Cezary Gmyz: Żyjemy w takiej rzeczywistości medialnej, w której się z nas robi durniów

Gmyz, Gancarczyk, Dudkiewicz, Skowroński i Nowacki byli gośćmi panelu dyskusyjnego o etyce dziennikarskiej i granicach medialnej propagandy w ramach Nocy Kościołów. Znane nazwiska przyciągnęły wrocławian, a dyskusja miała merytoryczny charakter.

O ciągłości mediów z systemu PRL do III RP mówił Paweł Nowacki, który zwrócił uwagę na brak nawet najmniejszego rozliczenia i weryfikacji w branży medialnej po epoce komunizmu w Polsce. Wręcz przeciwnie, jego zdaniem istnieje pewna ciągłość. Jako przykład prelegent podał Program 3 Polskiego Radia, którego zespół w stanie wojennym skompletował śp. Andrzej Turski. Były w nim dzisiejsze „gwiazdy” m.in. Grzegorz Miecugow czy Monika Olejnik.

-Jeśli nie było jeszcze żadnej głębokiej refleksji w środowisku dziennikarskim, że funkcjonowanie w systemie cenzury PRL-owskiej nie dyskwalifikuje dziennikarza, to znaczy, że nic go nie może już dyskwalifikować. W związku z tym wszystko jest dopuszczalne. Oczywiście, osoby siedzące wokół mnie taką refleksję podjęły, jednak w większości jej w Polsce nie było – rozpoczął dyskusję Paweł Nowacki.

Kolejny gość, Cezary Gmyz za pomocą żartu starał się ukazać medialne polskie paradoksy. Sam przyznał, że już nie śledzi ani telewizji publicznej, ani innych mainstreamowych stacji m.in. Polsatu czy TVN-u.

-Za każdym razem, gdy biorę Wyborczą do ręki, mam wrażenie dużej obcości. Między innymi z tego medium dowiedziałem się, że będąc od urodzenia wyznania ewangelickiego, okazałem się ultrakatolickim upiorem. Nie wiem czy państwo wiecie, że to w czym bierzecie udział, to nie jest żadna Noc Kościołów tylko „Noc Upiorów”. Specjalnie też założyłem tę krwawą marynarkę, żeby nadać sobie jeszcze bardziej upiorny wygląd – żartował dziennikarz „Do Rzeczy”.

Kiedy wyłączył ze swojego życia główny nurt medialny?

-Gdy zdałem sobie sprawę, że to co widzę na własne oczy i słyszę na własne uszy potem oglądam w telewizji, a nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Skala manipulacji jest tak gigantyczna, że to obraża mój intelekt. Nie żebym się uważał za osobę nadzwyczaj inteligentną, ale to przekracza poziom wrażliwości. Duże media oglądam tylko na żywo, bo możliwości manipulacji się drastycznie zmniejszają, aczkolwiek też istnieją. Trzeba sobie dać sprawę, jak mocno można kogoś wprowadzić w błąd samym obrazem, nadać przekazowi zupełnie inne znaczenie poprzez ujęcia – tłumaczył Cezary Gmyz.

Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich podjął próbę scharakteryzowania dziennikarza. Z nadzieją patrzy on w przyszłość i liczy, że od ostatnich wyborów prezydenckich pracownicy branży medialnej zaczną budować media otwarte.

-Człowiek poznaje rozmaitych ludzi, ma dostęp do wielu dokumentów, poznaje fakty i ma o tym w sposób jak najbardziej rzetelny opowiedzieć. Media przekazują informację, ale powinny tworzyć wspólnotę. Powinny łączyć ludzi i pozwalać tym, którzy słuchają, poznać tego, kto występuje. Pamiętajmy, że dziennikarz ma wielki przywilej, aby zadawać pytania na tematy istotne. Musi z niego bezwzględnie korzystać. Dziennikarstwo to jest radość i otwartość. Czasy się zmieniają. Mam nadzieję, że od 24 maja wchodzimy w czas, w którym te wszystkie negatywne rzeczy, które się działy w polskich mediach, będą się zmieniać – mówił Paweł Skowroński.

Na koniec swojego przemówienia zadał pytanie pozostałym prelegentom pytanie: „Czy gdybyś był szefem telewizji publicznej, to pogląd, z którym się głęboko nie zgadzasz, który jest twoim zdaniem głęboko fałszywy, mógłby być obecny na antenie?”. Najbarwniej odpowiedział wówczas Cezary Gmyz.

-Pierwszego dnia wyrzuciłbym z telewizji publicznej Tomasza Lisa za kłamstwo – odpowiedział Cezary Gmyz. – Albo inaczej: wyrzuciłbym go dopiero po odbyciu pokuty. Zrobiłbym dokładnie to samo, co robiono Janowi Pospieszalskiemu. Zmieniałbym z tygodnia na tydzień porę emisji i umieszczał w ramówce np. o drugiej w nocy, albo przed kwadransem dla rolników o piątej rano. Potem, pod pozorem, że nie ma żadnej oglądalności, wywaliłbym go z pracy, udając, że decydowały wyłącznie kryteria rynkowe. Cały problem polega na tym, że żyjemy w takiej rzeczywistości medialnej, w której się z nas robi durniów. Media zgłupiały w ciągu ostatnich 8 lat. Po naszej stronie się czyta, po tamtej się czyta, żeby potwierdzić swoje poglądy.

Istotną kwestię poruszył także ks. Marek Gancarczyk. Redaktor naczelny Gościa Niedzielnego, najlepiej sprzedawanego tygodnika opinii w Polsce, podniósł kwestię wiary w mediach.

-Dzisiaj kolejny dogmat jest bardzo rozpowszechniony w społeczeństwie i przekłada się na media. Obiektywne mówienie o świecie i pokazywanie świata istnieje tylko bez kontekstu religijnego, musi być po prostu bezbożne. Jeżeli ktoś próbuje mówić o świecie, czerpiąc z religii i nauki Kościoła, od razu jest ustawiany w roli kogoś, kto jest nieobiektywny. Korzenie takiego myślenia wielu ludzi są bardzo głębokie. One tkwią w takim rozumieniu nauki, jako tylko nauki doświadczalnej. Tylko to, co można zmierzyć, zbadać, dotknąć może być prawdziwe, a to, co pochodzi z wiary, musi zostać automatycznie odrzucone – tłumaczył ks. Gancarczyk.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ