Józef i Wiktoria Ulmowie: ratując życie Żydów złożyli własne w ofierze

„Ratując życie innych złożyli własne w ofierze. Niech ich ofiara będzie wezwaniem do okazywania szacunku i okazywania miłości każdemu człowiekowi.”

Sposoby ratowania Żydów zależały od czasu i metod, jakie stosował okupant. Historycy są prawie pewni, że ostateczne wymordowania żydów, a nie ich zgettonizowania czy wysłania wcześniej na przymusową emigrację pojawiły się dopiero w roku 1941. Na początku roku 1942 dopracowano szczegóły akcji likwidacyjnej na konferencji w Wannsee pod Berlinen, aby następnie wprowadzić ją w życie. Rok 1942/43 były tym czasem, kiedy wymordowano najwięcej Żydów. Na początku Żydzi mogli, jako tako funkcjonować, oczywiście nie całkowicie normalnie, ponieważ w 1940 -1941 roku organizowano specjalne getta. Wówczas pomoc Polaków polegała na przykład na ułatwianiu wyjazdów Żydom z Polski. Emigrowali głównie do Związku Sowieckiego, na teren Węgier, aby następnie dotrzeć dalej, na inne bezpieczne obszary. Właściwa pomoc, o której każdy z nas myśli, to jest rok 1942/44, a na zachodnich ziemiach polskich jeszcze pierwsze miesiące roku 1945. To była pomoc zarówno zorganizowana, jak i indywidualna. Zwrócić uwagę trzeba na bardzo różne aspekty tej pomocy.

W okupowanej Polsce we wrześniu 1942 roku w podziemnym biuletynie informacyjnym opublikowano oświadczenie, będące protestem przeciwko zbrodniom dokonywanym na społeczności żydowskiej. W tym samym czasie powstał z inicjatywy społecznej tymczasowy komitet pomocy Żydom. Funkcjonował do początku grudnia, kiedy to w strukturach państwa podziemnego powstała Rada Pomocy Żydom „Rzegota”. Organizacja dostarczała żywność, odzież i lekarstwa do getta. Pomagała w ucieczkach na aryjską stronę i szukała bezpiecznego schronienia tym, którzy przeszli za mur. Ważną rolę w udzielaniu pomocy odegrał kościół. Księża wystawiali świadectwa chrztu ratowanym Żydom. To w katolickich sierocińcach oraz klasztorach schronienie znalazły dzieci wyprowadzone z warszawskiego getta przez Irenę Sendlerową. Żydzi zaopatrywani byli w fałszywe dokumenty produkowane przez specjalną komórkę legalizacyjną Polskiego Państwa Podziemnego.

Nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak wielu Polaków ratowało Żydów i jak wielu Żydów zostało dzięki nim uratowanych. Takie szacunki ze strony historyków, o tym jak wielu Polaków się zaangażowało w pomoc są bardzo rozbieżne i oscylują między kilkudziesięcioma tysiącami, a nawet niektórzy podają 300 tysięcy i więcej. Trudno to stwierdzić. Natomiast osób, które uratowały swe życie dzięki Polakom, to kilkadziesiąt tysięcy.

Józef i Wiktoria Ulmowie zostali uhonorowani w 1995r. Medalem Sprawiedliwości wśród Narodów Świata. Imiona ich uwiecznione są na honorowej tablicy w Parku Pamięci w Jerozolimie.

Dom Józefa i Wiktorii Ulmów był z pewnością domem pełnym ciepła i bliskości. Dzieci przychodziły na świat rok w rok i zwartą gromadką tuliły się do matki. Dziś przenosimy się do Markowej, miejscowości na południowym wschodzie Polski, gdzie w czasie II Wojny Światowej rodzina ta zapłaciła najwyższą cenę. 24 marca 1944 roku Józef Ulma i jego żona Wiktoria, będąca w ciąży i pozostałe 6 dzieci zostali zamordowani przez niemieckich żandarmów. Ich winą, wg oprawców było udzielenie pomocy Żydom. Oni również zostali rozstrzelani. Markowa liczyła przed wojną około 900 domostw, w których mieszkało około 4000 osób, w tym 120 żydów. W Markowej żydzi byli ukrywani byli jeszcze w pięciu innych domach. Do takich strasznych egzekucji dochodziło, ponieważ Polska była krajem, w którym za jakąkolwiek pomoc okazywaną Żydom groziła kara śmierci. W roku 1942 rodzina Ulmów przyjęła pod swój dach rodziny żydowskie: Szalów i Goldmanów. Dom Józefa i jego żony znajdował się na uboczu wsi. Ukrywający się tam Żydzi, za okazaną pomoc pomagali w gospodarstwie. Józef Ulma zajmował się pszczelarstwem, sadownictwem, garbowaniem skóry oraz uprawianiem jedwabników. Niezwykły obraz swojej rodziny z lat przedwojennych i z czasów wojny utrwalał zdjęciami, będąc zapalonym fotografem.

W 1944 roku do domu Ulmów przyjechał policjant z Łańcuta, aby zrobić sobie zdjęcia do dokumentów. Prawdopodobnie wtedy przypadkowo dostrzegł ukrywających się tam Żydów. Na reakcję nie trzeba był długo czekać. Kilka dni później do domu docierają niemieccy żandarmi. Jakże dramatycznie musiało to wyglądać, skoro najpierw pozbawiono życia rodziców, każąc dzieciom oglądać ten makabryczny spektakl. Prawdopodobnie żandarmi zastanawiali się, co zrobić z dziećmi. Finalnie 8 –letni Staś, 6 – letnia Basia, 5 – letni Władzio, 4- letni Franek, 3- letni Antoś i 2,5 roczna Marysia nie mieli szans z kulami. Na miejscu też zajęto się Żydami. Rozstrzeliwszy dzieci, jeden z katów, Józef Kokott miał powiedzieć: „patrzcie jak giną polskie świnie, które przechowują Żydów”.
Historia ta stała się symbolem Polaków ratujących Żydów, ale również tych wszystkich, którzy zginęli za pomoc żydom.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj