Wedle planu operacyjnego Bitwy Warszawskiej pozycje na północ od Bugo-Narwi zajęła 5. Armia pod dowództwem gen. Władysława Sikorskiego. Liczyła ona nieco poniżej pięćdziesięciu tysięcy ludzi, w tym dwadzieścia dwa tysiące bagnetów i cztery tysiące szabel, blisko dwieście dział oraz kilkadziesiąt czołgów i samochodów pancernych. Naprzeciwko niej stały trzy rosyjskie armie oraz korpus kawalerii Gaj-Chana, w sumie trzykrotna przewaga liczebna.
Mimo przewagi bolszewickiej Sikorski zaatakował, dążąc do związania walką sił, które dzięki ofensywie znad Wieprza można było starać się zamknąć w kotle okrążenia. Polsk atak został odparty niemal na całym froncie, za wyjątkiem jedynie skrzydłowej grupy, która dzięki bałaganowi w rosyjskich szykach niemal nie napotkała oporu. Grupą tą dowodził gen. Krajowski, a prowadził 18. Dywizję Piechoty oraz VIII Brygadę Jazdy. Piechota przebiła się przez pozycje Rosjan, a w powstałą lukę weszli polscy ułani, którym udało się rozgonić sztaby dwóch dywizji strzeleckich i wtargnąć do Ciechanowa. Chociaż musieli opuścić miasto już po kilku godzinach, to ten rajd miał ogromne znaczenie, w Ciechanowie bowiem stał na postoju sztab bolszewickiej IV Armii. Polacy spalili radiostację IV Armii, pozbawiając Rosjan kontaktu z dowódcą Frontu Zachodniego Michaiłem Tuchaczewskim, nadal stacjonującym w Mińsku Białoruskim. Przez kilka decydujących dni sierpnia dywizje IV Armii nie były w stanie skoordynować swoich posunięć.
Tymczasem nad Wkrą trwały walki: przewagę zdobywali to Polacy, to Rosjanie. 16 sierpnia szala zwycięstwa zdawała się przechylać na polską stronę: Rosjanie mocno nadwyrężyli siły w intensywnych walkach, a z dala od swoich baz zaopatrzeniowych nie mieli jak uzupełnić amunicji i wojska. Wieczorem Polacy odzyskali Nasielsk. Jednak 17 sierpnia Rosjanom udało się oskrzydlić Płońsk oddalony trzydzieści kilometrów od Nasielska, niemal wprost od niego na zachód. Polskim dywizjom groziło otoczenie. Zapobiegła temu znakomita szarża 1. Pułku Szwoleżerów przeprowadzona pod Arcelinem. Dowódca tego pułku, ówczesny major Jerzy Grobicki nie miał jeszcze trzydziestu lat, a już był weteranem serbskiej partyzantki, francuskiej Legii Cudzoziemskiej, austriackich strzelców górskich i wileńskiej samoobrony.
Główne siły bolszewickie maszerowały na zachód. Prawdopodobnie Tuchaczewski pragnął powtórzyć manewr Paskiewicza z czasów Powstania Listopadowego i obejść, po czym zaatakować Warszawę od zachodu. Poszczególne dywizje rozproszyły się na dużym terenie, a jedna z nich zatrzymała się tuż za Brodnicą, niespełna czterdzieści kilometrów od Grudziądza. Inna doszła do Płocka, zaś korpus kawalerii Gaj-Chana próbował forsować Wisłę we Włocławku. Płock przy wykorzystaniu skromnych lokalnych sił zdołał się obronić, prawobrzeżny Włocławek został zdobyty, jednak bez żadnego mostu, co nie pozwalało na przerzucenie sił przez Wisłę.
Oddziały bolszewickie lubowały się w prowadzeniu rabunku polskiej ludności cywilnej, a szczególnie to dotyczyło Korpusu Konnego Gaj-Chana. Za powszechnie używanym przezwiskiem dowódcy krył się Ormianin w rosyjskiej służbie, Hajk Byżyszkian. W skład jego korpusu wchodziły: 10. Dywizja Kawalerii z Uralu (początkowo 3147 szabel, 12 armat) i 15. Dywizja Kawalerii z Kubania (995 szabel, 8 armat), do czego dochodziła 164. Brygada Strzelców (700 bagnetów, 8 armat). Była to więc formacja około dwukrotnie mniejsza od Armii Konnej Budionnego, jednak o podobnym charakterze. Kawalerzyści Gaj-Chana byli odważni oraz bardzo sprawni w elastycznych manewrach, przez co łatwo im przychodziło omijać polskie linie obrony. Jednak łatwo przeistaczali się w pijaną nie-karną bandę, i coś takiego działo się w czasie, gdy Sikorski próbował wiązać walką siły bolszewickie, zaś błyskawicznie rozwijające się natarcie znad Wieprza miało na celu złapać Rosjan w pętlę okrążenia. Zanim do podwładnych Gaj-Chana dotarło, w jakim się znaleźli położeniu, drogi ucieczki na wschód już zostały zablokowane.
Ostatnie dni istnienia tego Korpusu Konnego to swego rodzaju obława w dniach od 21 do 25 sierpnia, kiedy to wojska polskie starały się osaczyć bolszewickich kawalerzystów, ci zaś przebijali się przez polskie linie. Na koniec przyparty do granicy Prus Wschodnich, korpus przeszedł na stronę niemiecką, po czym został internowany w obozie w Altdamm pod Szczecinem.
Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

















