Wielka legenda antykomunistycznego podziemia. Urodził się w 1917 roku, we wsi Zalesie pod Rykami. Nazywał się Marian Bernaciak. Nie pochodził, jak to mówiono po wojnie z rodziny obszarników i kapitalistów, jego ojciec był rymarzem wiejskim. Wojskowa część życiorysu Mariana Bernaciaka to modelowa synteza dziejów żołnierzy Polski podziemnej.
Wstawał kolejno do walki przeciw obydwu wrogom: Niemcom i Sowietom. Tyn ostatnim umknął z transportu do łagru i od początku organizował w powiecie puławskim struktury Armii Krajowej. Kolejno dowodził Kedylem w pod obwodzie A i oddziałem partyzanckim, noszącym imię strawionego w wojnie z bolszewikami 15 Pułku Piechoty Wilków. Następnie, Akcja Burza, próby przyjścia z pomocą walczącej powstańczej Warszawie i świadomość, że na narastający komunistyczny terror trzeba jakoś odpowiadać.
Jedną z najbardziej spektakularnych akcji Zgrupowania Partyzanckiego AK win Majora Mariana Bernaciaka Orlika była akcja przeprowadzona w dniu 24 kwietnia 1945 roku na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Puławach. Głównym celem tej akcji było, nie tyle zdobycie i utrzymanie gmachu powiatowej bezpieki, ale przede wszystkim uwolnienie znajdujących się tam więźniów. Byli to w większości więźniowie polityczni, osoby które zostały aresztowane przez bezpiekę za przynależność do Armii Krajowej, bądź te osoby których podejrzewano o współpracę z Orlikiem. Akcją się udała, urząd został rozbity, a 107 więźniów zostało uwolnionych.
Sukcesy Orlika w walce z resortem bezpieczeństwa brały się przede wszystkim ze świetnego wywiadu, pracującego nieprzerwanie od okupacji niemieckiej. Raporty o sytuacji w Puławach otrzymywał regularnie.
To jedyne zgrupowanie partyzanckie, które miało znaczne wpływy aż w trzech województwach. Chociaż Orlik rozpoczynał swoją działalność na terenie województwa lubelskiego, ale bardzo szybko wybudował struktury oraz oddziały na terenie województwa warszawskiego. Był również tą osobą, która zainicjowała odbudowę konspiracji na kielecczyźnie. Ta tak silna, podczas wojny konspiracja Gór Świętokrzyskich po 1944 roku już nie istniała. Tym, który tą konspirację odbudował był właśnie Orlik.
Władze Bezpieczeństwa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Puławach dowiedziały się, że w pobliskiej wiosce Lasocki Kolonia Zbędowice kwateruje zgrupowanie Majora Orlika. Polskie Siły Bezpieczeństwa, wzmocnione oddziałami NKWD rozpoczęły operacje przeciwko temu zgrupowaniu. Rozpoczęło się natarcie sił aparatu bezpieczeństwa, skierowane przeciwko zgrupowaniu Majora Orlika, które liczyło około 170-200 Partyzantów. Siły aparatu bezpieczeństwa, w sumie polskie i sowieckie, liczyły nawet około 700 żołnierzy. Ponadto, wzmocnione były dwoma wozami pancernymi.
Jeden z partyzantów Orlika rzucił błyskawicznie hasło w momencie, kiedy otrzymali odpowiedź „Leningrad”, było dla nich jasne, że spotkali się z przeciwnikami. Na pewno nie mieli świadomości, że jest to sztab Grupy Operacyjnej. Doszło do szybkiej wymiany ognia, w wyniku której cały sztab Grupy Operacyjnej zginął. Zginęli sowieccy oficerowie. Zginął również kierownik wydziału do walki w bandytyzmem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie kapitan Henryk Deresiewicz.
W rosyjskim wojskowym archiwum historycznym zachował się szczegółowy wielostronicowy raport NKWD, pokazujący jakim upokorzeniem dla sowietów była klęska w lesie Stockim. Likwidacja oddziału stała się dla czekistów zadaniem ambicjonalnym.
Od 1944 roku najważniejsze starcia zwycięskie dla komunistów przeprowadzone zostały, albo wyłącznie siłami NKWD, albo przy znacznym ich udziale. To są nie tylko dywizje NKWD, które stacjonują w Polsce. W maju 1945 roku ponad 40% wszystkich sił NKWD stacjonujących w Europie środkowo-wschodniej, stacjonuje w Polsce. To pokazuje jak olbrzymią rolę owa aliancka wyzwolona Polska pełniła.
Kolejną akcją Orlika miała miejsce na niewielkiej stacji kolejowej, znajdującej się kilka kilometrów od Dęblina. Pociąg wiozący więźniów. Partyzanci zaczaili się na ten pociąg, który udało im się zatrzymać, po czym bardzo szybko otworzyli drzwi do poszczególnych wagonów i uwolnili około 136 więźniów.
Na początku 1946 roku nasycenie terenu operacyjnego Orlika wojskiem i agenturą wzrosło ogromnie. Komuniści nie mogli ścierpieć, że oto 80 km od Warszawy ich władza ciągle jest kwestionowana. Za wiadomości o oddziale wyznaczyli ogromne nagrody.
Partyzanci nie wykazali się ostrożnością, bo gdy przybyli do Kuźni, niedokładnie zabezpieczyli teren. W momencie, kiedy pojawiło się wojsko na wszelkie działania było już za późno. Mogli się ratować tylko i wyłącznie ucieczką. Orlik został postrzelony, natknąwszy się na ustawione stanowisko karabinu maszynowego. Mając świadomość tego, że nie będzie mógł się uratować, a nie chcąc oddać się żywcem w ręce bezpieki, wyjął rewolwer i strzelił sobie pod brodę, popełniając samobójstwo.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź
















