Miller bezpardonowo atakuje szefa MON: “Raport opiera się na prawdach. Jeśli z tymi prawdami pan Macierewicz nie może się pogodzić, to ma problem”

Miler Jerzy.jpeg

Nie jest to dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ słyszałem już, że fałszowaliśmy fakty, co pozwoliło nam zakończyć prace takim, a  nie innym raportem. Świadczy to bardzo źle o tych, którzy pracują nad sprawdzeniem naszego raportu

— powiedział w programie „Kropka nad i” (TVN24) Jerzy Miller, przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, który komentował ustalenia podkomisji smoleńskiej.

W treści załącznika do raportu jest dokładnie wytłumaczono, dlaczego jeden rejestrator nie mógł zapisać ostatnich sekund. Tak był skonstruowany, że bez zasilania prądem nie mógł tego zrobić, ale cóż… Jesteśmy już do tego przyzwyczajeni. Szkoda, że w tak tragicznej kwestii ktoś ma odwagę tak kłamliwie odczytywać fakty

— grzmiał rozmówca Moniki Olejnik.

Uważam to za brak szacunku do rodzin, które zginęły w katastrofie

— dodał Miller.

Gość TVN24 zaatakował również szefa MON.

Ten raport opiera się na prawdach. Jeśli z tymi prawdami pan Macierewicz nie może się pogodzić, to on ma problem, a nie komisja, jej członkowie i ja

— powiedział.

Odnosząc się do krytycznych uwag ministra Macierewicza, stwierdził:

Pan Macierewicz karmił mnie tymi sformułowaniami od maja 2010 roku i przyzwyczaiłem się do takich wypowiedzi – nie robią na mnie wrażenia.

Jerzy Miller nie uniknął również odpowiedzi na pytanie dotyczące „uzgodnienia przekazu” ws. katastrofy smoleńskiej.

Zadbanie o to, by miał taką samą konstrukcję, co rosyjski, żeby czytelnik który będzie miał ochotę przeczytać oba raporty, będzie mógł stwierdzić, że w wielu miejscach polski raport różni się od rosyjskiego – Rosjanie w styczniu 2011 roku przygotowali, a  my zgodnie z konwencją chicagowską mieliśmy prawo zapisać swoje opinie

— powiedział.

Przedstawiliśmy całą litanie zarzutów i uwag, które zaprzeczały opiniom rosyjskim

— tłumaczył się przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego.

Na uwagę, że raporty komisji Millera i MAK-u były zgodne co do rzekomej winy pilotów, Miller odpowiedział:

To ich problem. Fakty niestety dla nich mówią jednoznacznie – samolot był za nisko, był w obszarze poniżej tej trajektorii, która była dozwolona przy tym lądowaniu.

Na pytanie, czy gen. Błasik był w kokpicie Tupolewa, Miller odpowiedział:

Na pewno był ktoś, kto potrafił odczytywać wysokościomierz w kabinie pilotów. (…) To wersja, która z punktu widzenia przyczyn wypadku, nie jest istotna.

Rozmówca Moniki Olejnik musiał odnieść się również do zarzutu, że nie zbadano wraku.

Rzeczywiście nie brałem udziału, ale nie była taka moja rola, ponieważ nie znam się na lotnictwie

— powiedział z rozbrajającą szczerością Miller.

Skąd się wzięła dokumentacja? Sfałszowaliśmy? Ktoś nam podrzucił? Ludzie, którzy tam byli mają zaniki pamięci? (…) Musi być przecież jakieś ograniczenie kłamstwa, przecież nie możemy wyjaśniać rzeczy oczywiste i odrzucać całkowite brednie

— grzmiał przewodniczący KBWLLP.

Zapytany o poszlaki wskazujące na rozpad samolotu w powietrzu, przyznał:

Na pewno samolot uległ dekonstrukcji w trakcie ostatniego elementu przelotu.

Odnosząc się do hipotezy z wybuchami, stwierdził:

Jeśli MON potrafi to udowodnić, a nie tylko mówić, to proszę uprzejmie. Na razie nie ma przesłanek, która pozwalałaby taką hipotezę postawić. (…) Nikt z tych, którzy zginęli, nie mieli żadnych śladów, ale również kadłub samolotu nie ma śladów żadnego śladu ładunku wybuchowego

Jerzy Miller zapytany o to, czy nie boi się, że stanie przed Trybunałem Stanu, odpowiedział:

Mnie wychowano w takim przekonaniu, że dopóki mówisz prawdę, bądź pewny, ze ta prawda zwycięży, iw związku z tym w ogóle nie interesują mnie tego typu zagrożenia. Ja mogę tylko podziękować członkom komisji, że (…) przez 16 miesięcy dochodzili do prawdy. Jestem pewien, że ta prawda zwycięży.

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ