Tuż przed ważnym dla siebie dniem Kijowski wystosował do sympatyków ruchu odezwę. Podkreśla, że KOD musi pozostać ruchem oddolnym i chwali się swoimi rzekomymi sukcesami.
W swoim kształcie KOD nie został przez nikogo zaplanowany. Stał się wypadkową potrzeb, aspiracji i doświadczeń tysięcy (pewnie i setek tysięcy, a może i milionów) ludzi, którzy uznali, że demokracja jest ważna i trzeba jej bronić
—stwierdza Kijowski.
Nie wierzę w centralne zarządzanie. Nie wierzę w panowanie nad ludzkimi emocjami i reglamentowanie form działania. Nie wierzę, że kilka osób w jakimś „centrum zarządzania” może być mądrzejszych od tysięcy zaangażowanych na co dzień w działanie
—stwierdza skompromitowany szef ruchu.
Przez Mateusza Kijowskiego KOD stracił twarz, członków i sympatyków, on jednak butnie stwierdza:
Często mówię sobie „masz tę swoją oddolność”. Z satysfakcją. Kiedy dowiem się, że odbyło się w ciągu tygodnia kilkadziesiąt PIKOD-ów w całej Polsce. Że kolejna spontaniczna akcja (np. oklejanie biur PiS-u) się powiodła. Że udało się ułożyć napis albo flagę z ludzi. Że odbył się ciekawy flashmob. Że znowu kilkadziesiąt osób przystąpiło do stowarzyszenia przekonanych przez lokalnych działaczy. Że powstała fajna ulotka, mądra odezwa, że pokazano prezydentowi Konstytucję RP na targach książki, a on się zdziwił, bo nie znał tej pozycji…
—pisze.
Kijowski, który ostatnio ogłosił, że nie będzie już miły na koniec swojej odezwy napisał:
KOD działa turkusowo i niech tak zostanie na zawsze.
Czy ona sam wie o co mu jeszcze chodzi…
źródło: wpolityce.pl
















