Paweł Sasiela: Pójść za ciosem

piłki.jpg

Wielkie sukcesy rodzą się w bólach. Podobnie jak wielkie drużyny nie biorą się z przypadku. Polscy piłkarze w trzeciej próbie z rzędu wreszcie przebili się do pierwszej ósemki Europy. W walce o strefę medalową ponieśli porażkę, choć na Euro 2016 meczu nie przegrali.

Ważne, by teraz drużyna Adama Nawałki wykonała kolejny krok do przodu, potwierdzając, że wynik osiągnięty na francuskich boiskach nie okazał się wyłącznie jednorazowym wyskokiem biało-czerwonych. Radość z najlepszego wyniku na turnieju mistrzowskim od 1986 roku jest oczywista, ale obecnie równie ważne jest, aby tego dorobku nie zmarnować.

Nad Sekwaną polska reprezentacja wreszcie stanowiła monolit. Zespół grał dobrze pod względem taktycznym, a przede wszystkim nie miał słabego punktu. Nikt nie odstawał od pozostałych. Nikomu nie można było czegokolwiek zarzucić. Poszczególne spotkania miały swoich bohaterów. Zachwyt nad Bartoszem Kapustką po inauguracyjnym starciu z Irlandią Północną, Michałem Pazdanem po meczu z Niemcami czy Jakubem Błaszczykowskim, którego gol przesądził o wygranej z Ukrainą, wskazywał, że wreszcie doczekaliśmy się drużyny złożonej z graczy z charakterem, potrafiących wziąć na siebie ciężar, gdy wymagała tego sytuacja.

Zostać w elicie

Po raz pierwszy od lat szaleństwo na punkcie naszych piłkarzy nie zakończyło się wraz z pierwszymi spotkaniami turnieju. Po zakończeniu występu Polaków na mistrzowskiej imprezie kibice nie poczuli wstydu, tylko wielką dumę z postawy biało-czerwonych. Nikt nie ma pretensji ani do żadnego z graczy, ani do sztabu szkoleniowego. Fani uwierzyli w naszych piłkarzy i w to, że stać ich na wiele.

Podopieczni Adama Nawałki bez przesadnego respektu wdarli się do europejskiej czołówki. Pierwsza weryfikacja tego, czy na stałe, już 4 września. Wówczas w pierwszym meczu eliminacji mistrzostw świata 2018 Robert Lewandowski i spółka zagrają na wyjeździe z Kazachstanem. Najważniejsze pojedynki odbędą się natomiast w październiku i listopadzie.

8 października na Stadionie Narodowym podejmiemy Duńczyków, którzy w eliminacjach do czempionatu globu będą chcieli zrehabilitować się za nieudane kwalifikacje do Euro 2016. Ekipa ze Skandynawii przegrała bezpośredni awans z Portugalią i Albanią, zaś w barażu okazała się słabsza od sąsiadów ze Szwecji. 11 października biało-czerwoni zagrają z Armenią, która w grupie z Duńczykami zainkasowała zaledwie 2 punkty.

Miesiąc później Polacy zagrają z Rumunią, która z Albanią przegrała awans z grupy francuskiego Euro. Drużyna znad Morza Czarnego w momencie losowania grup eliminacji mistrzostw globu uchodziła za głównego faworyta grupy E. Zwłaszcza, że w drodze do Francji Rumunii nie przegrali żadnego meczu, w grupie m.in. z Irlandią Północną i Węgrami.

Udźwignąć presję

Teraz role się nieco odwrócą, bo po udanym występie na Euro 2016, to biało-czerwoni mogą uchodzić za głównego kandydata do awansu, a pod taką presją Polacy nie grali już dawno. Dlatego pierwsze cztery mecze będą kluczowe. Pokażą, jak nasi piłkarze poradzą sobie w zupełnie nowej sytuacji. To bowiem na mecze z Polską rywale będą się szczególnie mobilizować. Tym bardziej, że skład grupy uzupełnia jeszcze nieobliczalna Czarnogóra.

Dotychczas z presją faworyta nasi gracze, choć nie wszyscy, radzić musieli sobie co najwyżej w klubach. Warto jednak wspomnieć, że najważniejsi gracze w układance Adama Nawałki znajdują się obecnie w najlepszym dla piłkarza wieku. Robert Lewandowski, Kamil Grosicki i Kamil Glik to piłkarze urodzeni w 1988 roku. Michał Pazdan i Artur Jędrzejczyk są rok starsi. W roku 90-tym urodzili się Wojciech Szczęsny i Grzegorz Krychowiak. Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński są cztery lata młodsi. Nie wspominając o urodzonym w 1996 roku Bartoszu Kapustce. Z kluczowych graczy tylko Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek są po trzydziestce.

Wykorzystać moment

Wydaje się, że to pokolenie piłkarzy, z doświadczeniami zdobytymi we Francji, zaprawione w bojach i z poczuciem, że sukces jest naprawdę w zasięgu możliwości tej ekipy, w 2018 roku będzie w najlepszym momencie, by powalczyć o najwyższe cele. By tak się stało, musimy szybko zejść na ziemię, by nie popaść w przesadną i zgubną pewność siebie.

Jak pokazały tegoroczne mistrzostwa Starego Kontynentu, poziom europejskich drużyn z roku na rok wyrównuje się coraz szybciej. Ci, którzy dziś są na szczycie, jutro mogą znaleźć się w piłkarskiej otchłani. Niech najlepszą przestrogą będzie przykład Holandii, z którą ekipa Adama Nawałki przegrała towarzyskie starcie tuż przed Euro. Trzeciej drużyny świata na francuskim turnieju nie było w ogóle…

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ