Józef Walaszczyk – polski Schindler

Józef Walaszczyk przyszedł na świat 13 listopada 1919 r. w inteligenckiej rodzinie, gdzie matka była felczerką, a ojciec dziennikarzem. Po śmierci ojca rodzina przeniosła się do kuzyna Ludwika Okulskiego, do Rylska pod Łodzią, gdzie ten posiadał majątek i fabrykę. Dzięki temu Walaszczyk mógł kontynuować naukę w Warszawie. Tam też rozpoczął działalność handlową, z kolei Okulski przyuczał do zarządzania majątkiem w Rylsku.

Po wybuchu wojny Walaszczyk, który w tym czasie był kursantem przysposobienia wojskowego został zmobilizowany i wysłany na front wschodni, jednak po nieudanej podróży do stolicy Rumunii powrócił do Rylska. Tam Niemcy mianowali go kierownikiem fabryki mąki ziemniaczanej, jak równie zarządcą całego majątku. Dzięki biegłej znajomości niemieckiego oraz „argumentom finansowym”, jak sam wspominał miał pełną dowolność w tym co robił. Umożliwiło mu to pomoc dla rodziny oraz znajomych. Fabryka zatrudniała 200 osób, a w 1941 r. udało się przyjąć do pracy 30 Żydów z getta, które mieściło się w Rawie Mazowieckiej. Kosztowało to Walaszczyka nie małą kwotę, którą musiał zapłacić dyrektorowi Arbeitsamtu. Niestety po kilkunastu miesiącach Miller odmówił podpisywania dokumentów umożliwiających dalszą pracę Żydom. Gdy Niemcy po nich przyjechali, ci na polecenie Walaszczyka ukryli się, jednakże kilka osób zostało złapanych i powróciło do getta.

W 1940 r. Walaszczyk poznał Żydówkę, Irenę Front vel. Bartczak, która ujawniła mu prawdziwą tożsamość podczas inspekcji przez Niemców hotelu, w którym się zatrzymali. Kobieta ukryła się za szafą, natomiast Józef symulując problemy żołądkowe zdołał odwieść Niemców od rewizji. Walaszczyk zdołał załatwić Front fałszywe dokumenty, a dopełnieniem był fikcyjny ślub, po którym Żydówka zamieszkała w mieszkaniu Polaka na Kruczej. Nie był to jednak koniec problemów. Któregoś dnia Irena wraz z grupą 20 znajomych Żydów została złapana i aresztowana przez Niemców. Walaszczyk natychmiast przybył do Warszawy na posterunek gestapo. Tam dostał ultimatum, że jeśli do godziny 17:00 (była wtedy 12:00) dostarczy kilogram złota to cała grupa dwudziestu jeden osób zostanie uwolniona, przy czym Niemcy nie chcieli wypuścić samej tylko Front. Walaszczykowi udało zdobyć się żądaną łapówkę i tym samym zdołał ocalić życie wszystkim pojmanym. Po tym incydencie postanowił, że Irena nie wróci na Kruczą i kupił lokal przy Emilii Plater, gdzie umieścił kobietę, która zamieszkała tam razem z koleżanką Hanką Staszewską oraz piastunką Heleną Tobeczko. Mimo, iż Józef sam przebywał w Rylsku, to cały czas pomagał kobietom.

Nie były to jedyne akty heroizmu Walaszczyka. Aktywnie wspierał także znajomych z warszawskiego getta, gdzie dostarczał niezbędne produkty, w tym jedzenie, odzież, leki. By się tam dostać przekupywał tramwajarza, który przejeżdżając przez getto zwalniał, by Józef mógł swobodnie wyskoczyć ze składu. Jak mówił „Robiąc to wszystko czuliśmy, że to jedynie kropla w bezmiarze ludzkich nieszczęść. Widząc, co się dzieje wokół nas, zdawaliśmy sobie sprawę, że każda z tych wypraw może być dla nas ostatnią. Trudno było jednak stać bezczynnie i przyglądać się tej tragedii z założonymi rękoma i świadomością, że można pomóc”.

Po wojnie Walaszczyk z powodzeniem inicjował kolejne biznesy, jednakże sytuacja polityczna w kraju skutecznie niweczyła większość jego przedsięwzięć, którym skutecznie kierował. Ostatecznie założył pracownię kaletniczą, którą prowadził do lat późnej starości.

Na uwagę zasługuje fakt, iż Irena Front, której był niejednokrotnym wybawicielem złożyła wniosek o uznanie go Sprawiedliwym wśród Narodów Świata, a on sam w dniu 8 sierpnia 2008 r. został wiceprezesem zarządu Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Odszedł 20 czerwca 2022 r., a jego ciało spoczęło na warszawskich Powązkach.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj