Dlaczego rolnicy i hodowcy nie wykupują polis?

pixabay.com

Kto, po zmianie ustawy, w sprawie ochrony zdrowia zwierząt oraz zwalczania chorób zakaźnych, tak naprawdę zarządza gospodarstwem hodowlanym, właściciel czy powiatowy weterynarz?

Teraz rolnicy-plantatorzy i hodowcy zwierząt, zanim zawrą umowę z jakilmkolwiek ubezpieczycielem, powinni wiedzieć o klauzuli natychmiastowej wykonalności. Jeśli powiatowy weterynarz uzna za stosowne, kontrolowany gospodarz pola czy hodowca, nie będzie miał wpływu na profil i wielkość swojej produkcji.

Plantatorzy i hodowcy mogą ubezpieczać gospodarstwa ale zniechęca ich tzw. wkład własny w przypadku szkody. Bowiem, im niższa klasa ziemi, tym wyższe składki. Podobnie jest przy ubezpieczeniach zwierząt gospodarskich i drobiu. Hodowcy, nawet jeśli wzorowo prowadzą swoje gospodarstwa nie będą objęci pełną ochroną w razie zdarzeń losowych.

W Polsce każda firma ubezpieczająca zapewnia sobie wiele wyłączeń odpowiedzialności. Pakiety, przygotowane są w taki sposób, że plantatorzy i hodowcy nie otrzymają odszkodowania w wypadku “szkody powstałej wskutek chorób zakaźnych objętych przepisami o zwalczaniu zakaźnych chorób zwierzęcych,  za które nie przyznano ubezpieczającemu pomocy ze środków przeznaczonych na zwalczenie tych chorób” – tj. cytat, który powtarza się u wielu ubezpieczycieli i znajduje się na pierwszym miejscu.

Każdy ma prawo negocjować warunki OWU (ogólne warunki ubezpieczenia) ale tylko teoretycznie. Rolnicy skarżą się, że firmy nie chcą z nimi rozmawiać indywidualnie, zatem nie ma się co dziwić, że ubezpieczeń jest tak mało.

Intencje prawdopodobne były dobre ale wylano dziecko z kąpielą, uważa Jerzy Kałużyński, hodowca drobiu w podwrocławskich Zębicach

Nie dość, że Inspekcja Weterynaryjna będzie mogła ingerować w moją działalność, to jeszcze w razie zarazy wszystko stracę. Jak urzędnik w fartuchu każe, to ja muszę zastosować się do wszelkich wymogów tzw. bioasekuracji i jeszcze pokryć koszty utylizacji, jeśli dotrze do mnie jakaś zaraza.

Ubezpieczenia są zbyt wysokie i raczej zniechęcają właścicieli gospodarstw przez tzw. wkład własny w przypadku szkody. Im niższa klasa ziemi, tym wyższe składki, jeśli do tego doda się pakiety, które tylko teoretycznie można negocjować, nie dziwmy się, że ubezpieczeń jest mało.

Rozżalenie gospodarzy rozumieją weterynarze, tłumaczą jednak, że “Ustawa z dnia 20 lipca 2017 r. o zmianie ustawy o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt” zapewnia bezpieczeństwo ludzi i zwierząt.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ