Prof. Marian Rutkowski: “…Niemcy na nas polowali” … a bezpieka traktowała jak zwierzęta (wspomnienia)

foto: Maciek Rejfurt

Prof. Marian Rutkowski ( ur. 25 grudnia 1923 w Kielcach, zm. 16 września 2016 we WrocławiuŻołnierz Armii Krajowej oraz słynnej Brygady Świętokrzyskiej walczył zarówno z nazistami, jak i komunistami w formacji Narodowych Sił Zbrojnych.

 W trakcie okupacji jako 16-letni chłopak Marian Rutkowski zajął się handlem w Generalnej Guberni. Wspierał swoją rodzinę finansowo i dzięki temu łagodził trudy życia codziennego. Kupował nabiał w wioskach świętokrzyskich i sprzedawał go, jeżdżąc co tydzień do stolicy. Racje żywnościowe były tragiczne. Na dobę przydzielano ok. 70 gramów chleba. Nie było mowy o lepszych produktach. O maśle można było tyko pomarzyć.

-Żywiliśmy się ziemniakami, kapustą i brukwią. Nastał taki okres, że w Warszawie ludzie jedli łupiny. Nawet koty ginęły, bo społeczeństwo nie miało co jeść. Młodzież była ciągle narażona na niebezpieczeństwa, ponieważ Niemcy na nas polowali. Robili łapanki, organizowali straszny terror – relacjonuje Marian Rutkowski – Naszą największą zatem troską było to, żeby nas nie wywieźli na przymusowe roboty do Niemiec. Dwukrotnie zostałem złapany przez okupanta i wydawało się, że przymusowe roboty są nieuniknione, ale za każdym razem udawało mi się uciec. Postanowiłem podjąć się bezpieczniejszego zajęcia. Znalazłem pracę na kolei.

Marian Rutkowski został zatrudniony w parowozowni w Kielcach Herbskich, węzłowej stacji przez którą przejeżdżały transporty niemieckie na front. W swoim dzienniku zapisywał wszystko skrupulatnie, by potem przekazywać te ważne informacje Armii Krajowej, która z kolei wykorzystywała je do różnych akcji sabotażowych – wysadzania mostów, linii kolejowych itd.

-W ciągu miesiąca musiałem przepracować około 260 godzin. Dostawało się, mam zapisane dokładnie w swoim dzienniku, 195 złotych. Dla orientacji podam, że mąka kosztowała wtedy 25 zł za kilogram, a masło – 160 złotych. Wyobrażacie sobie, jaka nędzna była to pensja? – pyta retorycznie kombatant.

Na kolei pracował 1,5 roku i zdobywał cenne doświadczenia. 8 maja 1944 roku podczas swojej nocnej zmiany jako samodzielny ślusarz, był świadkiem bardzo poważnej akcji sabotażowej. Partyzanci wysadzili tarczę obrotową, która kierowała parowozami usytuowanymi na kanałach. Dzięki temu unieruchomiono kilkanaście maszyn, które nie mogły wyjechać. Sabotaż odbił się tragicznym echem, ponieważ Niemcy następnego dnia rozstrzelali w odwecie kilku przypadkowych kolejarzy.

-Byłem zamieszany w to wszystko, więc wiedziałem, że muszę zakończyć pracę na kolei. Zbiegłem do partyzantki i dołączyłem w Górach Świętokrzyskich do formacji Narodowych Sił Zbrojnych. Do grupy, z której powstała Brygada Świętokrzyska. W połowie 1944 roku liczyła ona już 1000 osób. Przeszedłem całą kampanię, od początku tworzenia się Brygady, aż do momentu, kiedy z nią zawędrowałem na Zachód. Stoczyliśmy kilkanaście walk z Niemcami, ale później także z partyzantką komunistyczną. Jak wiadomo, NSZ były formacją różniącą się od Armii Krajowej, gdyż od samego początku uznawała dwóch wrogów: zarówno Niemców, jak i Sowietów, którzy nacierali na Polskę za pomocą Gwardii Ludowej kierowanej z Moskwy.

Akcje przeprowadzone przez Brygadę Świętokrzyską zostały szczegółowo opisane w książce “Z Ziemi Świętokrzyskiej na Ziemie Odzyskane”. Dzięki jeńcom niemieckim polscy partyzanci uzyskali list żelazny gwarantujący przepuszczenie przez linię frontu. W jednej z ostatnich walk z żołnierzami Wehrmachtu Marian Rutkowski został ranny w nogę i poważniej w głowę. Na tyle poważnie, że przeszedł trudną operację ropiejącej ranny. Po wyjściu ze szpitala polski żołnierz chciał wrócić do swojej brygady.

-W poszukiwaniu swoich kolegów z formacji i dowódców doszedłem aż do Austrii, do Innsbrucku. Trafiłem do obozu jenieckiego, z którego wyzwolili mnie Amerykanie. Wojna się skończyła i miałem dylemat, czy wracać do Polski, czy też, podobnie jak moi towarzysze broni, wyjechać do Kanady, USA lub Francji. Wiedziałem jednak, że w naszym kraju nie zapanuje raj. Przecież działałem w partyzantce antykomunistycznej. Zdecydowałem się więc wrócić. Tęskniłem za rodziną. Nostalgia okazała się silniejsza od obawy przed grożącymi niebezpieczeństwami. Wróciłem do kraju, otrzymałem normalne dokumenty i po paru dniach zostałem aresztowany…- wspomina profesor.

Żołnierz Podziemia Niepodległościowego został osadzony w piwnicach bezpieki. W książce dokładnie opisuje, w jakich warunkach przetrzymywano patriotów, którzy walczyli o wolność ojczyzny i oddawali swoją krew za naród. Traktowano ich jak zwierzęta. Przez 3 miesiące Marian Rutkowski przebywał razem z innymi AK-owcami zamknięty w piwnicach. Ani razu przez ten czas nie mogli się umyć. W końcu wypuszczono go brudnego i zawszonego, ponieważ nie znaleziono dowodów na opozycyjną, wtedy zbrodniczą, działalność przeciwko władzy ludowej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ