26.8 C
Wrocław
Robert Mazurek: Temu rządowi potrzebna jest poważna rekonstrukcja, nie drobna zmiana

Robert Mazurek: Temu rządowi potrzebna jest poważna rekonstrukcja, nie drobna zmiana

sondaz.jpg

Beata Szydło zapowiedziała już, że do zmian w jej gabinecie dojdzie w przyszłym tygodniu. Są one wymuszone zdymisjonowaniem ministra skarbu, ale władze PiS przy okazji powiększą wpływy wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Jak?

Choćby zwalniając skonfliktowanego z nim ministra finansów. Pawła Szałamachę (o którym mówi się, że mógłby zostać nowym szefem Komisji Nadzoru Finansowego) zastąpić ma jakiś człowiek Morawieckiego.

Czy to awans wicepremiera? Nie do końca. Już nie tylko Beata Szydło, ale i Jarosław Kaczyński są bowiem zaniepokojeni, że wielki plan Morawieckiego pozostaje wciąż w Power Poincie. Mimo dziesięciu miesięcy do Sejmu nie wpłynął ani jeden z ważnych projektów ustaw, o których mówił wicepremier, nie słychać też o żadnych inicjatywach, które miałyby dokonać wyczekiwanego przełomu. To dzwonek alarmowy. Morawiecki broni się, mówiąc wszystkim, iż wciąż jest blokowany.

Jak słusznie zauważył więc Łukasz Mężyk na portalu 300polityka, ta decyzja Szydło i Kaczyńskiego to jedno wielkie „sprawdzam” powiedziane wicepremierowi. Chcesz mieć władzę jak Balcerowicz? Dobrze, będziesz ją miał, ale oczekujemy efektów, a nie kolejnych prezentacji. Skąd to zniecierpliwienie?

Zaplanowaliśmy wydatki, jakbyśmy obiecane przez Morawieckiego pieniądze już mieli. Jeśli one nie przyjdą, to po nas

— mówi zdecydowanie jeden z członków rządu.

Najważniejsi politycy PiS z którymi w ciągu ostatnich kilku dni rozmawiałem zapewniają przy tym, że na pierwsze efekty nie będą czekać dłużej niż do końca roku.

Gdyby jednak Szydło i Kaczyński poprzestali na zmianach wyłącznie w obrębie resortów gospodarczych oznaczałoby to zmarnowanie wielkiej szansy. Temu rządowi potrzebna jest duża rekonstrukcja, inaczej czeka go stagnacja i pogrążenie się w gaszeniu nieuchronnych pożarów, zamiast kreowaniu nowej agendy.

Rozmowy z politykami PiS pokazują, że lista kiepsko ocenianych przez władze partii ministrów jest całkiem spora. Nie oznacza to jednak, że wszyscy mieliby być zdymisjonowani. Oto kilka powtarzających się nazwisk:

Jarosław Gowin – „Nic nie robi, bo nie chce skłócać się ze środowiskiem”; „przyczaił się i bierze PiS na przeczekanie”; „Niestety, nie do ruszenia, jego partia ma 9 posłów, prędzej czy później by nas zdradzili”.

Piotr Gliński – „Co się odezwie, to gafa”; „wielkie rozczarowanie, najchętniej zajmowałby się wszystkim, tylko na resort brak mu czasu”; „Odwołał Potoroczyna z Instytutu Adama Mickiewicza, więc przegra z nim sprawę w sądzie, a mógł przyśpieszyć ustawę łączącą IAM z Instytutami Polskimi i miałby spokój”; „Jeśli nie ruszą Gowina, to i on zostanie”.

Konstanty Radziwiłł – „Premier dwukrotnie go ratowała w konfliktach z pielęgniarkami, ile razy można?”; „Arogant, pielęgniarkami gardzi, ale ma dobre notowania wśród lekarzy i to go uratuje”; „Mieliśmy zlikwidować NFZ, a tu niczego nie dopracował”;

Anna Zalewska – „Nie przygotowała reformy, która wpędzi nas w chaos, a ludzie nam darują Trybunał, ale nie to, że im szkoły pozamykamy”; „Obiecanki cacanki, a tu ani ustawy, ani programów, ani listy szkół, będzie z tym skandal, ostrzegałem Jarosława”;

Krzysztof Jurgiel i Jan Szyszko – „Może i mają rację, ale przede wszystkim mają strasznego pecha”, „Co się odezwą, to trzęsienie ziemi”; „Wizerunkowa katastrofa”.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ