Marzenia Piłsudskiego o sojuszu polsko- ukraińskim

Piłsudski marzył o utworzeniu na wschód od Polski sojuszniczych państw: Ukrainy oraz Litwo-Białorusi, które stanowiłyby naturalne osłabienie Rosji Sowieckiej i bufor zabezpieczający przed jej agresją. Była to tak zwana koncepcja federalistyczna, konkurencyjna względem koncepcji inkorporacyjnej, głoszonej przez polskich Narodowych Demokratów. Ci ostatni pragnęli wchłonięcia i polonizacji pewnej części ziem białoruskich oraz ukraińskich.

Przez pewien czas wydawało się, że marzenia Piłsudskiego się ziszczą, gdyż zawarł układ sojuszniczy z Ukraińską Republiką Ludową atamana Symona Petlury, zaś oddziały ukraińskie dzielnie walczyły z bolszewikami u boku Wojska Polskiego. Jednak po wyczerpującej wojnie roku 1920, kiedy to już niewiele brakowało Sowietom do pokonania Polski oraz uczynienia z niej kolejnej sowieckiej republiki, Piłsudski zmuszony był porzucić swe wcześniejsze marzenia i oddać politykom Narodowej Demokracji inicjatywę w prowadzeniu rozmów pokojowych i ustalaniu kształtu wschodnich ziem Rzeczypospolitej.

Jak wiadomo, wprowadzenie w życie inkorporacyjnych koncepcji endeckich przyczyniło się do wzrostu ukraińskiej nienawiści względem Polaków i nie uchroniło przed sowiecka agresją 17-09-1939, a w konsekwencji utratą niepodległości oraz półwieczem rządów komunistycznych. Daje to pole do rozważań na temat alternatywnego przebiegu historii. Co by się stało, gdyby jednak Symon Petlura utrzymał niepodległość swego kraju?

Brytyjski historyk Norman Davies w książce Orzeł Biały, Czerwona Gwiazda daje bardzo krytyczną ocenę osoby Petlury. „Petlura absolutnie nie nadawał się do powierzonego mu zadania. Polacy dali mu sześć tygodni na zorganizowanie administracji i sformowanie armii. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, ze odniósł na tym polu jakieś sukcesy”. Być może, źródłem kłopotów były nie tyle osobiste cechy Petlury, co raczej niezwykłe skłócenie wewnętrzne samych Ukraińców. Ono właśnie przekreśliło szanse na alternatywny przebieg wydarzeń. Kolejne, co stanęło na przeszkodzie, to krótkowzroczność zachodnich aliantów, którzy ogromne pieniądze i środki przekazali „białym” generałom rosyjskim, a odmówili liczącej się pomocy Ukraińcom i Polakom. Bogate uzbrojenie przekazane Kołczakowi czy Denikinowi, a zdobyte przez bolszewików, posłużyło tym ostatnim do walki właśnie z Ukraińcami i Polakami. A przecież realizacja marzeń Piłsudskiego mogłaby zapobiec przyszłemu wybuchowi II Wojny Światowej.

Warto przy tym przyjrzeć się zapisom układu sojuszniczego zawartego miedzy Piłsudskim a Petlurą. Wprawdzie Lwów miał pozostać w Polsce, a granica biec wzdłuż rzeki Zbrucz, jednak „Prawa narodowo-kulturalne, jakie Rząd Polski zabezpieczy obywatelom narodowości ukraińskiej na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej będą w nie mniejszym stopniu zabezpieczone obywatelom narodowości polskiej w granicach Ukraińskiej Republiki Ludowej”. Jak wiadomo, Traktat Ryski pozostawił bardzo wielu Polaków po wschodniej stronie granicy, zwłaszcza w rejonie Żytomierza, i ci Polacy zostali przez Sowietów wymordowani w latach 1937-38. Zgodnie z odkrytymi na Ukrainie dokumentami sowieckimi liczba zamordowanych Polaków wyniosła wtedy 111 091 osób, a dalsze ponad 100.000 osób zostało deportowanych. W przypadku sojuszu z Ukrainą Petlury nic takiego by nie nastąpiło, a Ukraińcy zamieszkali wokół Lwowa mieliby zagwarantowane wszelkie prawa, te same co w swym państwie na wschód od Zbrucza. Można by wręcz sobie wyobrazić, że granica na Zbruczu nie różniłaby się od tego co dzisiaj stało się z granicami na większej części naszego kontynentu. Powstałby więc zalążek Unii Europejskiej. Czy takie marzenie to czysta fikcja?

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ