— mówi Piotr Apel w rozmowie z wPolityce.pl, komentując wizytę Angeli Merkel w Warszawie.
Angela Merkel spotkała się z najważniejszymi politykami w Polsce. Dlaczego Paweł Kukiz nie wziął udziału w spotkaniu w ambasadzie niemieckiej?
Piotr Apel, Kukiz‘15: To spotkanie miało charakter polityczny i udział w nim wzięli reprezentanci partii politycznych, które współtworzą Europejską Partię Ludową, w skład której wchodzą zarówno CDU Angeli Merkel, jak i PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza i Platforma Obywatelska Grzegorza Schetyny. To normalne spotkanie partyjne, którego nie można inaczej oceniać. Gdy do Polski przyjeżdżał Guy Verhofstadt to spotykał się z przedstawicielami Nowoczesnej, z którą są w sojuszu. Jeżeli przyjedzie do Polski polityk reprezentujący frakcję konserwatystów w Parlamencie Europejskim, to spotka się przedstawicielami Prawa i Sprawiedliwości. Tak po prostu jest.
Kontrowersje wzbudza jednak miejsce spotkania. Nie dziwi Pana, że polscy politycy zgodzili się na spotkanie w ambasadzie niemieckiej?
Jest to z różnych powodów niezręczne, ale protokół dyplomatyczny tłumaczy to jasno. Jeżeli np. polski minister chce rozmawiać z amerykańskimi kongresmenami, to zaprasza ich do polskiej placówki. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której kanclerz Niemiec zaprasza na spotkanie do sieci niemieckich sklepów czy restauracji. Niezręczność jest widoczna z daleka, ale nie ma w tym nic dziwnego.
Sama wizyta Merkel będzie miała jakieś znaczenie?
Ma kilka warstw znaczeniowych. Po pierwsze, w maju kończy się kadencja Tuska, dlatego to spotkanie miało też za zadanie zbadać jaka jest opinia polskiej strony nt. ewentualnej reelekcji byłego polskiego premiera. Ważna jest też kwestia słabnących notowań CDU w Niemczech. Wizyty europejskie Merkel mają budować wrażenie, że pani kanclerz jest najważniejszym europejskim politykiem, zwłaszcza w kontekście rosnącej siły Schulza. Takie spotkania zawsze są ważne i bardzo się cieszę, że Angela Merkel została odpowiednio przyjęta przez polskie władze, wszyscy znaleźli czas i nie było żadnych gorszących scen. Unia Europejska będzie musiała przejść reformy i są one nieuniknione, szczególnie w kontekście zbliżających się wyborów we Francji czy Niemczech. Dlatego mam nadzieję, że były w Warszawie prowadzone rozmowy w tym zakresie.
Wielu polityków, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, mówi wprost, że ponowny wybór Angeli Merkel na stanowisko kanclerza Niemiec byłby najlepszą decyzją z możliwych dla Polski. Zgodzi się pan z takim twierdzeniem?
Zdecydowanie. Utrzymanie Angeli Merkel u sterów niemieckiej polityki to duże lepsze wyjście dla nas niż przejęcie władzy przez SPD. To właśnie Gerhard Schroeder, wywodzący się z tej partii, doprowadził do stworzenia Nord Streamu i do bardzo złej pozycji Polski w Unii Europejskiej. Merkel będzie na pewno mniej antypolska niż jej przeciwnicy. To znaczy bardzo dużo w polityce zagranicznej.
Można już przeczytać komentarze o tym, że wczorajsze spotkania są dowodem na to, że Berlin musi się liczyć z Warszawą.
Widać, że te spotkania służą też polskim władzom. Wszyscy rządzący spotykający się z ważnymi politykami zagranicznymi próbują grać tym na rynek wewnętrzny. Mają prawo tak mówić, ale nie sądzę, by miało to aż takie znaczenie. Polska jest bardzo dużym krajem europejskim, dla wielu ważnym rynkiem zbytu, powinna mieć swoje zdecydowane miejsce w Unii Europejskiej, ale to jaką pozycję będziemy zajmować zależeć będzie do tego, jak będziemy o to dbać, jak będziemy szukać sojuszów.
Zgadza się Pan z pomysłem PiS, by ograniczyć kadencje wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do dwóch?
To jest dobry pomysł. Nie chodzi tu o prezydentów wielkich miast, a o wójtów i burmistrzów mniejszych ośrodków, gdzie często władza jest utrzymywana w sposób nieprzejrzysty. W małych ośrodkach ci włodarze są często jedynymi pracodawcami i trzeba przewietrzyć układy, które istnieją od dziesiątek lat. Są w Polsce miejsca, gdzie ktoś otrzymał stanowisko jeszcze za czasów PRL i utrzymuje je do dzisiaj. To sytuacja niebywała. Wydaje mi się, że w przypadku wielu takich urzędników naturalnym byłoby gdyby szedł na wyższe stanowiska w samorządzie po dwóch kadencjach. Korzystając z doświadczenia z małej ojczyzny powinien pracować dla całego kraju.
Jest Pan zwolennikiem utworzenia metropolii warszawskiej w takiej formie jak proponuje to PiS?
W takiej formie na pewno nie. Ta propozycja jest po prostu bublem prawnym. Jest tam sporo nielogiczności i zapisów, które budzą wątpliwości. Chociażby zapis, który mówi o reprezentacji poszczególnych gmin. Nie może być tak, że gmina, która ma 15-16 tysięcy mieszkańców będzie miała taką samą reprezentację jak gmina, w której mieszka np. ponad 200 tysięcy. To po prostu niedemokratyczne. Takich zapisów wyabstrahowanych od poczucia sprawiedliwości i demokracji jest dużo więcej. Nie powinno się tego pomysłu popierać.
A co z samym pomysłem utworzenia tej wielkiej metropolii?
Wszystko powinno mieć swoją kolejność i odbywać się w sposób naturalny. Przykładem może być chociażby gmina Wesoła, która weszła już w skład Warszawy. Takim przykładem na przyszłość może być chociażby gmina Marki. Gminy, które są blisko Warszawy i mogą w sposób naturalny stać się częścią stolicy, można przyłączać w drodze referendum. Przyłączenie gmin, do których jedzie się pół godziny od granic Warszawy jest chyba przesadą.
źródło: wpolityce.pl
















