Niemcy w Kotlinie Kłodzkiej testowali „wunder wave”. Więzniowie mieli objawy choroby popromiennej

Gdy niemiecka armia przegrywała wojnę, naukowcy i inżynierowie niemal ukończyli prace nad nowoczesną bronią. Pomimo zaawansowanej wojskowej technologii nie zdołali zniszczyć napierające na Berlin sojusznicze armie.

W 1945 roku, tuż przed zakończeniem II wojny światowej Niemcy mieli m.in. broń laserową, ale nie zdołali jej użyć w sposób, który przesądziłby o losach wojny. Potrafili wykorzystać energię pól grawitacyjnych, energię atomową i nuklearną.
Pierwsze osoby po Hitlerze, które miały wpływ na podejmowane decyzje przez wodza III Rzeszy uznały, że w obliczu niepewnego końca wojny, większość niemieckich laboratoriów i baz naukowych na terenie Dolnego Śląska zostanie zniszczona, bądź ukryta ale tylko najbardziej tajne dokumenty, prototypy maszyn i urządzeń wraz z architektami i projektantami zostały przeniesione na Antarktydę, do nowo zbudowanej bazy w rejonie Nowej Szwabii. U-Booty przetransportowały tam wszystko, co zostało im przekazane a ostatnie transporty zawierały rtęć. Dziennik pokładowy z rejestrem ładunków zaginął, podobnie jak kapitan podwodnego transportowca. Amerykańskie media rozpisywały się nad tajemniczą bronią, która wiązką światła przecina każdą materię. Zastanawiano się gdzie trafiła ciężka woda, tlenek uranu u-235, i czy na pewno do Nowej Szwabii przypłynęli naukowcy i inżynierowie, którzy mieli tam kontynuować „przełomowe projekty”. Operacja wprawdzie była ściśle tajna, ale dużo szczegółów wyciekło do amerykańskiej opinii publicznej.

O nowoczesnej technologii, którą Niemcy posiadali ale nie zdążyli udoskonalić jest tyleż mitów co faktów.

Pierwsze tajne bazy i laboratoria były budowane m.in. na terenie Dolnego Śląska. Niemcy stawiali tam nowoczesne kompleksy militarne, w których były także zbrojeniowe zakłady produkcyjne szczególnego znaczenia. Naturalne ukształtowanie, a przede wszystkim skały i zalesienie sprzyjały tajnym operacjom, poza tym każdy naziemny obiekt był łatwy do ukrycia. Do budowy wykorzystywano więźniów z pobliskich obozów koncentracyjnych. Rotacja była duża. Praca wyniszczająca, racje żywnościowe głodowe, nadto niektórzy robotnicy mieli poparzenia, wykazywali też cechy choroby popromiennej. Nieliczni świadkowie mówią o eksperymentach na więźniach, wiązkach laserowych, broni V1 i V2 czy dyskach latających wokół własnej osi. Mieszkańcy okolicznych wiosek, mimo ryzyka przedostawali się w pobliże sztolni, lądowisk, ramp i oglądali pierwsze testy maszyn i urządzeń o napędzie antygrawitacyjnym, startujące pionowo, albo wiązki silnego światła, które przecinały drzewa, cegły, metal i ludzkie ciało. Do dzisiaj, niektóre miejsca w Kotlinie Kłodzkiej albo kompleksie Riese wykazują nienaturalnie wysoki poziom aktywności radiacyjnej.

Wkrótce minie osiem dekad od zakończenia II wojny światowej, ale ciągle nie wiemy dlaczego Niemcy drążyli tunele w skałach i maskowali je w przemyślny sposób. Ani co tam jest ukryte i z jakiego powodu w niektórych miejscach występuje zagrożenie napromieniowaniem. I dlaczego z grup poszukiwawczych znikają pojedyncze osoby. Inne z kolei zachowują milczenie, mimo wcześniejszego zaangażowania.

Do dzisiaj nie przeprowadzono eksploracji naukowo-poszukiwawczej z udziałem ekspertów. Jedynie prywatni poszukiwacze prowadzą własne badania i potwierdzają niektóre treści.

źródło: warhist.pl; ciekawostkihistoryczne.pl

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj