Znajomość języka ukraińskiego w czasach hetmanatu Skoropadskiego

Jeszcze w latach pierwszej wojny światowej wojska niemieckie i towarzyszące im austro-węgierskie weszły głąb terytorium Rosji, i tu tworzyły osłonę dla odradzającego się ruchu narodowego tak Ukrainy, jak i Białorusi. Ukraińcy utworzyli wsparte protektoratem niemieckim własne państwo, Ukraińską Republikę Ludową. Jednak pod koniec kwietnia 1918 Niemcy aresztowali władze ukraińskie, zaś władzę przekazali Rosjaninowi ukraińskiego pochodzenia, generałowi Skoropadskiemu, który ogłosił się dyktatorem z tytułem hetmana. Nazwa państwa została zmieniona z Ukraińskiej Republiki Ludowej na Państwo Ukraińskie (Українська Держава). Hetmanat Skoropadskiego istniał do grudnia 1918, kiedy został obalony przez samych Ukraińców, którym już bokiem wyszła przyjaźń z Niemcami, traktującymi ich ziemię jako terytorium podbite, skąd rabowali co tylko zdołali.

We wspomnieniach Stanisława Stempowskiego, który nieco później w odrodzonym rządzie Ukraińskiej Republiki Ludowej pełnił funkcje ministra rolnictwa oraz zdrowia, znajduje się ciekawy wątek, dobrze ilustrujący rzeczywisty charakter rządów hetmanatu Skoropadskiego.

Jak pisze Stempowski, Niemcy „już w kwietniu rozpędzili Centralną Radę, aresztowali rząd z twórcami pokoju brzeskiego i osadzili na tronie rosyjskiego generała o ukraińskim nazwisku historycznym Skoropadskiego, który mianował rząd składający się z dawnych ministrów i urzędników Rosjan szukających w Kijowie schronienia przed bolszewikami. Pierwszym czynem nowego rządu było zniesienie autonomii personalno-narodowościowej oraz narodowościowych ministeriów. Pod firmą wydobytego przez Niemców z nicości ukraińskiego hetmana rozpoczęły się rządy rosyjskiej biurokracji. Członkowie rządu nie znali nawet języka ukraińskiego i uczyli się go u Polaka, Joachima Wołoszynowskiego – roczniki wydawanego przez niego dawniej tygodnika Switowa Zirnycia były bardzo poszukiwane, gdyż okazało się, że język tego pisma jest właśnie klasycznym językiem ukraińskim”.

Przez cały okres rządów sowieckich wmawiano Ukraińcom, iż Polacy zawsze i wszędzie byli tylko oprawcami i wyzyskiwaczami ludu ukraińskiego. Dzisiaj, gdy za rządów prezydenta Zełenskiego odradza się przyjaźń polsko- ukraińska, warto przypominać o Polakach, którzy angażowali się wspierając administrację Ukrainy w latach po pierwszej wojnie światowej. Warto również przywracań pamięć wspomnianego Joachima Wołoszynowskiego, który jako filolog położył duże zasługi dla kształtowania się nowoczesnego języka ukraińskiego, a nawet musiał posłużyć za nauczyciela tego języka dla biurokratów na żołdzie niemieckim. Dziesiątki i setki lat na Ukrainie rozwijała się bardzo dobra współpraca z Polakami, którzy wnosili wielki wkład tak w gospodarkę, jak i kulturę tej ziemi. To by i dziś miało bardzo dużą skalę, gdyby nie tragiczne wydarzenia lat 1937-38, kiedy to na rozkaz Stalina wymordowano nie mniej niż 111 tysięcy Polaków, zamieszkujących głównie ziemie ukraińskie. Polacy stali się wówczas ofiarami ludobójstwa i to później posłużyło za wzór tak Hitlerowi dla ludobójstwa Żydów, jak i nacjonalistom ukraińskim organizującym rzezie wołyńsko-galicyjskie roku 1943. Zapewne istnieli tacy Polacy, którzy byli oprawcami i wyzyskiwaczami ludu ukraińskiego, jednak przytłaczająca większość Polaków pracowała właśnie dla dobra ziemi ukraińskiej, co, niestety, zostało przerwane brutalnym rozlewem krwi.

A wracając do hetmana Skoropadskiego, we wspomnieniach Stempowskiego znajduje się opis wydarzeń, gdy już obalano jego władzę, jako reprezentanta bezwzględnych okupantów. „Widziało się przeciągające ulicami Winnicy oddziałki chłopów w siermięgach i kożuchach z karabinami zawieszonymi na sznurkach. Na dworcu kolejowym walały się niepogrzebane trupy niemieckiej ochrony, w Zmierzynce duży oddział Niemców, pilnujący tego ważnego węzła kolejowego, okopać się musiał pod lasem i został wybity do nogi przez oblegające mrowie chłopskie, zwołane jękiem wszystkich syren kolejowych. Węgrzy znienawidzeni nie próbowali nawet się bronić, porzucali broń i śliczne nowiutkie armaty i w przebraniu uciekali do domu”.

A oto, co na temat owych dni znajduje się we wspomnieniach ukraińskiego generała Pawło Szandruka: „Najpoważniejszym błędem politycznym popełnionym przez Hetmana Skoropadskiego było podpisanie przez niego, wraz z Atamanem Kozaków Dońskich, P. Krasnowem, 14 listopada 1918 r. porozumienia, w którym gen. Krasnow rzekomo reprezentował przyszłą Rosję, obiecując federację Ukrainy z Rosją. (…) Ten czyn Hetmana, nieuzasadniony zaistniałą sytuacją polityczną, postawił w opozycji całą świadomą społeczność ukraińską i Ukraińska Rada Narodowa proklamowała wówczas powstanie przeciwko Hetmanowi. Pod presją opinii publicznej Niemcy uwolnili Symona Petlurę. (…) Do powstańców przyłączył się korpus zaporoski i wszystkie inne jednostki wojskowe utworzone przez rząd hetmański, a nawet tak zwana dywizja Serdiuk, która składała się z synów zamożnych rolników i była ostoją hetmana, dołączyła do rebeliantów. (…) Legion Ukraińskich Strzelców Siczowych, wspomagany przez zdemobilizowanych byłych carskich żołnierzy z sąsiedztwa, zaatakował Kijów, rozbił ochotnicze oddziały Hetmana, złożone głównie z byłych oficerów rosyjskich, a 15 grudnia 1918 r. Dyrektoriat wkroczył do Kijowa, zaś Hetman wyjechał do Niemiec”.

Nie zakończyło to gehenny narodu ukraińskiego. We wstępie do wspomnień Szandruka czytamy: „wraz z upadkiem Niemiec, upadł hetmanat Skoropadskiego. (…) Ukraiński rząd demokratyczny otrzymał wówczas smutne dziedzictwo polityki wewnętrznej i zagranicznej. Natychmiast stanął w obliczu agresji (…). Na północy Ukrainę ponownie najechała rosyjska Armia Czerwona, na południowym wschodzie rosyjscy biali monarchiści pod dowództwem generała Denikina znad Donu wspierani przez Anglię, a później pod dowództwem Wrangla na Krymie”.

Stempowski w swych wspomnieniach cytuje jako proroczy własny list pisany z Winnicy do Warszawy 3 kwietnia 1918 roku, z którego przytacza wyjątek: ,,Marzymy o tym, że pewnego dnia zjawisz się we własnej osobie z nadzwyczajnymi glejtami i zabierzesz nas stąd, z tej ziemi krzywdy, krwi i płaczu nie do raju wprawdzie, ale do swoich. A czynić to trzeba prędko, gdyż idą wypadki coraz groźniejsze, które już nie mieniu, bo to zostało doszczętnie zrabowane, ale życiu Polaków zagrażać będą”.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj