Niemcy chcą deportować 13 tys. Afgańczyków. Ci masowo udają talibów, by móc zostać. „Może to sparaliżować wymiar sprawiedliwości”

imigranci.png

Federalny Urząd do Spraw Migracji i Uchodźców (BAMF) poinformował władze bezpieczeństwa o stale rosnącej liczbie uchodźców z Afganistanu, którzy podczas postępowania azylowego składają oświadczenie, że utrzymywali kontakty z talibami, a nawet walczyli w ich szeregach. Liczba takich samooskarżeń idzie w tysiące – twierdzi „Spiegel ONLINE”.

Dzieje się tak, ponieważ Afgańczycy mają małe szanse na azyl w Niemczech. W Afganistanie nie toczą się działania wojenne, są oni więc uważani za gospodarczych imigrantów. W ubiegłym tygodniu niemiecki rząd ogłosił, że zamierza deportować 13 tys. Afgańczyków, z których tylko niewielka część jest tolerowana na terytorium kraju.

Stąd gotowość wśród nich do przyznania się do kontaktów z talibami. Prokuratura generalna wszczęła już postępowanie w ponad 70 takich przypadkach. Sześciu domniemanych talibów przebywa obecnie w areszcie śledczym. Jednym z nich jest Wajid S. 29-letni „uchodźca” twierdził w czasie procedury azylowej, że zradykalizował się w Afganistanie po śmierci ojca, następnie przyłączył się do wujka, dowódcy talibów, i uczestniczył m.in. w zamachu na policjantów w Kabulu.

Jak opisuje dziennik „Die Welt” Wajid S. szybko jednak zmienił wersję wydarzeń, gdy stanął przed berlińskim sądem oskarżony o przynależność do organizacji terrorystycznej.

Nigdy się nie zradykalizowałem, nie walczyłem w świętej wojnie, nie byłem członkiem talibów

—mówił Afgańczyk i przyznał, że „wszytko wymyślił, by móc zostać w Niemczech”. Tak mieli mu doradzić przemytnicy, którzy nazwali tę metodę „trickiem talibskim”.

Spiegel ONLINE mówi o kilku tysiącach talibów przybyłych do Niemiec od 2015 roku, w którym kryzys migracyjny osiągnął swoje apogeum. Dosłownie napisał o „liczbie wyrażającej się średnią liczbą czterocyfrową”.

Klika tysięcy osób mających za sobą doświadczenia w krwawych walkach w Afganistanie to, w najgorszym razie, cała armia potencjalnych terrorystów, ukazujących zagrożenie terroryzmem w Niemczech w nowym świetle.

Stawienie czoła temu wyzwaniu zmusza niemiecką prokuraturę generalną, władze bezpieczeństwa i tajne służby do maksymalnej mobilizacji. Tymczasem prokurator generalny Peter Frank już w styczniu tego roku wystosował do ministrów sprawiedliwości krajów związkowych RFN pilny okólnik, w którym otwarcie napisał o osiągnięciu przez podległych mu funkcjonariuszy granicy wydolności.

To stawia wymiar sprawiedliwości przed ogromnym wyzwaniem – odróżnić fałszywych terrorystów od prawdziwych

—pisze „Die Welt”. Perspektywa podjęcia tysięcy nowych postępowań ws. osób przyznających się kontaktów z talibami, w połączeniu z prowadzonymi już śledztwami domniemanych bojowników tzw. Państwa Islamskiego może sparaliżować niemiecki wymiar sprawiedliwości.

Oragnizacje broniące praw uchodźców w Niemczech, jak „Pro Asyl” oprotestowują każdy samolot opuszcający lotniska w Berlinie, Hamburgu czy Monachium z deportowanymi Afgańczykami na pokładzie.Obecnie w Nimeczech żyje ok. 255 tys. Afgańczyków. Tylko 6 proc. z nich ma prawo pobytu.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ