13.8 C
Wrocław
Dzikie prawo, dzika reprywatyzacja. Teoretyczne państwo, teoretyczni sędziowie. Tylko adwokaci praktyczni aż...

Dzikie prawo, dzika reprywatyzacja. Teoretyczne państwo, teoretyczni sędziowie. Tylko adwokaci praktyczni aż do bólu…

Wawa.jpg

Generalnie termin „odszkodowanie” kojarzy się przeciętnemu obywatelowi z rekompensatą „za coś” – utracone dobro materialne, zdrowie, życie. To bardzo prostackie rozumowanie. Nasi wyrafinowani profesorowie i koryfeusze prawa wymyślili takie prawo, że odszkodowanie można dostać za nic, nie będąc poszkodowanym na niczym. Beneficjenci dzikiej reprywatyzacji w Warszawie otrzymywali odszkodowania za działki i kamienice, których nie stracili, bo ich nigdy nie mieli. Skupowali za bezcen (dosłownie) roszczenia do tych kamienic i inkasowali wielomilionowe sumy. Mogli te roszczenia kupić, a sądy mogły je uznać, gdyż prawnicy-profesorowie wymyślili takie prawo, a inni prawnicy-politycy wprowadzili je w życie.

Ten proceder był dokonywany przy pomocy innych prawników-adwokatów. Oni przygotowywali „dowody”. Jeszcze inni prawnicy-sędziowie przyklepywali formalnie cały proceder. Beneficjenci dzikiego prawa też często bywali prawnikami albo siostrami prawników, albo żonami prawników. Inni beneficjenci bywali przyjaciółmi prawników lub ich wspólnikami. Urzędniczka w ministerstwie była siostrą prawnika-machera. Urzędnik z ratusza był wspólnikiem prawnika-machera od działek. Żona jednego z adwokatów-głównych macherów była z kolei urzędniczką w ratuszu.

Bez tych prawników-profesorów stanowiących dzikie prawo i bez prawników-sędziów przyklepujących dziką reprywatyzację interes nie byłby możliwy. Dlatego oni stanowią zarówno motor, paliwo jak i ster całej tej dzikiej historii. Prawnicy-adwokaci tylko im dostarczali „dowody” i nieco ułatwiali proceder, pisząc gotowce uzasadnień i dostarczając prawniczych wykrętów. Jednak nikt o zdrowych zmysłach (z wyjątkiem prawników-profesorów prawa oraz prawników-sędziów) nie uwierzy, że prawnicy-sędziowie klepali to bezinteresownie – z lenistwa lub z braku dociekliwości albo braku umiejętności pisania wiarygodnych uzasadnień.

W aferze Amber Gold proceder był identyczny. Oszust grasował latami, bo umożliwiali mu to urzędnicy urzędu skarbowego, nie dostrzegając całymi latami, iż nie płaci podatku. Prawnicy-prokuratorzy umarzali postępowania w jego sprawie. Nie trafił do więzienia wcześniej, gdyż prawnicy-sędziowie zawsze wymierzali mu kary w zawieszeniu. Prawnicy-kuratorzy sądowi nie informowali o jego przestępstwach. Prawnicy stanowiący nadzór finansowy latami nie potrafili go zdemaskować. Ówczesny szef rządu oznajmił wtedy, że oszustwo było możliwe z powodu „braku refleksu i determinacji instytucji państwa”. Czyli dokładnie jak w obecnej aferze reprywatyzacyjnej – lenistwo, brak dociekliwości…Czy ktoś o zdrowych zmysłach uwierzy (oprócz rzecz jasna prawników-profesorów oraz prawników-sędziów), że owe instytucje latami trwały w bezinteresownej bezczynności? Gdzie indziej mówią na to mafia, ale u nas jest to demokratyczne państwo prawa. Taka sytuacja.

Gdzie byli prawnicy-profesorowie prawa, te Katony nasze, Zolle, Rzeplińskie, Łętowskie, Safiany, Stępnie i inne, gdy stanowiono to dzikie prawo? Dlaczego ani jeden nie położył się Rejtanem w drzwiach Sejmu? Dlaczego żaden prezes sądu najwyższego lub szef katedry prawa nie wyrżnął nominacją o bruk ulicy? Ach, prawda, akurat strzępili jęzory w jakiejś telewizji, pouczając naród, jak uczciwie i mądrze żyć…

 

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ