Przepustka do zdobywania wiedzy przez kobiety na uczelniach wyższych była niemożliwa przez stulecia. Był to przywilej zarezerwowany jedynie dla mężczyzn.
Na Uniwersytecie Jagiellońskim chciało studiować kilkadziesiąt kobiet, które w swoich podaniach wyrażały chęć podniesienia kwalifikacji, który umożliwiłby im otrzymanie lepszej posady. Drugim, przewijającym sie argumentem była możliwość nauki w języku ojczystym. Stosunek kadry nauczającej do pomysłu wprowadzenia kobiet na uczelnię był zróżnicowany. Część z nich, jak chociażby chirurg Ludwik Rydgier, czy też polonista Stanisław Tarkowski byli zdecydowanymi przeciwnikami tej idei. Jednakże byli i tacy, którzy aprobowali te przedsięwzięcie. „Po stronie kobiet” opowiedzieli się m.in. bakteriolog Odo Bujwid oraz fizyk August Witkowski. Kiedy władze Uniwersytetu Jagiellońskiego w październiku 1984 r. podjęły decyzje, aby panie zasiliły szeregi żaków w roku akademickim 1894/1895 na Wydziale Farmacji, szansę na otrzymanie indeksu zdobyły jedynie trzy przedstawicielki płci żeńskiej. Szczęśliwcami okazały się być Stanisława Dowgiałłówna Janina Kosmowska i Jadwiga Sikorska. Co ciekawe odmówiono Helenie Skłodowskiej, siostrze późniejszej noblistki.
Przełom w tej kwestii okazał się być kluczowy i z każdym rokiem liczba podań zwiększała się, a liczba studentek rosła doń proporcjonalnie, otwierając jednocześnie możliwość zdobywania wiedzy na kolejnych kierunkach. Nie oznaczało to jednak, że panie zaczęto przyjmować nader chętnie i od razu stworzono im warunki podobne do tych, które mieli mężczyźni. Na ten przykład należy wskazać, iż kobiety były zobligowano każdorazowo przed rozpoczęciem kolejnego semestru otrzymać aprobatę profesorów w zakresie możliwości dalszej edukacji. Znamienity obraz tej sytuacji rysuje wpis na podaniu Janiny Kosmowskiej, który zamieścił profesor zoologii Antoni Wierzejski: „Tylko po moim trupie będą panie chodziły na zoologię”.
O ile pierwsze studentki spotykały się nie tylko z niechęcią ze strony profesorów, jak również krakowskiej społeczności, o tyle mogły liczyć na pomoc kolegów, którzy życzliwie traktowali panie. Panowie mieli jednak tę przewagę, że byli znacznie lepiej przygotowani do studiów, gdyż program gimnazjów żeńskich był znacznie uboższy. Dopiero w 1986 r. pierwsza żeńska szkoła w Krakowie mogła poszczycić się takim samym zakresem nauczania, jak w przypadku szkół przeznaczonych dla chłopców. Jednak panie nie poddawały się. Starały się dorównać kolegom i sumiennie przykładały się do nauki przeznaczając na nią nawet okres wakacyjny, co zaczęło skutkować osiąganiem bardzo dobrych wyników. Determinacja, upór i pracowitość pozwoliły także z czasem złamać opór podchodzącego początkowo sceptycznie społeczeństwa.
Przez pierwsze trzy lata panował dla pań okres karencji i do studiowania dopuszczono jedynie kilkanaście kobiet. Zmieniło się to w 1897 r., kiedy Uniwersytet Jagielloński przyjął aż 100 niewiast. Słowa ówczesnego rektora ks. Władysława Karpińskiego wskazywały, że kobiety na dobre stały się częścią uczelni wyższej, albowiem tak je powitał: „Cieszę się bardzo, że mogę powitać Was, drogie Panie! Szczerze wam winszuję, że zdobyłyście w sobie cząstkę tego prawa, które już gdzie indziej rówieśnice wasze posiadały”.
Studia pozwoliły kobietom spełniać ambicje zawodowe. Panie chciały jednak jeszcze czegoś więcej. Chciały doskonalić się naukowo, dołączać do zespołów badawczych, a to znowu stanowiło opór znacznej części kadry naukowej. Dopiero 10 lat po otwarciu bram Uniwersytetu Jagiellońskiego dla pierwszych studentek umożliwiono pierwszej kobiecie na dołączenie do zespołu dydaktycznego, a w roku 1914 zaledwie 10 kobiet uczestniczyło w pracach zespołów.
Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

















