Prezes IPN: W Polsce skazano więcej oprawców zbrodni komunistycznych niż we wszystkich krajach bloku wschodniego razem wziętych

kaminski (1).JPG

**-Największą naszą porażką jest fakt, że po 15 latach naszego funkcjonowania i ciągłego głoszenia prawdy, nadal prawie połowa Polaków uważa, że gen. Jaruzelski wprowadzając stan wojenny miał rację. Poza tym naszą klęską jest także pogrzeb Jaruzelskiego na Powązkach – uważa dr Łukasz Kamiński, prezes Instytutu Pamięci Narodowej.**

Podczas konferencji z okazji 15-lecia IPN, we wrocławskim ratuszu prelegenci debatowali nad dotychczasowym dorobkiem instytucji, nad jej sukcesami i porażkami. Nie ucieka od nich sam prezes Instytutu, który najpierw podjął temat rozliczeń oprawców komunistycznych wykonywanych przez pion śledczy.

>-Myślę, że jeśli chodzi o pion śledczy, zapewne wszyscy, także my, pracownicy IPN-u, spodziewaliśmy się, że uda nam się zrobić więcej. Oczekiwania społeczne były bardzo duże i ich na pewno nie udało się zaspokoić. Nie jest jednak tak, że nic nie zrobiono. Zrobiono wielokrotnie więcej niż w latach 90. Gdy przyjrzymy się liczbom, to Polskę możemy porównać tylko z jednym krajem, gdzie są podobne efekty działalności ścigania przestępstw popełnionych w czasach komunistycznych. To są Niemcy. Zdołali oni postawić przed sądem nieco więcej sprawców niż to było w Polsce – mówił dr Łukasz Kamiński

Zwrócił również uwagę na kilka błędów, które popełnił IPN. Chodzi m.in. o to, że być może za późno wprowadzono pewne mechanizmy prawne – chociażby pojęcie zbrodni przeciwko ludzkości, co szerzej stosuje się dopiero od kilku lat.

>-Weźmy to pod uwagę, że gdy nie wliczymy Niemiec, to w Polsce skazano więcej oprawców zbrodni komunistycznych niż we wszystkich krajach bloku wschodniego razem wziętych. Są takie kraje jak Rumunia, gdzie poza krótkim okresem rozliczeń rewolucyjnych w 1989 roku, pierwszy wyrok zapadł w tym roku, sprawców postawiono przed sądem 1,5 roku temu. My chcemy, żeby poczucie sprawiedliwości było większe. Mam wrażenie, że powstanie Instytutu Pamięci Narodowej uniemożliwiło np. grę teczkami. Przeszłość wielu osób mogła zostać wyjaśniona, ponieważ materiały zostały wyjęte spod kontroli służb specjalnych czyli polityków – wyjaśniał Kamiński.

Za oficjalną klęskę Instytutu Pamięci Narodowej dr Łukasz Kamiński uważa takie sytuacje jak pogrzeb na Powązkach gen. Jaruzelskiego czy PRL-owskiego wicepremiera Stanisława Kociołka, ale dodaje, że nie może to też przekreślać dokonań Instytutu. Dzięki IPN wzrósł bowiem stan świadomości w społeczeństwie, czym był komunizm. Aktywnie przywracana jest także pamięć o II wojnie światowej. 

A największy sukces po 15 latach?

>-Największym sukcesem Instytutu jest samo przetrwanie. Porównujemy instytucje podobne w innych państwach i żadna z nich nie przetrwała więcej niż kilka lat bez głębokich ingerencji politycznych i osłabiania swojej pozycji. My nie tylko przetrwaliśmy, ale także wzmocniliśmy się. Największa porażka to fakt, że po 15 latach naszego funkcjonowania i ciągłego głoszenia prawdy, nadal prawie połowa Polaków uważa, że gen. Jaruzelski wprowadzając stan wojenny miał rację. Świadomość historyczna o tych wydarzeniach z 1981 roku jest naprawdę kiepska – przyznaje prezes Instytutu Pamięci Narodowej.

Uważa on także, że pełnienie roli służebnej wobec narodu i państwa nie jest niczym złym i to mu w ogóle nie przeszkadza. Taką rolę IPN ma zamiar pełnić nadal. Oczywiście nie jest w stanie, w tak wielkim stopniu jak szkoła czy kultura, wpływać na ludzi i budować wiedzę historyczną. 

>-Ale mamy swoją, jasno określoną rolę i myślę, że mimo to możemy wiele dobre zdziałać – dodaje Kamiński.

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ