-0.3 C
Wrocław
Lisiewicz: jak najdalej od Pudelków. Chrońmy młode gwiazdy przed szołbiznesem III RP!

Lisiewicz: jak najdalej od Pudelków. Chrońmy młode gwiazdy przed szołbiznesem III RP!

Gdy Viki Gabor wygrała Eurowizję Junior szybko okazało się, że spotkał ją jeszcze jeden „zaszczyt”. Wspólną z nią piosenkę „Ramię w ramię” nagrała starsza gwiazda – Kayah. „Ty siostrę masz we mnie aż po kres” – zapewniła Kayah. Napisałem wtedy, że nic gorszego niż taka o 40 lat starsza „siostrzyczka” z salonu Jolanty Kwaśniewskiej spotkać początkującej artystki nie mogło.
Na potwierdzenie moich słów długo czekać nie trzeba było. W czasie „strajku kobiet” piosenkę „Ramię w ramię” Kayah przerobiła na popierającą protesty Marty Lempart i wciągnęła 13-latkę w polityczną kampanię. Ale nie jest to bynajmniej najgorszy skutek tego mechanizmu. Wpadnięcie w bagno szołbiznesu III RP gwarantuje brak nowej jakości, stworzenia czegoś artystycznie świeżego. Nie przypadkiem przez 32 lata nie wylansował on ani jednej gwiazdy światowego formatu – pisze dla portalu Niezależna.pl Piotr Lisiewicz.

Kto nie wierzy, niech spróbuje wygooglać jakiś ranking najlepiej sprzedających się płyt polskich artystów na świecie. Otóż nikt nie robi takich rankingów, bo dużych sukcesów po prostu nie ma. Jak mi się zdaje, z artystów tworzących obecnie w Polsce najwięcej płyt poza Polską sprzedał… Jerzy Grunwald. Bo odniósł sukces w Azji (stanowiącej zupełnie oddzielny muzyczny rynek), o którym notabene u nas mało kto słyszał – sprzedał 217 tysięcy płyt w Japonii, Korei Południowej, Malezji i Honkongu.

Na pomysł, by napisać ten tekst wpadłem, gdy przeczytałem na Niezależnej, że nasza wspaniała 19-letnia tenisistka Iga Świątek żałowała, że nie zrobiła sobie zdjęcia z Beatą Kozidrak. Niby nie to samo, bo Iga Świątek nie jest piosenkarką, a jednak trochę tak… Nie pałam jakąś wielką niechęcią do Beaty Kozidrak, słuchałem jej w różnych czasach, ale to kolejna kuta na cztery nogi wyjadaczka, co wie, jak poruszać się na salonach, jak zapewnić sobie poparcie wiadomo kogo np. wypowiedzią, że przeżyła komunę to i przeżyje PiS…

I znowu nie polityka jest tu najważniejsza, najgorsze jest wkroczenie w świat Pudelka. Ten model wylansowała w ostatnich latach Anna Lewandowska, żona Roberta Lewandowskiego. Mężowi za mocno w ten sposób nie zaszkodziła – z racji na jego klasę sportową. Chociaż warto odnotować, że choć Lewandowski wygrał w tym roku plebiscyt „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca (i trudno, żeby nie wygrał, jako najlepszy w tym roku piłkarz świata), to w ubiegłym roku… sensacyjnie przegrał z żużlowcem Bartoszem Zmarzlikiem. Bo ten miał za sobą zmobilizowanych żużlowych fanatyków, prawdziwych kiboli, a Lewandowski tylko telewizyjnych oglądaczy podziwiających jego umiejętności.

Kto przyjmuje za swój świat Pudelka, kto marzy, żeby lansować się w świecie odmóżdżonych gwiazdeczek z telewizyjnych tokszoł, ten nigdy nie zasłuży na prawdziwą miłość polskich kibiców, tych fanatycznych, zaangażowanych, rozumiejących sport. Po prostu światy kiboli i szołbiznesu III RP to są dwa całkiem oddzielne światy, kierujące się przeciwstawnymi systemami wartości. W tym pierwszym gwiazdorzenie i lizusostwo jest odbierane najgorzej, tam ceni się tradycję, korzenie, wierność barwom, waleczność… I piłkarz, który chce mieć kibiców za sobą na dobre i na złe, do końca życia, wie że nie może ulec żonie czy dziewczynie, która chce być jak Anna Lewandowska. Bo błyskotki trwają krótko, a „wkładem do koszulki”, zamiast legendy, zostaje się na zawsze…

Tę różnicę czują chyba dość dobrze polscy skoczkowie narciarscy, pewnie z racji na góralską tożsamość. Rzecz jasna coś tam o nich na „Pudelkach” bywa, oczywiście wywlekały one wiadome historie szalenie sympatycznego Piotra Żyły, ale wydaje się, że ani skoczkowie nie lgną do tego pozerskiego świata, ani szołbiznes do zawodników robiących znak krzyża na belce. Bo ten znak krzyża jest szczery, nie na pokaz, wyniesiony z domu. Ci chłopacy mają swój świat, swoje korzenie, swoje wartości, z których wyrośli i pewnie niełatwo byłoby ich oszołomić błyskotkami.

Czy powinniśmy stworzyć jakieś mechanizmy ochronne, powodujące, by nasi młodzi sportowcy i artyści nie wpadali mimowolnie w bagno szołbiznesowych lansów i przekrętów?

Oczywiście, kto będzie chciał, to w nie wpadnie, chodzi tylko o to, żeby magma nie wciągała tych, którzy idą za nią siłą rozpędu… Myślę, że początek roku 2021 to jest dobry moment, by zacząć coś konkretnego w tej sprawie robić.

A poniżej nowy utwór rapera Tadka Polkowskiego „Na bazie pudelka”, który jest właśnie o tym. Uwaga, pada parę wulgaryzmów, jak najbardziej uzasadnionych, bo trudno bez nich opowiadać o polskim szołbiznesie:

Źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ