętam, kiedy coś było. Wyjąłem z kieszeni zapałkę i podpaliłem kupę słomy na podłodze. Wyzwolony płomień zabłysnął i skoczył ku mnie. Stara rzuciła się piersią na ogień i zagasiła go. Co robisz, panie? – rzekła i cofnęła się w przerażeniu. Spalę cię, stara – zamamrotałem – spalę ciebie i twoją kradzioną jałówkę. Czekaj!—wrzasnęła gospodyni wysokim głosem. Pobiegła do sieni i wróciła z dzbankiem mleka i chlebem.

„Nie zdążyliśmy zjeść nawet połowy, gdy na dworze zaczęły bić wystrzały. Było ich mnóstwo. Biły długo i obrzydły nam. Skończyliśmy mleko i Wołkow wyszedł na dwór, aby dowiedzieć się, co się dzieje. Osiodłałem twojego konia – odezwał się do mnie przez okno – mojego podziurawili, że trudno lepiej. Polacy ustawiają kulomioty o sto kroków od nas. W ten sposób został nam jeden koń na dwóch. Ledwo wyniósł nas z Sitańca. Siadłem na siodło. Wołkow ulokował się z tyłu. Przegraliśmy kampanię – mruczy Wołkow i zaczyna pochrapywać. Tak – odpowiadam”.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ