Niemiecki “Tagesspiegel” nadaje ws. filmu “Smoleńsk”: “Żałoba Jarosława Kaczyńskiego stała się przedziwną racją stanu”

film445.jpg

Niemiecki dziennik „Der Tagesspiegel”, cytowany przez portal „Deutsche Welle” opisuje perypetie polskiej ambasady bezskutecznie próbującej znaleźć kino na galowy pokaz „Smoleńska” w Berlinie. Gazecie jest przy tym trudno ukryć satysfakcję, że żadne kino w niemieckiej stolicy nie jest gotowe pokazać „pierwszy film propagandowy konserwatywnego rządu PiS”.

Prawdopodobnie nowy polski ambasador Andrzej Przyłębski wyobrażał sobie wieczór galowy w Berlinie jak imprezę w warszawskim Teatrze Wielkim we wrześniu – z przyjaznymi rządowi honorowymi gośćmi ze świata polityki i kultury i falangą gorliwych i ideologicznie niezawodnych dziennikarzy

—zastanawia się gazeta.

Ale z tego wszystkiego będą nici

—pisze berliński dziennik dalej, wyjaśniając, że najpierw przed tygodniem kino Delphi wycofało się ze zgody na pokazanie filmu, a po kilku dniach odmówiło także kino Cubix, ogłoszone już alternatywną lokacją.

Jakoś wygląda na to, że film ten nie może znaleźć żadnego innego kina, pomimo, że w mieście przecież kin nie brakuje

——zaznacza gazeta. Dalej „Tagesspiegel” donosi, że faktycznie wszyscy wiedzą, że nie chodzi o bezpieczeństwo pokazu, tylko o kontrowersyjny film, który „wbrew wszelkim faktom, bez jakichkolwiek osłonek obrazuje tezę polskiego rządu, że samolot prezydencki stał się celem zamachu sterowanego przez Władimira Putina”.

Wyjaśniając niemieckiemu czytelnikowi tło powstania „Smoleńska”, gazeta pisze:

Żałoba obecnego szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego z powodu śmierci jego brata stała się tymczasem jakąś przedziwną racją stanu

I wyjaśnia, że mass media, a teraz także i kino, wbijają Polakom do głowy, że katastrofy nie spowodowała – jak udowodniono – lekkomyślność władczych pasażerów prezydenckiego samolotu.

To, że niemieccy operatorzy kin jako gospodarze odmawiają organizacji takich koszmarnych, galowych przedstawień jest zrozumiałe

—czytamy na łamach „Tagesspiegel”. Gazeta w rozmowie z dyrekcją sieci kin Cinemaxx i CineStar dowiedziała się, że żadne z ich kin w Niemczech nie pokaże tego filmu. Także reprezentacyjne stołeczne kina, takie jak Urania, absolutnie wykluczyły „kiedykolwiek” projekcję „Smoleńska”.

Ale polska ambasada nie popuszcza. Zapowiada nową próbę za kilka tygodni i, biorąc pod uwagę wysuwane zastrzeżenia kin w kwestiach bezpieczeństwa, chce – wobec powagi otrzymanych sygnałów – „wdrożyć odpowiednie kroki” – jak napisano w zagadkowym, piątkowym oświadczeniu.

Może to oznaczać przede wszystkim żądanie zmasowanej obecności policji, jeżeli na premierze miałoby się pojawić nie tylko kilkuset zaproszonych gości, ale i demonstranci. Taka marsowa strategia obrony pasowałaby do wizerunku, na jaki już sobie zapracował nowy ambasador, który jako profesor filozofii jest nowicjuszem w tej branży

— ocenia dziennik i dodaje, że „cała awantura o „Smoleńsk” w Berlinie, uważnie obserwowana przez polskie mass media, stała się prawdziwą kompromitacją dla polskiego ambasadora, a wobec programatyczno-propagandowego tematu także dla obecnej polskiej władzy”.

Za prorocze i mądre należy uznać stwierdzenie Pawła Potoroczyna, który niedawno bez uzasadnienia został zwolniony ze stanowiska dyrektora Instytutu Adama Mickiewicza. Napisał on w pożegnalnej notce na Facebooku: „Obawiam się, że każdy kto wjedzie na międzynarodową scenę rydwanem ideologicznego odwetu zastanie zamknięte drzwi”

—czytamy w „Tagesspiegel”.

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube.pl

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ