W wielu stołówkach firmowych lub na imprezach wciąż brakuje regionalnych mięsnych i bezmięsnych oraz zdrowych alternatyw żywieniowych. To musi się zmienić i tu tkwi wiele szans rozwoju dla właścicieli foodtrucków. Foodtrukerzy mogą oferować różne dania, w tym mocno regionalne i zdrowe, jako alternatywę w menu obiadowym dla stołówek i restauracji.
Foodtrucki mogą w różnych miejscach oferować przede wszystkim zdrowe, regionalne lub wegetariańskie przysmaki podczas przerw na lunch. Foodtrucki są również licznie reprezentowane na dużych miejskich festiwalach, jarmarkach bożonarodzeniowych, wielkanocnych, czy w szkołach średnich i na uniwersytetach. Food trucki stały się tak popularne, że czasem nie nadążają z obsługą zamówień.
Pożądanym zjawiskiem jest jeśli asortyment produktów jest zrównoważony, regionalny i wegetariański. Oprócz grzańców, kiełbasek, burgerów, podpłomyków, foodtrukerzy sprzedają rozmaite dania, tj. warzywa z ryżem, sałatki, zupy, np. z soczewicy, czy przeciekawie komponowane kanapki, ale też nie zawsze zdrową, bo przecukrzoną, lemoniadę. Składniki ofert są starannie dobierana i dobrze, jak pochodzą z lokalnego rynku, a ten warunek nie zawsze jest spełniony i doceniony przez gastronomów tej niezwykłej, oryginalnej branży.
Nasi foodtrukerzy wzorują się często na przedsiębiorcach z Niemiec lub Austrii, gdzie ta forma działalności od dawna jest niezwykle popularna.
Jeden z foodtrukerów, Orhun ze Stuttgartu, oferuje na przykład podpłomyki, wytwarzane przez piekarza, działającego w wschodniej części miasta. Sprzedawany przez niego ser gouda i ser górski pochodzą z ekologicznej farmy w Allgäu, a sałatka z Filderstadt. Jego ekipa całkowicie zrezygnowało z dodatków i wzmacniaczy smaku. Nawet oliwki są szczególnie dobierane, choć na rynku jest tylko jedna lub dwie odmiany, bardzo trudne do zdobycia. Okazuje się, że także talerze i sztućce można również wielokrotnie używać i kompostować w duchu zrównoważonego rozwoju.
W tej branży ważne jest, aby opracować indywidualne rozwiązanie dla klienta. W tym opisanym niemieckim foodtrucku oferowane są tylko dania wegetariańskie i wegańskie dla każdego, ale nie musi to być reguła.
Kulinarna gama podpłomyków, zup, czy innych potraw podbija żołądki klientów. Niezwykle ważne jest, aby zbudować dobry zespół do pracy w foodtrucku. To właśnie sprawia, że praca w foodtrucku jest wyjątkowa. W przeciwieństwie do branży motoryzacyjnej, gdzie pojazdy są opracowywane przez lata, zanim zostaną przetestowane przez klientów, zespół zawsze otrzyma bezpośrednie szybko informacje zwrotne od konsumentów.
Jeden z zespołów foodtrucka chciał wypróbować swój nowo opracowany napój Salep na jednym z rynków w jakimś niemieckim mieście. Salep to rzekomo orientalny napój mleczny z korzeni orchidei. Na jakimś Marienplatz rozeszła się wieść o wegańskiej wersji z foodtrucka z mleka owsianego, a czwartego dnia pod foodtruckiem stała już długa kolejka ludzi, chętna skosztować tego przysmaku.
W obecnej sytuacji gospodarczej subkultura foodtruckow rozwija się prężnie i progresywnie. Dzięki tej koncepcji można dotrzeć do większej liczby odbiorców. Stale mam wrażenie jednak, że brakuje zmotywowanych ludzi, którzy chcieliby zainwestować pieniądze w ten rodzaj działalności. Przydałoby się wprowadzić trochę rozwiązań administracyjnych, sprzyjających foodtruckerom.
Tak, jak inni przedsiębiorcy, foodtrukerzy mogą wprawdzie korzystać z dofinansowań unijnych, ale na razie niewielu się na to porwało. W ostatnich latach tylko kilku amatorów, zamieszkujących obszary wiejskie, aplikowało o środki finansowe w ramach działania 19.2 Leader, objętego Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014 – 2020.
Być może zbyt skomplikowane procedury obsługi wniosków i długi czas rozliczeń, zniechęcają potencjalnych beneficjentów do realizacji jakże potrzebnych i niezwykle ciekawych w swojej formie projektów, sprzyjających promocji smacznych i zdrowych produktów lokalnych oraz także tych regionalnych.

















