Kity i mity o „złotym pociągu” i innych tajemnicach III Rzeszy

zloty-pociag-mucholapka.jpg

**Specjaliści z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie nie potwierdzili istnienia „pociągu pancernego”. Od wojny krążyły legendy o składzie, skarbach Rzeszy i tajnej broni Hitlera – To wszystko ściema – obala mity ekspert archeologii przemysłowej.**

Naukowcy nie wykryli dużego metalowego obiektu w tunelu na słynnym 65. kilometrze linii kolejowej Wrocław – Wałbrzych. Według odkrywców Piotra Kopera i Andreasa Richtera skład ma ponad 90 metrów długości. Teren przez kilka dni przeszukiwali saperzy z Centrum Szkolenia Wojsk Inżynieryjnych i Chemicznych we Wrocławiu. Dr Adam Szynkiewicz, geolog z Uniwersytetu Wrocławskiego potwierdza istnienie tunelu, jednak urządzenia nie wykryły pancernego składu. 

  -I nie wykryją, bo żadnego pociągu nie ma. Gdyby istniał, już dawno zostałby odnaleziony. Podobne historie krążą o bursztynowej komnacie w zamku Książ czy lądowiskiem talerzy latających w dawnym kompleksie wojskowym w Ludwikowicach Kłodzkich – tłumaczy Bernard Stankiewicz, eksplorator i ekspert od archeologii przemysłowej z Kłodzka.
 
W ciągu roku ogromnie wzrosło zainteresowanie historią i tajemnicami Rzeszy na Dolnym Śląsku. O kompleksie „Riese” powstały kolejne odcinki „Sensacji XX wieku” Bogusława Wołoszańskiego i różne paradokumenty historyczne. W księgarniach pojawiły się książki opowiadające o tajnej broni Hitlera i pracach Niemiec nad bombą atomową. Według niektórych badaczy słynna muchołapka w Ludwikowicach Kłodzkich to lądowisko UFO. Identyczne konstrukcje znajdują się jeszcze w wielu przedwojennych zakładach zbrojeniowych w Polsce np. w Pionkach (dawny Pronit – ERG), w DAG Fabrik Bromberg w Bydgoszczy (obecnie Nitrochem) czy zakładach chemicznych w Chorzowie. Co na to specjaliści? 

 W Pionkach podobne betonowe konstrukcje były szkieletem dla potężnych zbiorników – kadzi wykonanych z deszczułek modrzewiowych, w których prowadzono proces nitrowania oraz stabilizacji nitrocelulozy – tłumaczy Marek Majewski, technolog materiałów wybuchowych i specjalista BHP w Zakładach Produkcji Specjalnej w Pionkach.

Z nitrocelulozy produkuje się różne rodzaje prochu. Zdaniem Bernarda Stankiewicza celem „fałszowania” historii jest zysk, czyli przyciągnięcie turystów i media. Często robią to kustosze muzeów i przewodnicy, którzy nie mają pojęcia o produkcji zbrojeniowej. Opowiadają ludziom niestworzone historie o kompleksie atomowym w Walimiu czy zakopanej bursztynowej komnacie. 

 -To mity i przypuszczenia. Nie słyszałem, aby w kompleksie Riese (Walim, Książ, Osówka, Soboń i Moszna) znaleziono jakiekolwiek urządzenie do produkcji trotylu, reaktory płaszczowe czy bębny z nitrocelulozą, która jest podstawowym wojennym produktem strategicznym. Są tam tylko sztolnie i nic więcej – uważa Stankiewicz.

Według świadków, pracujących w sztolniach, amunicję produkowano w Ludwikowicach Kłodzkich, gdzie istniał kompleks Dynamit Nobel AG. Wątpią w to jednak chemicy, którzy twierdzą, że produkcja środków wybuchowych w tak fatalnych warunkach byłaby niemożliwa.

 -Przy produkcji niebezpiecznych materiałów trzeba zachować czystość. Pomieszczenia muszą być wentylowane. Gdzie w kopalni metanowej podgrzewano kocioł z trotylem lub kwasem pikrynowym do napełniania skorup pocisków? Co z trującymi kwasami denitracyjnymi? – pyta Rafał Smardzewski, dawny technolog z bydgoskiego „Zachemu”, w którym produkowano trotyl.

Wiadomo, że kompleks Riese budowali jeńcy. Do dziś nie wiadomo, do czego konkretnie służyły podziemia. Nie znaleziono tam żadnych specjalistycznych urządzeń oprócz rur, haków i rysunków więźniów na skałach. Sporą część chodników udostępniono turystom.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ