Konflikt o Trybunał w wymiarze społecznym zakończył się w drugiej połowie mijającego roku, ze względu na wygasanie społecznych emocji wokół tego sporu. Te emocje były obecne przede wszystkim po stronie stronników opozycji
— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl politolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr hab. Rafał Chwedoruk.
wPolityce.pl: Zakończenie kadencji prof. Andrzeja Rzeplińskiego na stanowisku prezesa Trybunału Konstytucyjnego zakończy spór o TK?
Politolog dr hab. Rafał Chwedoruk: Niekoniecznie. Powinniśmy tego typu wydarzenia postrzegać w szerszym kontekście, w kontekście rywalizacji opozycji z rządzącymi i rywalizacji wewnątrz opozycji. Konflikt o Trybunał w wymiarze społecznym zakończył się w drugiej połowie mijającego roku, ze względu na wygasanie społecznych emocji wokół tego sporu. Te emocje były obecne przede wszystkim po stronie stronników opozycji. Widzieliśmy w ostatnich kilku miesiącach stopniowe osłabianie siły oddziaływania KOD-u oraz bardzo wyraźne próby poszukiwania innych tematów, które zmobilizowałyby krąg wyborców początkowo mobilizowanych tematyką TK. W tym sensie zapewne pewne elementy pata formalnoprawnego będą trwały, ale jak sądzę będzie to tylko fragment szerszej całości.
Co może się dalej dziać w sporze wokół TK?
Tę wiedzę ma tylko krąg kilkunastu osób, które są członkami TK. W wymiarze politycznym możliwości są tylko dwie. Sędziowie, którym bliżej do obecnej opozycji będą wykorzystywali możliwości paraliżowania TK, podważając np. kilka decyzji leżących u jego obecnego składu. Jest również możliwość, że Trybunał zacznie pracować w miarę normalnie. W różnych wypowiedziach w ostatnich dniach można było usłyszeć, że będą miały miejsce próby odwoływania w konkretnych sprawach nie do TK, ale do sądów, może dojść do próby znalezienia innej drogi prawnej przez tych, którzy chcieliby badać zgodność z prawem. Nie sądzę jednak, żeby wydarzyło się coś, co jakościowo zmieniłoby sytuację w Polsce. Być może na spór wokół TK wpłynie sytuacja międzynarodowa, chodzi mi o objęcie prezydentury w USA przez Donalda Trumpa. Ten kierunek polityki, który do tej pory sygnalizował może uderzyć np. w pozycję Niemiec w Europie i to będzie miało poważne konsekwencje również dla sytuacji Polski.
Opozycja będzie dalej blokowała mównicę sejmową.
Tak, ale impet i skala działań opozycji jest dużo słabsza niż w pierwszych tygodniach i miesiącach po wyborach. W ostatnich próbach blokad i manifestacji uczestniczyło relatywnie niewiele osób. W większości były to osoby czynne w obrębie elit politycznych czy z pogranicza świata polityki. Zainteresowanie tymi manifestacjami przyciąga raczej niestandardowość i radykalizm zachowań, a nie ich rozmiar. Można się zastanawiać czy mimo silnych emocji antypisowskich w liberalnej części społeczeństwa, tego typu działania są akceptowalne dla istotnego segmentu obrońców liberalnych. Wcześniej ten elektorat był socjalizowany w przeciwnym kierunku, np. wobec manifestacji związkowców, kiedy otoczyli na krótki czas Sejm, czy wobec wszystkiego, co się działo przy okazji Marszów Niepodległości. Olbrzymia część tego elektoratu skłonna byłaby zaakceptować taką zamianę ról, jednak pojawia się pytanie, czy wszyscy politycy opozycji, szczególnie ci bardziej doświadczeni z PO odnajdą się w nowych rolach, w roli radykalnych działaczy stojących na czele protestu, posługujących się nieposłuszeństwem obywatelskim jako formą działania czy stających twarzą w twarz ze szpalerem policji. Jak na realia partii mieszczańskiej to jest jednak dość ryzykowny eksperyment. Tak, jak w sporze o TK problemem opozycji jest walka o przywództwo na dwóch osiach.
Jakich?
Po pierwsze, między Platformą a Nowoczesną, jak kiedyś pokazał casus umiarkowanej wypowiedzi Ryszarda Petru po spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim w sprawie TK. Taka sytuacja powoduje natychmiastową rywalizację między opozycjonistami. Druga oś dotyczy sporu wewnątrz Platformy. Grupa polityków, która zawdzięcza swoje polityczne awanse Donaldowi Tuskowi, a której grozi polityczna marginalizacja i niebyt, taki w jaki popadają Stefan Niesiołowski i Michał Kamiński, musi liczyć na to, że dojdzie do szerokiego porozumienia opozycji, które nie będzie umową partyjną między PO a Nowoczesną, ponieważ ci politycy będą wtedy niepotrzebni i dlatego warto zwrócić uwagę na ich szczególną aktywność w protestach i bardzo emocjonalne wypowiedzi. Działania opozycji sprawiają, że poparcie dla niej nie rośnie, ale cały czas utrzymuje się na tym samym poziomie i nie pozwoli im pokonać PiS w kolejnych wyborach.
Pokusi się pan o scenariusz polityczny na najbliższy miesiąc?
Jeden z błędów KOD-u polega na inflacji protestów, to znaczy protestowanie w sprawie TK, a potem w sprawie kolejnych tematów, za każdym razie prowadzone w podobny sposób, niczego nie są w stanie zmienić. Nie wpłynęło to na zmianę sondaży, wpływało to na opinię publiczną tylko krótkoterminowo w momencie konfliktu, później wszystko wracało do poziomu poparcia ukształtowanego w ostatniej kampanii wyborczej i w ostatnich tygodniach po niej. Na pierwszym miejscu jest PiS, za nim PO i Nowoczesna z podobnym poparciem wyborców, dalej Kukiz ‘15 i PSL. Chciałbym również zwrócić uwagę, że jeżeli PiS chce wygrać kolejne wybory to musi unikać różnych błędów taktyki politycznej, których nie brakowało, kiedy należało się cofnąć, PiS szedł do przodu, kiedy wypadało iść do przodu, cofał się. Rządzący przegrywają wiele działań taktycznych, natomiast w sferze strategicznej mogą być spokojni, dopóki to KOD jest twarzą opozycji. PiS jednak nie zawsze radzi sobie z umiejętnością rozbrajania negatywnych emocji wobec siebie. Problem partii rządzącej pojawiłby się, gdyby wzmocniły się partie centrowe, znajdujące się na osi politycznej pomiędzy liberalną opozycją, a PiS, które byłyby zdolne przy stosownej koniunkturze odebrać PiS-owi jakiś fragment elektoratu. W tym kontekście można rozpatrywać działania Kukiz ‘15 i PSL, te partie próbują bardzo wyraźnie odciąć się od hasła zjednoczonej opozycji. Zauważmy zresztą, że ze strony KOD nie ma prób działań tego, co powinna robić klasyczna opozycja, nie ma recenzowania działań rządu w różnych sektorach. Gabinet cieni powołany przez PO też nie jest wykorzystywany do tego, do czego został powołany. Zawsze rządzącym jest trudniej, gdy ktoś na chłodno będzie próbował szukać słabych stron w sposobie rządzenia, a nie określi manichejską wizję świata radykalnego dobra i zła, i będzie liczył na to, że większość społeczna w krótkim czasie przejdzie na jego stronę.
Dalsze blokowanie Sejmu pomoże opozycji zwiększyć poparcie społeczne?
Widok samotnych polityków partii liberalnych siedzących na sali sejmowej, gdzie są przygaszone światła może być użyteczne krótkoterminowo. Nie sądzę, aby blokowanie prac Sejmu i palikotyzacja działań opozycji w dłuższej perspektywie czemuś służyła. Opozycja powinna szukać takiej drogi wyjścia z sali sejmowej, która nie będzie postrzegana przez jej obóz jako rejterada. To jest podobne do sporu o TK, gdzie partie opozycyjne nie wyczuły momentu, w którym PiS był gotowy do najdalej idących ustępstw. Opozycja nie ma optymalnego wyjścia, może zminimalizować straty, natomiast w interesie PiS jest to, aby politycznie przesuwać się w stronę centrum, co nie oznacza zmiany elektoratu, czy próby pozyskania wyborców liberalnej opozycji, ale np. funkcjonowanie w postaci partii rządzącej o szerokim poparciu społecznym, która nie zawsze idzie na dwubiegunowy podział, ale czasem potrafi również się wycofać, jest w stanie demobilizować przynajmniej część wyborców swoich przeciwników i utrzymywać przy sobie liczny krąg własnych zwolenników. Jeżeli coś opozycja może zapisać sobie jako sukces ostatnich dni, to sytuacja, w której podpisano ustawę o obniżeniu wieku emerytalnego. Była to jedna z ustaw, której podpisanie popierała absolutna większość Polaków, była to jedna z obietnic, która rozstrzygnęła o wyniku wyborów, jednak w tym przedświątecznym tygodniu zamiast przynieść obywatelom prezent w postaci oczekiwanej ustawy, PiS uwikłał się w symboliczny spór, co w skali makro przyczyniło się do dalszego zniechęcenia Polaków do polityków.
źródło:wpolityce.pl
fot: youtube
















