M. Mońko: Wojna dosięgła Europę

sajper.jpg

Dwa medialne widoki tej samej wojny – widok wojny w Syrii, w Iraku, w Afganistanie i w Libii – zawsze z lotu ptaka; i widok wojny w Europie, w Paryżu i w Brukseli – zawsze z bliska.

Newsy telewizyjne z Syrii nie pokazują skutków bombardowań, skutków ataków rakietowych. Nie pokazują rozszarpanych ciał, oberwanych głów i nóg. Pokazują, i to rzadko, zwalone miasta, ruiny aż po horyzont i gdzieś w oddali człowieka bez nogi. Tym obrazom towarzyszy komentarz: oto skutki wojny domowej!

Newsy z Paryża, z Brukseli, a jakiś czas temu z Kopenhagi, pokazują skutki wojny w planie pełnym, pokazują detale wojny. Telewizyjne kamery, niczym oczy lekarzy i frontowych sióstr Czerwonego Krzyża, oglądają zmasakrowane przez bomby ciała, oberwane głowy, ręce, nogi i bezmiar zniszczeń, dokonany przez zamachowców. Tym obrazom towarzyszy komentarz: oto zbrodnia dokonana przez tchórzliwych terrorystów!

Telewizje nie mówią, że wojna w Europie jest tą sama wojną, która toczy się od lat w Azji Środkowej, na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Telewizje nie mówią, że tam, w Syrii i Iraku, wojna była możliwa, bo ktoś dał na tę wojnę dolary, a za dolary ktoś dostarczył broń ręczną, nowoczesne działa, wyrzutnie rakiet, czołgi. Ktoś wyszkolił komanda śmierci, które zabijają tych, których telewizja wskazuje jako wrogów.

Wskazywanie wroga

Nie ma wojny, aneksji, ludobójstwa bez wcześniejszej kreacji twarzy wroga. Kreowanie wroga odgrywa decydującą rolę w wojnach. ”Wojna rozpoczyna się w umysłach ludzi” – głosi preambuła Karty UNESCO. Media wykorzystywane są do rozniecania w umysłach obrazu wojny, jako jedynego sposobu rozwiązywania konfliktów. Propaganda wyprzedza broń, mobilizuje masy, wskazuje wroga.

Wrogiem był Husajn. Wrogiem byli talibowie. Wrogiem był Kadafi. Wrogiem był i jest Al-Asad. Aby usunąć Husajna – Ameryka obróciła Irak w gruzowisko. W języku propagandy była to „Iracka Wolność”.

Aby odebrać talibom władzę – koalicja zamieniła Afganistan w wielkie cmentarzysko. To zostało nazwane „Afgańską Wiosną”. Aby usunąć Kadafiego, Zachód sprowadził na Libię nędzę i śmierć. Telewizje nazwały to „Arabską Wiosną”. Wojna z Al – Asadem zmieniła Syrię w kraj ruin, chaosu, zbrodni. Propaganda nazwała to „Kolorową Rewolucja”.

„Jesteśmy tu, bo wy byliście tam”

A czym naprawdę były te wiosny, kolorowe rewolucje i wolności? Otóż to, co się stało na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej i w Azji Środkowej było dobrze zaplanowaną i perfekcyjnie przeprowadzoną wojna hybrydową.

Stare przysłowie mówi: „Lejcie naftę. Pożar sam wybuchnie”. Nafta propagandy nie ma zapachu. Dolary także nie mają zapachu. Propaganda rozpala nienawiść, wywołuje konflikty, wojny. A psy wojny żywią się dolarami i krwią. Miliardy dolarów wydane na wojnę w Afganistanie, w Iraku, w Libii i Syrii – doprowadziły te kraje do klęski humanitarnej.

W krajach telewizyjnej wiosny i wolności – w Syrii, w Iraku i w Libii – nie ma dziś rodziny, w której by nie zginął brat, córka albo ojciec. Ci, którzy przeżyli – drugi brat, siostra, matka – biorą karabin, bombę i idą na wojnę. Wyprawiają się do Europy walczyć, jak mówią, z krzyżowcami. Półtora roku temu, we Włoszech, usłyszałem od Libijczyka: „Jesteśmy tu, bo wy byliście tam”.

O „białych krzyżowcach”, wojujących o naftę, o terytoria, o wpływy – słychać coraz głośniej z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Ta propaganda, zespolona z duchem islamu, staje się zaczynem, podpałką nowej wojny, jakiej Europa dotąd nie znała. To wojna niesymetryczna, rozkręcana przez media, wojna, w której niewielkie grupy, dobrze zorganizowane, wygrywają z potężnymi mocarstwami.

W reakcji na zamachy – programy telewizyjne przybierają formę propagandowej pętli: najpierw są newsy z miejsca zamachu, potem głos zabierają eksperci albo tzw. eksperci. Obrazy zabitych i rannych są rozwałkowywane i definiowane, następnie wypowiadają się politycy i autorytety moralne, którzy zapowiadają, że będą niezłomnie walczyć z terrorem.

No i wojna trwa, a telewizja nadaje tej wojnie tempo – samoloty bombardują Syrię i Irak, a terroryści dokonują zamachów w Europie. Wet za wet? Niezupełnie. Eksperci nie widzą związku wojny na Bliskim Wschodzie z wojną w Europie. Upewniają, że ci, którzy detonują bomby w Paryżu i w Brukseli, najzwyczajniej dokonują zamachu na kulturę i wartości Europy. A zatem wojnę terrorystyczną należy rozumieć jako wojnę kultur, religii, wartości.

Informacje budzące lęk

Na wojnie kultur znakami rozpoznawczymi stają się twarz, kolor skóry, nakrycie głowy, obuwie i ubranie. Twarze muzułmańskich kobiet w zachodnich telewizjach, pokazywane do niedawna w kontekście łamania praw ludzkich, wspomagały feministyczne ruchy wyzwolenia kobiet. Media pokazywały kobiety z Iranu, Afganistanu, Sudanu, Pakistanu okrutnie karane, kamienowane, porzucane przez mężów. To wzmagało współczucie. Dzisiaj twarze muzułmańskich kobiet pokazuje się w kontekście terroryzmu i wojny. To wzmaga lęk.

Media rozkręcają spiralę nienawiści i kreują twarze wrogów. Propaganda dąży do wytworzenia psychicznej jedności, koniecznej do użycia grup ludzkich do ukierunkowanych działań. Grupy mają jedną twarz i chcą widzieć jedną twarz. Propaganda staje się celową i systematyczną próbą kształtowania percepcji, manipulowania myślami i zachowaniami w celu osiągnięcia takich reakcji, które są zgodne z pożądanymi intencjami propagandzisty.

W czasie ostatnich wojen w Syrii, Afganistanie, Iraku i w Libii utarło się powiedzenie: „Każdy człowiek zabity przez kulę, został najpierw po stokroć zabity w telewizyjnym newsroomie”. Sposób postrzegania i opisywania obcych łatwo przekłada się na sposób ich traktowania.

„Sposób postępowania wobec innych ludzi wynika ze sposobu, w jaki tych ludzi postrzegamy. Skrzywdzenie innego człowieka jest możliwe tylko wtedy, gdy nie uznajemy go w pełni za osobę ludzką. Poznanie innego najczęściej czyni nas niezdolnymi do skrzywdzenie go. Przemoc wobec innych ludzi spowodowana jest zatem niemożnością wyobrażenia sobie innych jako rzeczywistych ludzi, takich, jak my”. (Elanie Scarry: The difficulty of Imagining other persons. New York 1998).

Media dostarczają schematycznych, uproszczonych i, w rezultacie, zakłamanych obrazów muzułmańskiego świata. Obrazy te przedstawiają zazwyczaj jakieś gwałtowne wydarzenia z Palestyny, Iraku, Afganistanu. Najczęstszą formą przekazów są 15-50 sekundowe newsy, które mają opisywać trudne, złożone problemy.

Najczęściej emitowane są wiadomości z punktu widzenia ekspertów od bomb i trotylu, a nie od spraw politycznych, społecznych i religijnych. Brakuje w mediach solidnych reportaży, dokumentów, programów publicystycznych o Bliskim Wschodzie.

Doniesienia o krajach muzułmańskich nierzadko zaczynają się i kończą na headlinach, ułożonych w hasła, slogany, sentencje. Widzowie bombardowani są informacjami, które nie przekazują wiedzy, a jedynie wytwarzają niepokój, obawę.

Niszczenie współczucia

Media pomijają najważniejsze sfery muzułmańskiego świata, a mianowicie: rodzinę, życie domowe, obyczaje. Kraje bogatej kultury, oryginalnej twórczości, znajdują się dzisiaj poza językiem, którym posługują się europejskie i amerykańskie media. Prezentowana w światowych mediach kultura muzułmańska pozbawiona jest ludzkich uczuć, ciepła, radości, gościnności.

To co muzułmańskie pokazywane jest w kontekście zamachów, wybuchających bomb, rozerwanych samochodów i zabitych ludzi. Jest to kultura cierpienia, śmierci i pogardy dla życia.

„To nie ludzie” – mówią o Palestyńczykach wysiedlani z Gazy religijni Żydzi. „Gdyby to byli ludzie, to ja bym to wszystko im zostawił” (Relacje TVP i TVN od 6 do 21 sierpnia 2005). Po zamachu na WTC w Nowym Jorku pojawił się wróg zza siódmej góry, zza siódmej rzeki. Sięgnięto po narody, po terytoria, po ludzi, którym można przyprawić twarz wrogów. Nadawały się do tego kraje i ludy odległe, tajemnicze i niedostępne.

Krajem mrocznym i ciemnym stał się Afganistan, który rzekomo napadł na Amerykę i musiał odpowiedzieć za zniszczenie WTC, choć wiadomo było, że zamachu na WTC dokonali terroryści z Arabii Saudyjskiej. .

Nieznani ludzie w orientalnych nakryciach głów zyskali raptem tożsamość fundamentalistów, straceńców, bojowników z karabinem w rękach. Afgańskie niemowlęta – jak doniosły media – wysysały z mlekiem matki fundamentalizm. „A kiedy podrosną – mówili komentatorzy – wezmą broń i pójdą strzelać. Strzelali do sowieckich chłopców z amerykańskiej broni, a teraz będą strzelać do amerykańskich chłopców z własnej roboty strzelb myśliwskich”.

Dlatego obrazy zabitych afgańskich chłopców nie wzbudzają współczucia ani w amerykańskich widzach, ani w widzach rosyjskich. Wszyscy przecież wiedzą z telewizji, że dzieci afgańskie i irackie zagrażają krajom, które ponad wszystko cenią pokój i wolność.

Z małego dziś chłopca o śniadej cerze wyrastają przecież terroryści o śniadej cerze. Telewizje pokazują tę smutna prawdę.

„Obcy” i „nasz”

Niełatwo zabić wbrew przykazaniom, normom, zasadom, wbrew człowieczeństwu. Łatwiej zabić, kiedy zabija się obcego, nie-człowieka. Łatwo zabić, kiedy obcemu, wrogowi, zostanie odebrana człowiecza godność, kiedy zostanie on zredukowany do zwierzęcia i przedmiotu.

Obrazy wojny wywołują w Europie poczucie strachu i pragnienie odwetu. To wzmaga poparcie dla niekończącej się wojny. Powszechne staje się przymykanie oczu na dyskryminowanie obcych, na rugowanie ich z lepszej pracy etc. Na ulicach zaczepiani są, a niekiedy bici, przechodnie o twarzach wrogów. Telewizje wykazują nagle, że różnorodność, zróżnicowanie – to zagrożenie, a nie pole do współpracy i wzajemnego uzupełniania się.

Coraz częściej funkcjonują terminy „obcy” i „nasz”. Termin pierwszy oznacza każdego, kto nie jest członkiem naszej grupy. Termin drugi oznacza naszą grupę. Selekcja pierwsza opiera się na widocznej gołym okiem tożsamości rasowej, narodowej, religijnej etc. Selekcja druga wykorzystuje zazwyczaj wartościowanie, co prowadzi do sytuacji, w której ludzie spoza swojej grupy będą postrzegani jako gorsi, a w przypadku konfliktów – swoi będą postrzegać obcych jako złych, zagrażających.

Naftę propagandy leją telewizje i prasa brukowa. Podpałką pożarów nienawiści jest słowo i obraz. Media angażują się w wojny narodów, religii i państw, przywołując najgorsze rzeczy z przeszłości jako zdarzenia z wczoraj i dzisiaj. Telewizje wręcz namawiają, by rozprawić się, skończyć raz na zawsze z tymi i tamtymi.

Sprawa nienawiści jest wciąż aktualna. Na świecie za zbrodnie odpowiadają nie tylko ci, co strzelają, ale także ci, co namawiają do strzelania. Reporterzy bez Granic raz po raz zwracają się do komisarza ONZ ds. praw człowieka o postawienie przed sądem dziennikarzy i sponsorów mediów drukowanych i elektronicznych, którzy w czasie wojen nawoływali bądź nawołują do nienawiści i do zbrodni.

g

 

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ