Franz Wittek: „diabeł”zabijał dla przyjemności, przeżył 11 zamachów!

Franz Wittek, bardziej znany jako „Diabeł” albo Szpicbródka, ze względu na charakterystycznie przyciętą brodę. Na kielecczyźnie był szefem statki konfidentów Gestapo. Jego sława sięgała daleko poza województwo świętokrzyskie. Tak naprawdę nie wiadomo kim był.

W czasie niemieckiej okupacji kapitanie odgrywał rolę polskiego patrioty, dopiero jak nie było już możliwości ukrycia prawdziwej tożsamości założył czarny mundur. Od kwietnia 1941 roku nosił przy sobie pistolet lub empi (pistolet maszynowy). Szukał pretekstu do wyciągnięcia broni. Strzelał z byle powodu, bo wiedział, że jest bezkarny. Gdy zabił Bolesława Nowińskiego, członka Związku Walki Zbrojnej został… szefem policji bezpieczeństwa w Kielcach. Tam, dzięki dobrej znajomości z oficerem SS Paulem Fuschem – od zwalczania polskiego podziemia na kielecczyźnie – otrzymał propozycję szkolenia nowych informatorów. Stworzył z nich własną siatkę gestapowskich agentów. Załatwiał im pracę w zakładach pracy, usługach i instytucjach na terenie kielecczyzny.

Wcielony diabeł w ludzkiej postaci zabijał dla przyjemności. Franz Wittek twierdził, że pochodzi z Chorwacji, ale nikomu nie udało się zweryfikować podanych przez niego informacji. Mieszkał w Polsce i Niemczech, mówił, że zwiedził już cały świat. Oprócz języka chorwackiego doskonale znał języki: niemiecki, polski i hiszpański. Był ujmujący, towarzyski, błyskotliwy i nie liczył się z pieniędzmi. Gdy czasowo pełnił obowiązki burmistrza w Słupii Nowej wykorzystywał funkcję do porachunków, objawiał wtedy jeszcze bardziej bandyckie skłonności. Podczas jego krótkiego urzędowania wzmogły się aresztowania i egzekucje na ludności cywilnej a mieszkańcy, niezależnie od stanu i wieku musieli patrzeć na wieszane ofiary. Lubił jeździć na pacyfikacje. Upajał się widokiem przerażonych kobiet i dzieci, które były spędzane na place przed egzekucją.

Przeżył 11 zamachów, zginął dopiero w 12, było to 15 czerwca 1944 roku. Zanim nasi żołnierze zlikwidowali „Diabła” wiele razy dochodziło do prób zabicia go zarówno przez partyzantów jak i przez miejscową ludność. Jego dom został podpalony, ale zrobiono to nieudolnie. Jeden z chłopów uderzył go siekierą w głowę, ale zbyt słabo. Wittek zabił wtedy zamachowca własną bronią. Próbowano go otruć, wypchnąć z wagonu kolejki wąskotorowej. Innym razem w czasie strzelaniny udał zabitego, w kolejnym zamachu jego żona osłoniła go własnym ciałem, a raz zdarzyło się, że z odległości 1 metra nie wypalił pistolet. W lipcu 1943 roku został postrzelony przez partyzantów z jednostki „Barabasza” aż 14 razy. Wydawało się, że akcja była udana, ale Wittek był tylko ranny w nogi i ręce, przeżył dzięki kamizelce kuloodpornej.

Wystraszył się na dobre po 11 zamachu, zamierzał wyjechać do Hiszpanii, stamtąd jak wielu Niemców do Argentyny. 17 czerwca 1944 roku był przygotowany do opuszczenia Polski. Armia Krajowa o tym wiedziała. Tym razem w akcji likwidacji gestapowca wzięli również udział cichociemni. Został zabity na ulicy, w pobliżu siedziby Gestapo. Jak czytamy w dokumentach AK Franz Wittek został zastrzelony z bliskiej odległości serią w brzuch i głowę. Wykonawcą był Zygmunt Firley ps. Kajtek i Kazimierz Smolak ps. Nurek.

Po zamachu rozpętała się walka z Niemcami. Straty były po obu stronach. Dzisiaj w Kielcach obok miejsca egzekucji umieszczono tablicę pamiątkową z nazwiskami żołnierzy, którzy brali udział w akcji, to Kazimierz Smolak, Zygmunt firlej, Jan Karaśś, Roman Kacperowicz, Jan Linkowski i Józef Skonecki.

Źródło: Maria Michalczyk ”DIABEŁ PIĄTEJ KOLUMNY”; asnews.pl;

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj