Julian Aleksandrowicz – „Doktor Twardy”, któremu w ucieczce z getta pomogli polscy przyjaciele


Postać w świecie medycznym absolutnie wybitna. W dziedzinie hematologii zawsze o kilka kroków wyprzedzał epokę, w której żył. Znany jako entuzjasta ekologii i zdrowego trybu życia. Zawsze w służbie narodowi i drugiemu człowiekowi.

Julian Aleksandrowicz przed wybuchem II wojny światowej obronił pracę doktorską dotyczącą badań szpiku, a jego dalsza praca naukowa pozwoliła na opracowanie urządzenia do pobierania i przechowywania krwi. Niewątpliwie odkrycie to usprawniło działania stacji krwiodawstwa podczas wojny.

Jeszcze w sierpni 1939 r. został zmobilizowany i wziął udział w kampanii wrześniowej jako ppor. lekarz w 72 pułku piechoty. Trafił do obozu jenieckiego, z którego udało mu się uciec i powrócić do Krakowa, jednakże nie długo cieszył się wolnością. Z racji swojego żydowskiego pochodzenia wraz z żoną i synem zostali uwięzieni w getcie. Tam zorganizował jeden z trzech szpitali, gdzie niósł pomoc potrzebującym.

Podczas likwidacji getta całej rodzinie Aleksandrowiczów udało się uciec kanałami 13 marca 1943 r. Po wyjściu z włazu z pomocą przyszła im żona zarządcy portu w Płaszowie, która zaprowadziła uciekinierów do swojego domu. Niestety ich tropem podążali Niemcy, więc zmuszeni byli ewakuować się w stronę Płaszowa, gdzie Aleksandrowicz planował zatrzymać się u znajomego, któremu ongiś uratował życie. Do Sudera zaprowadził ich przypadkowo spotkany młodzieniec, który otrzymawszy w zamian 50 zł udał się do pobliskiej pijalni. Skutek był taki, że po upojeniu alkoholem zaczął rozpowiadać kto gości u Sudorów. Całe szczęście miejscowi ostrzegli w porę gospodarza, który dał schronienie uciekinierom. Rozbudzeni o dwunastej w nocy zmuszeni byli uciekać w ciemności i zimnie. Grozy przydaje fakt, że na ich drodze stanęło trzech nietrzeźwych mężczyzn. Jakież było zdziwienie, kiedy okazało się, że lekarz świetnie zna jednego z nich, bowiem razem służyli w Lublińcu. Pozostali dwaj kompanii okazali się równie pomocni i zacni.

Zaproponowali nocleg, a nazajutrz odprowadzili rodzinę na tramwaj odmawiając przyjęcia jakichkolwiek pieniędzy. Kolejnym przystankiem było mieszkanie pacjenta Aleksandrowicza, malarza Wodzinowskiego. Na miejscu okazało się, że mężczyzna nie żyje, ale przebywająca w mieszkaniu córka Wicula oraz jej dwóch kompanów zorganizowało pomoc dla rodziny. Jeden z nich nazywany „Duszkiem” odstąpił rodzinie kawalerkę. Kilka dni później zorganizowano im mieszkanie w domu PKO, gdzie wśród setek lokatorów mogli pozostać anonimowi. Pomocną dłoń okazała Maria Armatys, która zaopatrzyła żonę Aleksandrowicza w swoje dokumenty, a nawet użyczyła mieszkanie.

W gronie osób, które pośredniczyły w nawiązaniu kontaktów celem uwolnienia jego rodziców z więzienia w Płaszowie był doktor Ludwik Żurowski, który zaangażował się również w ucieczkę Aleksandrowiczów z getta. W pomoc Aleksandrowiczom było zaangażowanych mnóstwo osób, m.in. Józef Jedynak, Ksawery Wielgus, Kazimierz i Halina Stefanikowie, Andrzej Stopka, a także wielu innych. Wszyscy oni czynili starania, aby cudem ocalała rodzina przetrwała. Po wojnie te znajomości nadal przetrwały i były przez lata pielęgnowane.

Wyposażony w fałszywe dokumentom lekarz został członkiem Armii Krajowej i został przydzielony na tereny kielecko-radomskie, do Korpusu „Jodła”. Zorganizował punkt sanitarny, a także walczył jako dowódca plutonu zyskując przydomek „Doktor Twardy”.
Po zakończeniu wojny kontynuował badania naukowe. Był wieloletnim kierownikiem Kliniki Hematologicznej Akademii Medycznej w Krakowie. Jego badania nad przeszczepem szpiku kostnego, immunoterapią białaczek, rolą biopierwiastków w leczeniu chorób cywilizacyjnych, to zaledwie garstka jego znakomitych dokonań naukowych, które okazały się przełomowe dla ludzkości.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ