Główny Konserwator Przyrody: Wiele wycinek drzew, które teraz mają miejsce, nie ma nic wspólnego z ustawą

drzewko.png

Wiele zdjęć, które pojawiają się w internecie, ilustruje wycinki z terenów stricte leśnych, co nie ma nic wspólnego z ustawą, albo są to drzewa położone na terenach miejskich czy innych własności np. spółdzielni mieszkaniowych, na wycięcie których były decyzje

—mówi portalowi wPolityce.pl minister Andrzej Szweda-Lewandowski, Główny Konserwator Przyrody.

wPolityce.pl: Opozycja łączy wszystkie przypadki wycinki drzew w miastach z ustawą PiS. Czy są w niej jakieś luki, które mogą być wykorzystywane do pewnych nadużyć?

Andrzej Szweda-Lewandowski: Ustawa pozwala na wycięcie drzewa na terenie prywatnym bez zezwolenia na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Jeżeli na dany grunt, nawet prywatny, wydana jest „wuzetka”, która mówi, że może tam powstać supermarket czy apartamentowiec, którego mieszkania będą później sprzedawane, właściciel prywatny nie może tych drzew wycinać bez decyzji. W takim przypadku moim zdaniem cel usunięcia drzew jest związany z późniejszym prowadzeniem działalności gospodarczej. Przeprowadzenie postępowania kontrolnego leży w gestii gminy.

Tylko, że jeżdżąc po Polsce widać, że tych wycinek jest znacznie więcej niż w poprzednich latach. Dlaczego?

Tutaj nałożyły się pewne sprawy, a mianowicie wejście w życie ustawy, która dopuszcza usunięcie drzewa na terenie prywatnym bez zezwolenia z okresem, w którym w miastach usuwa się drzewa. Wiele drzew w Warszawie jest w tej chwili usuwanych na podstawie decyzji, które zostały wydane już w zeszłym roku. A dzieje się to dlatego w  tym sezonie (styczeń – luty) ponieważ gminy uruchomiły na początku stycznia przetargi na wykonanie tych czynności. W większości decyzji wycinka musi być wykonana przed rozpoczęciem się okresu lęgowego ptaków. Stąd ta kumulacja wycinek.

W internecie krąży zdjęcie wyciętego drzewa w Parku Szczęśliwickim jako przykład „lex Szyszko”. Prawda jest taka, że wycinka była tam w czerwcu 2016 r., więc jeszcze przed wejściem w życie ustawy Prawa i Sprawiedliwości.

Widzi Pan, jakie to są manipulacje? Jeżeli to jest prawda, że to był Park Szczęśliwicki i drzewo faktycznie zostało ścięte, to jest on własnością gminy i na to drzewo musiała być wydana decyzja. Poza tym wiele zdjęć, które pojawia się w internecie, ilustruje wycinki z terenów stricte leśnych, co nie ma nic wspólnego z ustawą, albo są to drzewa położone na terenach miejskich czy innych własności np. spółdzielni mieszkaniowych, na wycięcie których były decyzje.

A jeśli mamy sytuację, jak przed Urzędem Dzielnicy Śródmieście, gdzie działkę także ogołocono z drzew?

Jeżeli było zapotrzebowanie społeczne, żeby ten teren pozostał terenem zieleni, to w momencie kiedy były jakieś roszczenia do tego gruntu miasto nie powinno oddawać go właścicielowi czy jego potomkom, tylko ten grunt wykupić. Artykuł 78 ustawy o ochronie przyrody mówi jasno, że gmina jest obowiązana zakładać tereny zieleni i je  utrzymywać we właściwym stanie. Więc jeżeli tutaj było takie zapotrzebowanie społeczne, to dlaczego to nie zostało wykupione?

Mamy tutaj do czynienia z niedopełnieniem obowiązków przez urzędników ratusza? Brakiem chęci. Nie złamano prawa sensu stricte, ale jeżeli obowiązkiem gminy jest zakładanie terenów zieleni, to jakieś czynności trzeba w tym kierunku wykonywać. Moim zdaniem w pierwszej kolejności właśnie przez wykup gruntów, które już są pokryte zielenią. Kolejny przykład, to działka w Parku Morskie Oko w Warszawie. Najpierw odzyskano kilkanaście arów działki położonej w parku, następnie uzyskano pozwolenie na budowę apartamentowca i wycięto drzewostan. Dlaczego ten teren nie został wykupiony przez miasto?

Takich przypadków jest więcej?

Tak. Jeżeli chodzi o skwery na samym Mokotowie, to jest ich kilka, gdzie odzyskiwano działki zazielenione, które były integralną częścią funkcjonującego od lat terenu zieleni. To się także tyczy skarpy warszawskiej, swojego czasu zdjęto z niej ochronność. Skarpa była cała zielona i obowiązywał tam zakaz zabudowy, dziś widać jak postępuje tam zabudowa. Należy również zwrócić uwagę, że przez ostatnie kilkanaście lat pozbawiono zieleni i zabudowano większość klinów napowietrzających w Warszawie. To  wszystko są naczynia połączone.

W Łebie na prywatnej działce wycięto 4 hektary drzew, sprawa trafiła jednak do prokuratury.

Jeśli chodzi o Łebę, to widziałem w telewizji program, w którym burmistrz mówił o tym, że wycięto las. Jeżeli rzeczywiście to był las i wpisane było „ls” w ewidencji gruntów, to właściciel tej nieruchomości nie miał prawa wyciąć tych drzew. Ta ustawa nie tyczy się terenów leśnych. Gminy powinny takie wycinki kontrolować. Tym bardziej, że w momencie, kiedy wycinka odbywa się na gruncie prywatnym, na który wydane są już warunki zabudowy na dom wielorodzinny w celu sprzedaży mieszkań, to  ten właściciel chcąc nie chcąc usuwa te drzewa w celu wykonania jakiejś działalności gospodarczej. Trudno bowiem przypuszczać, że robi to w innym celu, gdy – powtarzam – na grunt wydana jest już „wuzetka”, lub prawomocne pozwolenie na budowę zezwalające na wybudowanie budynku, którego funkcja będzie związana z prowadzeniem działalności gospodarczej.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ