IRENA IŁŁAKOWICZOWA – piękna agenta polskiego wywiadu, która zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach

Historia jej życia mogłaby posłużyć do stworzenia scenariusza do filmu. Była żoną perskiego księcia, agentką wywiadu, poliglotką znającą sześć języków. Została zamordowana, a okoliczność tego zdarzenia do dzisiaj pozostają tajemnicą.

Zdawała się być obywatelka świata. Urodzona w Berlinie, w wieku trzynastu lat przeniosła się z rodziną do Finlandii, by stamtąd przeprowadzić się do Polski. Naukę kontynuowała na Uniwersytecie w Grenoble we Francji.

We Francji poznała swojego pierwszego męża, Azisa Zangenaha, który był najstarszym synem króla Persji. O wielkim uczuciu, jakim obdarzył ją małżonek świadczy fakt, że przysługiwały jej przywileje nieprzeznaczone dla kobiet. Mogła spożywać posiłki wraz z mężczyznami, a jej mąż zrezygnował z obowiązku posiadania haremu. Wielka miłość nie zdołała pokonać różnic kulturowych dzielących młodych. Irena była aktywna, ciekawa ludzi i świata, a to kłóciło się z muzułmańskimi obyczajami. Dla Azisa szczęście jego żony było jednak najważniejsze. Nie tylko pozwolił jej odejść, ale również pomógł w ucieczce. Irena opuściła w tajemnicy pałac na motorze. Po dotarciu do Teheranu otrzymała pomoc od polskiego poselstwa. Nadana jako bagaż podróżny zdołała powrócić do ojczyzny.

Po powrocie do Polski poznała Jerzego Iłłakowicza, z którym stanęła na ślubnym kobiercu. Młodzi, wykształceni, znający języki zaangażowali się w działalność konspiracyjną Organizacji Wojskowej Związku Jaszczurczego. Irena, która przedstawiała się jako Barbara Zawisza została agentką wywiadu w podcentrali „Zachód”. Dzięki biegłej znajomości niemieckiego często podróżowała do Berlina, gdzie znajdował się punkt kontaktowy komórki wywiadowczej. Jej niezwykła uroda, jak również odwaga i charyzma z pewnością pomagały jej w zdobywaniu cennych informacji.

Niestety, działalność wywiadowcza siatki została skutecznie rozpracowana przez gestapo. Irena została aresztowana i brutalnie torturowana. Nie zdradziła nikogo. Nie skorzystała też z cyjanku, który został jej dostarczony przez działaczy organizacji. Kiedy została osadzona w Pawiaku zrodziła się koncepcja, aby ją stamtąd wydostać. Dzięki pomocy doktora Felicjana Lotha, który dostarczył wysoką łapówkę strażnikowi trafiła do grupy więźniów, którzy byli wyznaczeniu do wywozu na Majdanek. Tam w brawurowej akcji została odbita przez żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z Pomorza. Przebrani za gestapowców zażądali wydania Iłłakowiczowej, która zgodnie z dostarczonym przez nich pismem trafiła do Majdanka przez pomyłkę. Swoje role odegrali na tyle przekonująco, ze sama Irena uwierzyła w ich fałszywą tożsamość i zaczęła stawiać opór, kiedy próbowali wsadzić ją do samochodu.

Po tych wydarzeniach Iłłakowiczowa była zmuszona do zregenerowania sił i podratowania zdrowia. Początkowo przebywała pod opieką babci swojego męża w Dratowie, a następnie przeniosła się do matki. Jednak natura oraz poczucie powinności wobec ojczyzny było silniejsze, więc powróciła do działalności konspiracyjnej. Tym razem przydzielono jej zadania mające pomoc w rozpracowaniu komunistów i sowieckiej agentury. W połowie 1943 r. decyzją Tymczasowej Narodowej Rady Politycznej jej mąż został oddelegowany do Anglii jako przedstawiciel Rady. Propozycja, by udała się z nim także Irena, początkowo spotkała się z akceptacja, jednakże ostatecznie wycofano się z niej. Iłłakiewiczowa miała udać się do Londynu w październiku razem z Tadeuszem Salskim.

Kilka dni przed wyjazdem Irena poinformowała męża, że pracuje nad zniszczeniem komunistycznej radiostacji, a pomóc jej w tym miał Niemiec o antyhitlerowskich poglądach. Pomimo sugestii Jerzego, że może być to pułapka zdecydowała się udać na spotkanie, o którym poinformowano ją telefonicznie wieczorem 4 października. Niestety już z niego nie wróciła. Mąż od razu rozpoczął poszukiwania i odnalazł ciało w kostnicy przy ul. Oczki. Pochowano ją na cmentarzu Powązkowskim pod przybranym nazwiskiem Barbara Zawisza, gdyż takie dokumenty miała przy sobie w momencie śmierci. Rodzina ze względu na ryzyko rozpoznania przez gestapo, które wysyłało sowich ludzi na pogrzeby, nie mogła oficjalnie wziąć udziału w pochówku. Jerzy pojawił się tam w przebraniu grabarza, a matka udawała pomoc cmentarną.

Została zamordowana przez nieznanych sprawców, a motywy zbrodni nie są znane do dzisiaj. Podejrzenia padały na NKWD oraz PRR. Zgodnie z przekonaniem profesora Żaryna, zabójstwa dokonała agentura sowiecka, na co wskazywałaby odnaleziona w IPN notatka, zgodnie z którą zastrzelono ja z wyroku Gwardii Ludowej.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj