Nasz wywiad: Strachliwy Polak woli płacić dla świętego spokoju niż walczyć z niesprawiedliwością

fryzjer.jpg

ZAiKS ściąga haracz?

Marcin Węgrzynowski: Jako strona w sprawie z ZAiKS nie mogę powiedzieć, że stowarzyszenie ściąga „haracz”, bo mógłbym być oskarżony o kojarzenie go z mafią, aczkolwiek mogę stwierdzić, że na wielu portalach internetowych widziałem stwierdzenia wielu użytkowników, którzy pisali, że ZAiKS działa jak „MAFIA”, tylko legalna, zgodnie z ustawą i pozwoleniem państwa.

Jakiej kwoty od pana zażądali?

Marcin Węgrzynowski: Opłaty każdej organizacji uzależnione są od wielkości miasta w jakim prowadzi się działalność. Również od wielkości lokalu, liczby stanowisk pracy. W moim przypadku ZAiKS chce miesięcznej opłaty w kwocie 61.50zł. Za salon fryzjerskie w mieście powyżej 100 000 mieszkańców i do 3 stanowisk pracy, opłata powinna być płacona do wszystkich organizacji, którym należą się pieniądze. W tym: ZAiKS, STOART, SPAV i wiele innych. Ogółem jest od 5 do 9 organizacji, a w moim przypadku to kwota w granicach 150 zł miesięcznie, co daje opłatę roczną w kwocie 1800zł. ZAiKS żąda ode mnie odszkodowania w kwocie 922zł. Wyliczone jest to na podstawie dwóch kontroli w 2013r. A więc żądają potrójnej karnej stawki za każdy miesiąc rozpowszechniania utworów muzycznych bez umowy licencyjnej. 61.50 x 5 miesięcy x 3x karna stawka = 922.50 zł.

Jeden z portali napisał o panu: „Może się to wydawać sprytne, ale fryzjer tylko wzmacnia system, z którym walczy i odciąga uwagę od istotniejszych spraw.”

Marcin Węgrzynowski: W tej kwestii myślę, że autor nie do końca wiedział, co miał na myśli. Czy ja wzmacniam system? Nie wydaje mi się, ponieważ robią to wszyscy ci, którzy ulegli presji i straszeniu przez adwokatów różnych stowarzyszeń i płacą już opłaty za tzw. publiczne odtwarzanie. Ja właśnie jako jeden z niewielu przeciwstawiłem się temu systemowi, podjąłem z nim walkę. Dlatego staram się nagłośnić całą sytuację, aby pokazać jakie to prawo jest niedokładne, a w niektórych sytuacjach absurdalne.

Pan się czuje ofiarą?

Marcin Węgrzynowski: Nie. Chcę udowodnić, że to ja mam rację. Dla mnie to jest raczej wyzwanie. Tak wyglądało to u mnie i domyślam się, że zawsze tak to wygląda: przychodzi ZAiKS na kontrolę stwierdza, że słucham radia i prosi o podpisanie umowy licencyjnej, ponieważ jak mówią – jest taki obowiązek. Potem przysyłają pismo z prośbą o podpisanie umowy, grożąc konsekwencjami. Po paru miesiącach zjawia się ponowna kontrola i jeszcze raz stwierdzają słuchanie radia i jeszcze raz proszą, ale już bardziej stanowczo. Znowu przysyłają pismo „straszące”. Kolejne jest już od ich adwokata. Na tym to polega, że przeciętny Polak wystraszy się i dla świętego spokoju podpisze z nimi umowę. Następnym etapem jest złożenie dokumentów w sądzie o wydanie sądowego nakazu zapłaty – sąd dostaje protokoły, że była kontrola, że stwierdziła słuchanie radia i sędziowie łatwo te nakazy dają, bez analizy czy jest to łamanie ustawy czy nie. To idzie z urzędu. Tu kolejny etap – jeżeli ktoś dostaje takie pismo, to ma tylko 14 dni na odwołanie i wejście na drogę postępowania sądowego. Jeśli nie dotrzymał tego terminu, to wyrok wydany zaocznie staje się prawomocny i należy to opłacić. Odwołania nie ma, bo na konto firmy wejdzie komornik.

Lepiej chyba zapłacić i mieć z głowy.

Marcin Węgrzynowski: Właśnie. Znowu strachliwy Polak powie, że to tylko 922 zł. To rzeczywiście nie są jakieś straszne pieniądze. Działa to na zasadzie: „wolę zapłacić i mieć spokój, bo musiałbym iść do adwokata, zapłacić za sprawę, odwoływać się, a to się będzie ciągnęło nie wiadomo ile i nie wiem czy wygram”. A więc ja się postawiłem i odwołałem, ale 30 innych osób mogło się nie odwołać tylko zapłacić i już ZAiKS zarobił 30 000 zł. Czy nie jest to czysty biznes? A jest kryzys, to pieniędzy szuka się wszędzie, gdzie się da. Firma zawsze zapłaci, bo zawsze ma jakiś dochód, zawsze ma jakiś majątek z którego można ściągnąć pieniądze.

To była pana pierwsza wizyta w sądzie?

Marcin Węgrzynowski: Tak. Na pewno było to stresujące, aczkolwiek nie jestem człowiekiem strachliwym. Może dlatego, jak to mówią moje klientki, że w mojej krwi płynie krew opozycjonisty – stąd ta walka. A mowa o moim tacie Marku Węgrzynowskim, który za komuny jako działacz Solidarności był przesłuchiwany, bity, siedział w więzieniu. Jako małe dziecko przeżywałem to, że taty nie było, że milicja go szukała, a on musiał uciekać. Albo gdy milicja przeszukiwała nasze mieszkanie lub gdy z mamą jeździłem po więzieniach odwiedzać tatę.

Zastanawia się pan nad projektem obywatelskim, szerszą akcją przedsiębiorców, gnębionych absurdalnymi opłatami?

Marcin Węgrzynowski: Gdyby znalazły się osoby, które by mi pomogły, to jestem tym zainteresowany. Teraz walczę sam, a to wygląda jak walka z wiatrakami, ponieważ większość albo płaci, albo ma wyłączone radia i czeka na wyrok w mojej sprawie. Słyszę komentarze, że jeśli wygram to oni przestaną płacić. Tak to wygląda – nie ma nikogo, kto chciałby zjednoczyć się ze mną w tej sprawie.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ