Zakończono III etap prac ekshumacyjnych na Łączce Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Odnaleziono co najmniej kilkanaście szczątków bohaterów. O podsumowanie i komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Tadeusza Płużańskiego, prezesa Fundacji „Łączka”.
wPolityce.pl: Czy możemy być zadowoleni z efektów prac III etapu ekshumacji na Łączce?
Tadeusz Płużański: Przede wszystkim trzeba podkreślić, jak ważne jest to, co dokonuje się teraz na Powązkach Wojskowych na Łączce. Czekaliśmy wiele dziesięcioleci, by można było dostać się do naszych bohaterów i wydobyć ich z tych bezimiennych dołów śmierci, do których komuniści ich wyrzucili, a następnie przysypali ziemią, a na koniec decyzją Wojciecha Jaruzelskiego postawili groby komunistycznej wierchuszki, w tym zbrodniarzy, tych którzy bardzo często mordowali naszych bohaterów. Znany jest chociażby przykład grobu sędziego wojskowego Romana Kryże, który został postawiony nad dołem, w którym być może leży rtm. Pilecki. Czyli kat spoczywa nad ofiarą. To, że dzisiaj można dotrzeć do naszych bohaterów, to jest rzecz niezwykła i wyjątkowa. Szczególnie rodziny pomordowanych wsłuchują się w komunikaty IPN i czekają na informacje, kiedy ich bliscy zostaną wydobyci.
Z pewnością musimy się tutaj uzbroić w cierpliwość. Największym problemem do tej pory było postawienie tych grobów na dołach śmierci. Dziś są one przesuwane w inne miejsce, co jest wielkim sukcesem, ponieważ komuniści mieli przecież inny plan, by bohaterowie na zawsze zostali w tych grobowych jamach. Po to właśnie postawiono te groby na górze, by nigdy do nich nie dotrzeć. Jednak jest to możliwie, a na szczęście plan komunistów się nie powiódł.
Teraz kolejny punkt, czyli stopień trudności. Prace są wyjątkowo ciężkie, ponieważ groby komunistów są wmurowane nawet dwa, trzy metry w głąb. Możemy sobie wyobrazić, jak to wszystko wyglądało. Mianowicie przy instalowaniu tych grobów, szczątki naszych bohaterów były po prostu wpychane pod nie. Żeby się tam dostać, trzeba było najpierw zdemontować nie tylko pomniki, ale też te wielkie ceglane konstrukcje. W momencie, gdy były usuwane, okazywało się, że to nie koniec problemów. To prawda, że na III etapie ekshumacji udało się odnaleźć niewiele ludzkich szczątków: w zasadzie jest tylko jeden skompletowany szkielet, a reszta to luźne, drobne kostki. Teraz zachodzi pytanie co tam właściwie na Łączce się stało? Wiadomo, że operował tam ciężki sprzęt. Koparki usuwały nie tylko ziemię, ale można mieć podejrzenie, że także ludzie szczątki.
Czyli było to celowe działanie?
Całkowicie, od początku do końca działanie celowe: od momentu zamordowania bohaterów, poprzez przewiezienie w nieznane miejsce, a tam kończono ten barbarzyński proceder, czyli w wielu miejscach, w dwóch kwaterach, instalowano te groby. Widząc stan kości bohaterów, znajdowane są przecież tylko fragmenty szczątków, trzeba postawić dwie hipotezy. Być może jest tak, że wraz z ziemią te kości wybierano i przełożono do jakiegoś zbiorowego dołu, co byłoby wariantem optymistycznym. Niestety może być też tak, że szczątki wydobywano i wyrzucano gdzieś poza Łączkę, na jakiś śmietnik, co jest sytuacją dramatyczną, ponieważ trzeba będzie sobie szczerze powiedzieć, że wielu naszych bohaterów nigdy nie odnajdziemy, jeśli komuniści aż tak daleko tę sprawę poprowadzili. Trudno jednak przesądzać. Istnieje nadzieja, że jednak zostały przesunięte i jeszcze uda się je znaleźć. Brakuje ok. 100 szczątków osób, w tym najbardziej znanych, takich jak rtm. Pileckiego, gen. Fieldorfa „Nila”, czy ppłk. Cieplińskiego
Jakie jest w tym momencie prawdopodobieństwo, że udało się odnaleźć wśród wydobytych teraz szczątków rtm. Pileckegio, czy gen. Fieldorfa?
Żeby rzetelnie ocenić, trzeba poczekać do końca, a prace ekshumacyjne będą wznowione na wiosnę. Natomiast jest wielce prawdopodobne, że szczątki Pileckiego nie zostały jeszcze wydobyte, ponieważ istnieją mocne przypuszczenia, że nie znajdują się w kwaterze „Ł”, która była teraz eksplorowana, lecz w kwaterze „ŁII”, gdzie prace będą prowadzone właśnie wiosną przyszłego roku. Teraz jest większe prawdopodobieństwo, że wśród wydobytych kości są także należące do gen. Fieldorfa. Jeśli oczywiście komuniści zachowali logikę wrzucania bohaterów do dołów śmierci, ale nie musiało tak być. Znamy przypadki, że osoby, które powinny leżeć obok siebie, ponieważ zostały stracone w podobnym czasie, leżą w zupełnie różnych miejscach. Bywało też tak, że dokonywano dochówki. Naprawdę tutaj komuna zrobiła wiele, by zamazać wszelkie ślady bohaterów.
A jak długo możemy czekać na proces identyfikacji szczątków?
Trzeba przyznać, że ten proces identyfikacji, który nas czeka jest niełatwy i mozolny. Reguły co do czasu nie ma, ale generalnie trwa to od kilku tygodni do kilku miesięcy. Teraz ta identyfikacja będzie tym trudniejsza, że szczątki są w fatalnym stanie. Ich zniszczenia są niespotykane z tym, co było do tej pory, z poprzednimi etapami badań w latach 2012-2013. Wtedy było o tyle prościej, że teren, na którym prowadzono ekshumacje, nie był od góry pokryty grobami i wydobywano o wiele mniej zniszczone szkielety, co ułatwiało identyfikację, ale też nie była ona bezproblemowa. Niestety teraz te sprawy się mocno komplikują, ponieważ jak wspominałem, nie ma pełnych szkieletów, a pojedyncze kostki, z których oczywiście trzeba będzie pobrać materiał genetyczny i porównać to potem z materiałem pochodzącym od rodzin. Będzie to procedura znacznie dłuższa. Spodziewałbym się więc, że potrwa to raczej kilka miesięcy, niż tygodni.
Rozmawiał Adam Kacprzak
















