Według tradycji to Święta Barbara strzeże górników w ich niebezpiecznej pracy. Z tej samej tradycji wynika też zasada, że strzeżonego Pan Bóg strzeże. Z tym górniczym strzeżeniem nie jest jednak najlepiej. Ostatnim tego przykładem jest zbiorowy wypadek, jaki miał miejsce we wtorek 14 maja w kopani węgla kamiennego Mysłowice – Wesoła, w którym zginęło 3 górników. To, że praca górnika dołowego w polskich kopalniach węgla kamiennego jest niebezpieczna, jest czymś oczywistym. Nie znaczy to wcale, że pracujący tam ludzie mają ginąć, tylko dlatego, że wybrali feralny zawód. Za bezpieczeństwo w kopalniach odpowiada ich zawodowo przygotowane kierownictwo, które jednoosobowo sprawuje kierownik ruchu zakładu górniczego (KRZ). Stanowisko to może on uzyskać tylko po odpowiednim sprawdzeniu jego umiejętności przez urzędników Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach (WUG) lub jego filii terenowych Okręgowych Urzędów Górniczych (OUG). Te z kolei na swoim terenie administracyjnym na co dzień kontrolują zakłady górnicze w zakresie przestrzegania zasad bezpieczeństwa pracy i związanych z tym odpowiednich przepisów prawa.
Ministerialna nomenklatura
Rzecz w tym, że w kluczowych zakładach górniczych stanowiska te na ogół znajdują się w nomenklaturze odpowiedniego ministra, który jednocześnie nadzoruje tenże WUG. Układ ten stwarza odwrotne sprzężenie zwrotne, które polega na tym, że niezależnie od skali przestępczej działalności ludzi ministra, inspektorzy tego urzędu nie są w stanie skutecznie ich oskarżyć. Na ogół dotyczy to też najbliższych współpracowników tychże górniczych szefów. Kogo zatem WUG i OUG oskarża za najcięższe wypadki? Ano tych, którzy w górniczej hierarchii zajmują co najwyżej średnie i najniższe stanowiska. Ci zaś, jak wiadomo wykonują tylko polecenia swoich przełożonych, którzy faktycznie są poza prawną odpowiedzialnością. Skutki tego rodzaju kontroli bezpieczeństwa pracy w polskim górnictwie węglowym są tragiczne.
Gorzej niż w Chinach
Powszechnie potępia się poważne zaniedbania bezpieczeństwa pracy w chińskich kopalniach, gdzie w 2022 roku zginęło 245 górników. Chiński nadzór górniczy za wypadki – odwrotnie niż w Polsce – oskarża prezesów i dyrektorów kopalń, którzy zwykle natychmiast są aresztowani na czas związanego z tym śledztwa, a na końcu dopiero rozpatrywane są zaniedbania niższych szczebli. Przeliczając jednak ilość wypadków śmiertelnych w górnictwie węglowym na wydobyte tony, okazuje się, że nasze górnictwo jest jeszcze bardziej niebezpieczne aniżeli jego chiński odpowiednik. W minionym roku w polskim górnictwie węglowym zginęło 15 osób, co przeliczając na wydobycie daje wskaźnik 0,3 wypadków śmiertelnych na milion ton. Okazuje się, że ten sam wskaźnik dla chińskiego górnictwa jest blisko pięć razy mniejszy! Jednak nad bezpieczeństwem w chińskich kopalniach wszyscy załamują ręce, natomiast kilkakrotnie gorszy stan bezpieczeństwa naszego górnictwa jest pomijany milczeniem.
Stracona szansa
To wszystko od dawna znane jest kadrze górniczej, analitykom i politykom zajmującym się tym resortem. Dlaczego dopiero teraz o tym się mówi? Ano dlatego, że dotychczas nie było woli politycznej dla uzdrowienia tego chorego systemu. Wraz z nastaniem nowego rządu, była szansa dokonania sensownych zmian, z której można było skorzystać. W minionym roku, na spotkaniu z okazji zbliżającej się Barbórki WUG wystąpił z postulatem przywrócenia swojej podległości premierowi, co przedstawił w odpowiednim dokumencie. Zasadność tej propozycji jest oczywista, ponieważ WUG, nie może skutecznie kontrolować górnictwa, jeżeli podlega ministrowi zarządzającemu tym górnictwem. To prosta sprawa, spróbuj kontrolować swojego szefa! Na razie trwa śmiertelna cisza na temat tej propozycji, a górnicy jak ginęli, tak giną dalej.
Postulat niezależności WUG
Tylko niezależność WUG może zapewnić sensowną kontrolę górnictwa. Inna wersja jest jeszcze taka, że może on podlegać Sejmowi RP, tak jak Narodowy Bank Polski lub NIK i wtedy dopiero będzie on dysponował niezależnością od struktur rządowych, które ma przecież w górnictwie kontrolować. Szanse na realizację tego postulatu ocenić można sceptycznie, gdyż zainteresowani utrzymaniem dotychczasowego stanu braku odpowiedzialności za wypadki górnicze mają też mocną pozycję w koalicji tworzącej obecny rząd. Jednak chwila jest stosowna i najwyższa do tego rodzaju decyzji, wyrwania się WUG z duszącej go struktury administracyjnej.
Zabawa w złodziei i policjantów
Doświadczenie krajów zachodnich wskazuje na to, że niezależność instytucji kontrolujących, jakkolwiek jest niezbędna, nie rozwiązuje problemu bezpieczeństwa w kopalniach. Nie wystarczające jest też werbalne i gołosłowne zaangażowanie w tej materii kierownictwa resortu, i to na najwyższych szczeblach, co obecnie ma miejsce. Powoduje to, że jakkolwiek szczegółowa kontrola, jest iluzoryczna. Inspektorzy wydają zarządzenia, wymierzają surowe kary możliwie najniższemu dozorowi górniczemu. Nie mogą oni być jednak bez przerwy na terenie kopalni, wszak to są też ludzie, mają swoje rodziny i godziny pracy. Po zakończonej inspekcji opuszczają kopalnię. Kiedy są już za jej bramą, wszystko co nakazali jest natychmiast anulowane, a sytuacja wraca do poprzedniego stanu. Dzieje się to ze względu na ułatwienia w pracy kopalni, gdzie priorytetem jest wykonanie planu, a bezpieczeństwo załogi jest czymś drugorzędnym. Nałożone przez inspektorów kary praktycznie nikt nie płaci, bo kopalnie ustanawiają specjalny fundusz, z którego obwinionym wypłaca się rekompensaty.
Fikcja i zachodni system bezpieczeństwa
Zachodni system bezpieczeństwa pracy w górnictwie jest całkiem odmienny od obecnie panującej tej materii tradycji PRL, gdzie istotna była fikcja, polegająca na ilościowej statystyce kontroli inspektorów WUG i OUG wyrażającej się w wydanych zarządzeniach i nałożonych mandatach. Rekordziści dostawali nagrody, awanse i wyróżnienia, a ilość najtragiczniejszych wydarzeń była całkowicie od tego niezależna. I tak to z niewielkimi zmianami zostało po dzień dzisiejszy. Natomiast zachodni system kontroli w górnictwie polega na powiązaniu skali ubezpieczenia górników i kopalń od ilości wypadków. Inspektor tamtejszego urzędu nie kontroluje kopalni non stop, jak ma to miejsce u nas. Przyjeżdża raz do roku i sprawdza ilość wypadków. Jeżeli jest ich więcej niż poprzednio podnosi skalę ubezpieczenia, która liczona jest w milionach USD, co powoduje. że wszelkie premie i wynagrodzenia kadry górniczej i całej załogi są obniżane. Dlatego tam nie potrzeba, aby o bezpieczeństwo dbali tylko inspektorzy urzędów górniczych, tam każdy górnik jest tym żywotnie zainteresowany, bo od tego zależy zarówno jego życie, jak i skala zarobków. I ustanowienia tego systemu trzeba życzyć Wyższemu Urzędowi Górniczemu w Katowicach oraz wszystkim górnikom pracującym w kopalniach na terenie całego kraju.
autor: Adam Maksymowicz
















