Piotr Zaremba:Jarosław Szarek murowanym kandydatem na szefa IPN. To dobra wiadomość

zaremba.jpg

Jarosław Szarek, mój rówieśnik, jest oficjalnym kandydatem kolegium IPN na prezesa tej instytucji. Powiedzmy sobie szczerze: został namaszczony przez partię rządzącą, wszyscy członkowie kolegium byli wcześniej desygnowali przez PiS. Przegrali równie dobrzy kandydaci, m.in. obecny wiceprezes Paweł Ukielski, który politycznego wsparcia nie miał.

Byłem krytyczny wobec zachłanności PiS, który i w Sejmie i w Senacie nie dopuścił do kolegium nikogo z kandydatów opozycji. Zarazem muszę przyznać, że prawie wszyscy członkowie kolegium to autorytety, ludzie znani z niezależności, nie uwikłani w bieżącą politykę. Są wśród nich znakomitości jak prof. Andrzej Nowak czy nasz redakcyjny kolega Bronisław Wildstein.

Doktor Szarek został wskazany przez kolegium na podstawie procedur konkursowych, dodanych w ostatniej chwili do ustawy. Powiedzmy sobie jednak szczerze – poprzedziły ten wybór konsultacje czołowych polityków PiS szukających odpowiedniej osoby. Szarek to seminarzysta wicemarszałka i szefa klubu parlamentarnego PiS prof. Ryszarda Terleckiego, człowieka który miał przemożny wpływ na kształt nowej ustawy o IPN, i skądinąd świetnego historyka.

A zarazem doktor Szarek to również świetny historyk, też nie uwikłany w bieżącą politykę. Pracujący w IPN od samego początku, czyli od 16 lat. Autor takich świetnych pozycji jak „Czarne juwenalia”, rzecz o następstwach mordu na Stanisławie Pyjasie. Człowiek silnie związany z Krakowem i człowiek będący prawdziwym badaczem. To dobra wiadomość.

Mnie doktor Szarek kojarzy się szczególnie dobrze jako autor ilustrowanej historii Polski dla dzieci. To był szczególnie ważny mój prezent dla mojego chrześniaka. Tego typu popularyzatorska działalność powinna być jednym z kół zamachowych IPN, obciążonego teraz wieloma nowymi obowiązkami.

Cieszy też, że murowany już prezes to człowiek mocno związany z solidarnościową tradycją. Za to nieznany z takich teorii jak ta, że w 1939 roku trzeba było iść z Hitlerem. Albo że AK to wspólnik czerwonej Armii w ramach „zbrodniczego planu Burza”, Takie poglądy zaśmiecały ostatnio pewne zakątki polskiej prawicy.

To skądinąd paradoks, że PiS „wziąwszy” IPN w całości, postawił jednak na naukowca, eksperta. Podczas gdy do Narodowej Rady Mediów wprawdzie opozycję dopuszcza, ale oddaje instytucję pod kontrolę trójki swoich czynnych polityków parlamentarnych. W ramach odpolitycznienia mediów publicznych – jakże by inaczej?

Droga związana z IPN podoba mi się dużo bardziej. Cóż, w obecnej rzeczywistości nie można mieć wszystkiego.

Ponieważ sam wykonuję po godzinach zawód historyka i korzystam z zasobów IPN, odchodzę na chwilę od komentatorskiej powściągliwości i gratuluję nowemu prezesowi.

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ