Samobójstwo Szmula Zygielbojma jako manifest przeciw pogromie Żydów

Szmul Mordechaj Zygielbojm urodził się 21 lutego 1985 r. w Borownicy w wielodzietnej rodzinie Josefa i Heny. Ciężka sytuacja rodzinna zmusiła go, by już w wieku 10 lat zacząć zarabiać na swoje utrzymanie. Nie podcięło mu to jednak skrzydeł, wręcz przeciwnie, był ambitny, chciał się uczyć, więc z powodzeniem nadrabiał lata, kiedy z uwagi na biedę w domu nie mógł uczęszczać do szkoły.

Zygielbojm związał się antysyjonistyczną lewicową partią żydowską – Bundu, gdzie jego walory organizacyjne zostały szybko dostrzeżone, co pozwoliło mu zasiąść w komitecie centralnym partii, a w niedługim czasie zostać sekretarzem generalnym Sekcji Żydowskiej Centralnej Komisji Związków Zawodowych. Szmul został wybrany także do rady Warszawy, a po przeprowadzce do Łodzi również tam zasiadł w ławach miejskich.
Wybuch II wojny światowej spowodował, że Szmul powrócił do stolicy, gdzie zaangażował się w walkę z okupantem tworząc m.in. żydowskie hufce samoobrony. Na mocy aktu kapitulacji Warszawy z 28 września stał się jednym z dwunastu zakładników, którzy swoim nazwiskiem mieli gwarantować spokój i porządek w okupowanym mieście. Został również członkiem Judenratu, czyli Rady Żydowskiej.

Działalność konspiracyjna Zygielbojma nie uszła uwadze Niemców, na których celowniku znalazł się. Z uwagi na zagrożenie aresztowaniem wyjechał do Brukseli. Podczas podróży został zatrzymany na granicy belgijsko-niemieckiej, a z opresji uratował go Paul Spaak, który później został premier Belgii.

W 1942 r. przedostał się do Londynu. Tam zasiadł w Radzie Narodowej RP, stanowiącej substytut polskiego Sejmu RP. Do Zygielbojma spływały od „Żegoty” i Bundu raporty i informacje o Holokauście, którymi starał się zainteresować opinię publiczną. Liczył, że wpływy i pieniądze Światowego Kongresu Żydów i Amerykańskiego Kongresu Żydowskiego zdołają przekonać rządy aliantów do podjęcia działań mających na celu pomoc eksterminowanym Żydom. W walce mocno wspierał go premier Władysław Sikorski, lecz podejmowane inicjatywy nie przynosiły rezultatów. Szmul w swojej książce z 1942 r. mocno podkreślał zasługi Polaków w ratowaniu żydowskich istnień. Wskazywał na jedność i solidarność w walce z okupantem pisząc że „Mury getta nie oddzieliły w rzeczywistości ludność żydowską od Polaków”.

Zygielbojm próbował dotrzeć z informacjami o dramatycznej sytuacji Żydów do prezydenta Roosvleta, przemawiał w radiu BBC, lecz wszystko na próżno. Świat nie chciał wierzyć w doniesienia o Holokauście.

Do bardzo emocjonującego spotkania doszło 2 grudnia 1942 r. pomiędzy Zygielbojem, a Janem Karskim, który przeniknął do getta, by móc na własne oczy zobaczyć rozgrywające się tam dramaty, które opisał w swoich raportach. Zygielbojmowi opowiedział o żądaniach przywódców powstania w getcie, którzy liczyli na zdecydowaną reakcję aliantów. Po zreferowaniu przez Karskiego sytuacji Zygielbojm wybuchnął. Zaczął biegać po pomieszczeniu i krzyczeć, że „Ten świat oszalał”, że on ma świadomość okrucieństwa, które każdego dnia dotyka ludność żydowską na okupowanych ziemiach.

Co prawda relacje przekazane przez Karskiego zostały przesłane przez Rząd RP w Londynie w specjalnej nocie skierowanej do rządów sprzymierzonych, a dwanaście państw alianckich podpisało wspólną deklarację, w której wyraziło swój sprzeciw przeciw masowej zagładzie Żydów, to jednak było wciąż za mało i nie przyniosło w perspektywie konkretnych rezultatów.

Dramatyczne doniesienia nadeszły wraz z wybuchem powstania w getcie warszawskim, które zostało szybko stłumione. Na dodatek do Zygielbojma dotarła informacja o śmierci jego żony oraz syna. Postanowił on w geście sprzeciwu, wobec braku reakcji na zagładę Żydów udać się pod siedzibę premiera Wielkiej Brytanii na Downing Street w Londynie i tam rozpocząć akcję głodową od czego odwiódł go jednak przyjaciel, Isaac Deutscher.
Wobec upadku powstaniu w getcie i na znak protestu przeciwko brakowi reakcji na eksterminację Żydów, Szmul Zygielbojm popełnił samobójstwo. W jednym z trzech listów pożegnalnych, które zostawił oskarżył o swoją śmierć nie tylko głównych oprawców ludności Żydowskiej, ale również świat, który na to okrucieństwo nie zareagował odpowiednio skutecznie. Słowa „Milczeć nie mogę i żyć nie mogę, gdy giną resztki ludu żydowskiego w Polsce, którego reprezentantem jestem” są smutną puentą heroicznej walki Szmula Zygielbojma.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj