Trudności w budowaniu państwa ukraińskiego w realiach walki z Rosją

Ukraińscy działacze niepodległościowi w latach 1917-18 swoje państwo budowali startując niemal od zera. W tej mierze byli w nieporównanie trudniejszej sytuacji niż Polacy, gdzie niemal od początków pierwszej wojny światowej organizowane były własne formacje wojskowe Piłsudskiego i Dowbór-Muśnickiego, a także działały instytucje Rady Regencyjnej. O tym, z jakimi problemami stykano się w Kijowie, świadczą przytoczone tu fragmenty wspomnień ukraińskiego generała Pawło Szandruka (w momencie opisywanym we wspomnieniach jeszcze pozostającego w szarży pułkownika). Patrz: http://www.irekw.internetdsl.pl/shandruk/

Zanim dotarliśmy do Jahotyna, znaleźliśmy ślady bitwy wzdłuż torów i dowiedzieliśmy się, że brygada pułkownika Suszki rozgromiła bandę bolszewicką w niespodziewanym nocnym ataku i natychmiast wróciła w kierunku Kijowa, zostawiając nam rozkaz przechodzenia przez Kijów bez zatrzymywania się, kierując się wprost do Winnicy, ponieważ Kijów był zagrożony z kierunku Kruty-Niżyn. Nasze pociągi ruszyły i dotarliśmy do stacji Kijów III (skrzyżowanie na lewym brzegu Dniepru). Obraz, który zobaczyłem na tej stacji, był okropny: wszystkie tory były zapełnione pociągami ewakuacyjnymi, głównie towarowymi, a przez jedyny most na Dnieprze można było przejeżdżać średnio jeden pociąg co pół godziny. Komendantem stacji był ataman Samusenko, który bez wahania powiedział mojemu adiutantowi, kpt. Linyckiemu, że przepuści nasze pociągi przed innymi, jeśli zapłacimy 100 000 rubli. I pomyśleć, że tacy ludzie, którzy chcieli zarobić pieniądze na nieszczęściu ludzi, otrzymali stanowiska wymagające zaufania. Był to ten sam Samusenko, który później zorganizował pogrom w Płoskurowie, za który został przez sąd wojskowy skazany na rozstrzelanie.

Rewolucja stwarza dziwne sytuacje, z którymi prawo nie może sobie poradzić, zwłaszcza jeśli wszystko ma miejsce podczas burzy wojennej. Rozkazałem aresztowanie Samusenki, przejąłem dowództwo stacji i we współpracy z zawiadowcą stacji zacząłem rozwiązywać wąskie gardło. Około 12 godzin zajęło sprawdzenie zawartości i przeznaczenia pociągów, liczby i stanu lokomotyw oraz uzgadnianie spraw z komendantem kijowskiej stacji pasażerskiej na prawym brzegu Dniepru, a także oczyszczanie torów w celu usprawnienia komunikacji. Nasze pociągi ruszyły późno w nocy i po 24 godzinach dotarliśmy do Winnicy”.

A oto inny fragment pamiętnika Pawło Szandruka: „Od strony Hrebinki na stację Lubnia dość niespodziewanie wjechał zaimprowizowany pociąg pancerny. Kapitan Musijenko nie zdążył mnie ostrzec na czas, z powodu zakłócenia łączności telefonicznej i telegraficznej, którą jednak wkrótce udało nam się przywrócić. W pociągu pod Atamanem Miasnykiem było około 30 ludzi. Na początku trudno było dowiedzieć się z jego słów i zachowania, po co tu przybył, ale jego tajemniczy i bandycki wygląd sprawił, że postawiłem batalion w stan alarmu. Poleciłem połowie kompanii z karabinami maszynowymi przejść z Seminarium Duchownego w Lubni do stacji kolejowej. To wydawało się studzić entuzjazm Miasnyka. Tymczasem do miasta wkroczyła kompania komunistyczna Tymki i zaczęła się potyczka z moimi patrolami.

Zaproponowałem Miasnykowi, aby pomógł mi zlikwidować tę bolszewicką bandę i oddał do mojej dyspozycji 20 swoich ludzi. Jednocześnie oświadczył, że ma rozkazy od rządu, aby wziąć pieniądze ze skarbu państwa, ale kiedy zauważyłem, że pieniądze zostały wywiezione do Kijowa, bardzo się rozgniewał i powiedział, że będzie musiał to sprawdzić. Natychmiast przywołał swoich ludzi, którzy już byli w drodze, aby pomóc moim żołnierzom. Teraz było dla mnie jasne, że Miasnyk przybył, aby obrabować skarbiec, a może i miasto, i że staliśmy mu na drodze. Wyjechał swoim pancernym pociągiem w kierunku Hrebinki. Bardzo zaniepokoiło mnie pytanie: kto pozwolił mu zorganizować pociąg pancerny i wędrować po torach bez żadnej kontroli? Już sam ten fakt dawał wyobrażenie o całkowitym braku kontroli wojskowej i administracyjnej na naszym zapleczu. Dowiedzieliśmy się później, że Miasnyk wziął pieniądze ze skarbca w Pyriatynie, a następnie obrabował wszystkie stacje kolejowe na odcinku Jahotyn-Hrebinka. Po tym jego nazwisko zniknęło całkowicie z kronik walki o wyzwolenie. Prawdopodobnie wstąpił do bolszewików”.

Przytoczone wyżej fragment wspomnień generała Szandruka nie wymagają komentarzy. Gdy zarówno armię, jak i administrację organizuje się niemal z dnia na dzień, trudno uniknąć sytuacji, gdy odpowiedzialne funkcje obejmą osoby nieodpowiednie, kierujące się jedynie pragnieniem osobistego zysku. Stąd rodziło się wiele bałaganu, a nawet nieprawości, o które oskarżano władze Ukraińskiej Republiki Ludowej i samego Symona Petlurę.

Sam Szandruk w innym miejscu swych wspomnień przedstawia stosowny komentarz: „Dopiero znacznie później, kiedy zacząłem rozumieć prawa lub bezprawie rewolucji, uświadomiłem sobie mój brak doświadczenia i zdolności przystosowania się do warunków anarchii i bezwzględności cwanych ludzi. Nigdy nie zmieniłem swojej twardej, żołnierskiej natury, która w tamtych czasach wydawała się nie na miejscu, ale faktycznie niezbędna, chyba że zostanie się oportunistą i poświęci przyszłość dla teraźniejszości. Tylko ci, którzy przeżyli podobne okoliczności, będą w stanie zrozumieć, o co mi chodzi. Przekonałem się jednak, że czasami trzeba zastosować elastyczność polityczną i psychologiczną. Szczęśliwie, nigdy nie nabyłem elastyczności moralnej, nawet w obliczu śmierci. Żaden żołnierz, a zwłaszcza ten, którego los powołuje na wysokie stanowisko, nie powinien nigdy próbować być „moralnie elastyczny”, ale niestety podczas naszej rewolucji, kolejnych trudnych czasów wygnania, w nowych trudach II wojny światowej i wreszcie po bliższym kontakcie z Zachodem, obserwowałem wiele przypadków takiej zbędnej elastyczności, która prawie graniczyła z brakiem kręgosłupa. Nigdy nie byłem w stanie zauważyć, aby odrzucenie zasad moralnych opłacałoby się: ani sprawie, ani osobie”.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj