Czas apokalipsy w Platformie. Schetyna przyznaje, że dorobek jej ministrów nie dźwignie już słupków ani o milimetr

146760894413055882778.jpg

Czytanie między wierszami to dla obserwatora polityki umiejętność podstawowa. Bywa, że dzięki niej wypatrzy wydarzenia przyszłe, bywa, że odnajdzie ślady wydarzeń minionych. Ale rzadko zdarza się, by wytrawny polityk z długoletnim doświadczeniem zdradzał między wierszami więcej niż w samych „wierszach”.

Taki przypadek obserwujemy w dzisiejszych wypowiedziach szefa Platformy, Grzegorza Schetyny, dotyczących konwencji programowej jego partii, zaplanowanej na 2 października.

Towarem, którym władze PO (te polskie, nie zagraniczne) próbują wzbudzić zainteresowanie opinii publicznej, jest tzw. gabinet cieni lub – jak kto woli – cień gabinetu.

Jakby mało było partii Schetyny afer, które cieniem właśnie kładą się na okresie jej rządów. Jakby sama partia nie była dziś cieniem samej siebie z lat świetności, zwanych przez jej dawnych tuzów „ch…, d… i kamieni(c) kupą”. No, nic, dość uszczypliwości, czas na lekturę międzywierszową.

Najpierw cytat z szefa PO:

Nie chciałbym, żeby ktoś, kto był już ministrem np. infrastruktury, w ‘gabinecie cieni’ odpowiadał za infrastrukturę. Może być innym ministrem, ale nie powinien wchodzić w te same buty”.

Cóż mówi nam, między wierszami, Schetyna? Że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkim obciążeniem dla PO jest już dziś, po ośmiu latach kiepskiej władzy, sam szyld PO.

Jeśli nie ma tam ani jednego ministra, o którym społeczeństwo powiedziałoby: „O, ten był dobry i dobrze, jak wróci na swoje stanowisko”, to jak świadczy to o jakości rządów Platformy? Powtórzmy: Schetyna nie chce, by ministrowie z PO wrócili do swoich ministerialnych obowiązków. Mogą być w przyszłym rządzie, ale za tematy, którymi się zajmowali, lepiej niech już się nie biorą.

Drugi wniosek, jaki płynie z wypowiedzi Schetyny, dotyczy już nie ogółu dokonań, ale konkretnej osoby – Ewy Kopacz. Otóż była premier ma się teraz zajmować polityką senioralną. Przypomnijmy zatem raz jeszcze słowa przewodniczącego partii:

Nie chciałbym, żeby ktoś, kto był już ministrem np. infrastruktury, w ‘gabinecie cieni’ odpowiadał za infrastrukturę. Może być innym ministrem, ale nie powinien wchodzić w te same buty.

Jeśli założenia są takie, że ktoś, kto zajmował się daną tematyką, ma się teraz od niej, za przeproszeniem, odpiórkować – stanowi to dowód ostateczny, że Ewa Kopacz (była minister zdrowia!) dotychczas polityką senioralną się nie zajmowała. To znaczy – nie tak, jakby chciała się nią dziś zająć Platforma.

Partia, która ustami senatora Libickiego chełpiła się, iż jest na tyle twarda, że zdecydowała się olać emerytów i nie przyznawać im prawa do darmowych leków! PiS to niedawno naprawił, a Libicki chyba jakoś to przeżył. Fakt pozostaje faktem – Kopacz zostaje rzucona na tereny zupełnie dla niej dziewicze.

Przy swoim w PO obstają zatem już tylko były szef MON, Tomasz Siemoniak i były minister sprawiedliwości, Borys Budka. Obaj mają brylować podczas konwencyjnych paneli dyskusyjnych dotyczących tematów, którymi – jednak – zajmowali się jako szefowie resortów. Wygląda na to, że rysuje się ważna cecha wspólna Schetyny i Tuska – słabych odsyła się do szorowania garów, silnych stawia tuż obok siebie. Łatwiej ich wtedy podtruwać.

Ale o tym to akurat Grzegorz Schetyna wie najlepiej. Sam ledwo uszedł z życiem po ataku Tuskowej bliskości i jego wewnątrzpartyjnej „polityki miłości”. Z tej perspektywy pozbycie się Kamińskiego i Niesiołowskiego dowodzi, że po pierwsze – są to politycy, nawet zdaniem Schetyny, bardzo słabi. Po drugie – szef PO naprawdę ma zamiar skręcić w prawo i wie, że obaj dla centroprawicowego elektoratu, ba, dla każdego elektoratu w Polsce, są nie do przyjęcia.

 

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ